Cholera różnimy się.


Różnimy się. Do cholery zawsze to samo. Siedzę na tarasie i dopijam kawę. Kilka lat związku i czworo dzieci, różnimy się. Mam inne poglądy na różne kwestie. Zbyt często mówię co myślę. Znowu coś chlapnęłam. Różnimy się. Jeszcze jeden łyk kawy i zamiast rozkładać kolejną wymianę zdań sięgam po gazetę.





„Do udanego małżeństwa potrzebne są dwie rzeczy: chęć wspólnego pójścia do łóżka co wieczór i chęć wspólnego dzielenia trosk przez cały dzień.” Leopold Tyrmand

Dopada mnie ten cytat i mam go w głowie cały dzień. Mam chęć na obie te rzeczy, mam szczęśliwe i dobre małżeństwo. Bynajmniej nie jest to tylko efekt strzały amora. To nasza ciężka praca. Wczoraj mieliśmy trzecią rocznicę ślubu. Tuż po tym jak się poznaliśmy On wiedział, że będę jego żona. Ja na sam dźwięk tego słowa dostawałam odruchu wymiotnego. Małżeństwo, bowiem źle mi się kojarzyło. Nie i mówię to wprost to nie była wina mojego pierwszego męża. Oczywiście miał w tym swój udział, ale ja jako mężatka, a wcześniej jako jego dziewczyna popełniłam masę błędów. Dlatego mój nowy partner musiał się napracować, aby przekonać mnie do ślubu. Negocjowałam i stawiałam warunki, a on patrzył mi w oczy i śmiał się, ja wiem że się śmiał w duchu z buntowniczki jaką byłam. 
          1. Mam 21 lat i poznaję mądrego i ciepłego faceta. Przy nim czuję się bezpiecznie i dobrze. Latam nad ziemią, po kilku miesiącach znajomości poznaję jego znajomych, a po roku rodzinę?
                           Tralala tralala,  nic nie dało mi do myślenia? Szalona miłość tylko ja i on, powoli odcinam wszystkie znajomości i zamykam się w domu, widuję się tylko z jego przyjaciółmi, a potem widuję już tylko jego i rodzinę. Pojawia się dziecko i nie mam czasu ani dla siebie, ani dla przyjaciółek.

         2. Przejmuję całą opiekę nad dziećmi, nie wracam do pracy, ani nawet nie proszę o to by Tatuś zostawał sam z dziećmi. Ja gotuję, dbam, pielęgnuję, uczę. Przecież on jest zmęczony, pracuje. Zmniejszam swoje potrzeby do minimum. Maluje cały dom, by  było taniej, ogarniam ogród, pichcę, piorę, angażuję się w przedszkole i szkołę.
                          Tralalala, tralalala… tak jestem niezastąpiona, niewidoczna, jak stara kanapa w salonie…

               3. Nigdy nie mówię o tym co bym chciała, może się domyśli, nie domyśli się trudno, uzupełniam paczki chusteczek.

               4. Przestaje marzyć. Nie robię planów. Mam trzydzieści lat chory kręgosłup, tysiąc ograniczeń i pięć tysięcy kompleksów. 

               5. Znikam. Rozpadam się, jestem żoną, matką i stoję na straży rodziny, miłości i wierności. Potem zostaję z tym sama i nie wiem co zrobić dalej, nie wiem jak żyć po prostu. 


Znasz to? Choć w jednym zdaniu widzisz siebie? Mogło być inaczej? Mogło, okazało się że w innym związku może być inaczej.

               1. Mam 36 lat, poznaję mądrego i ciepłego faceta. Przy nim czuję się bezpiecznie i dobrze. Latam nad ziemią, od razu poznaję jego całą rodzinę i kocham ją każdego dnia coraz bardziej. Poznaję jego przyjaciół i znajomych. Moi odzyskani przyjaciele oraz nowi, którzy są przy mnie akceptują go i razem odbudowujemy moją rodzinę.
               2. Dzielimy się wszystkimi obowiązkami. Najwięcej rzeczy robimy jednak wspólnie. Planujemy wspólne wydatki, radzimy się biznesowo. Mówię na głos o swoich potrzebach i ograniczeniach.
              3. Mówię wprost kiedy coś od niego chcę, mówię wprost jeśli mi się cos nie podoba, mówię wprost jeśli coś mi nie odpowiada.
              4. Mam plany i marzenia. Realizuję je i siebie, wciągam go na pokład mojego Pięknego Życia. Wspólnie planujemy i analizujemy. Dbam o siebie.
              5. Jestem. Widzi mnie, błyszczę. Jestem żoną, matką, stoję na straży rodziny, miłości i wierności. 


Co się zmieniło? Wszystko. Dlaczego?

Po prostu zmądrzałam. Po prostu stawiam także na siebie, po prostu chcę dzielić troski z kimś mi tak bliskim. Kiedyś myślałam, że małżeństwo powinno być lukrowane. Mój tata zawsze powtarzał mi, że mam robić tak, żeby było w związku dobrze. Nigdy jednak nie mówił jak mam robić.
Kiedyś myślałam, że nie można się kłócić, bo to oznacza, że do siebie nie pasujemy.  Bałam się powiedzieć, że myślę i czuję inaczej, bo uzna mnie za głupszą. Kiedyś mówiłam, że w naszym małżeństwie stawiam na lepszego konia. Dziś zbudowałam tor z przeszkodami dla naszej dwójki.

Absolutnie to nie jest łatwe, ani proste. To ciężka praca. To jak zdrowy nawyk, który sobie trzeba wypracować. No i do tanga trzeba dwojga, bo cóż z tego, że my będziemy mówić o naszych potrzebach, jak nikt nie będzie słuchał?  Jednak uwierz mi na słowo, lepiej mówić i wiedzieć, że ktoś Cię nie słucha, niż czekać aż ktoś się domyśli i projektować w głowie scenariusze pt. mogłam to powiedzieć inaczej.
Zresztą tak powinno się budować wszystkie relacje. Wiadomo, że to trudne. Jednak próbuj, działaj i daj sobie prawo do życia. Ono zadzieje się potem pięknie samo.

Gdybym kiedyś wiedziała wszystko to co dziś wiem :) ach życie, Piękne Życie :)
a nasuwa mi się jeszcze jedna myśl, że chyba łatwiej facetowi, żyć z kobietą, która potrafi mówić o swoich oczekiwaniach i potrzebach. Może i książę potrafi jeździć na białym koniu, ale żaden nie czyta w naszych myślach :)


zapraszam Cię po pierwszy rozdział mojej książki, pewnie już wiesz, że premiera jesienią :)












Komentarze