Pasja, determinacja, wiara, moc - KOBIETA Z PASJĄ, wywiad nr 1


Miesiąc marzec to bardzo kobiecy miesiąc. Zaprosiłam do wywiadu parę moich prywatnych bohaterek. Dzielą się z nami swoim doświadczeniem i pasją. 
Pasja daje nam siłę do walki o siebie, buduje poczucie własnej wartości, jest dopełnieniem samorealizacji, czyni nas lepszymi i silniejszymi. Przeczytajcie co o swej pasji pisze Monika.






Poznałyśmy się jeszcze w moim starym życiu, kiedy ja byłam Florystką. Przywoziła do mnie swoje dzieci na warsztaty florystyczne :) parę zdań i grzecznościowa wymiana myśli. Nic szczególnego.
Aż nagle coś zaiskrzyło i Świat okazał się mały, spotkałyśmy się przypadkiem na FB. Zaczęłam czytać opowieści Moniki o bieganiu i zobaczyłam w niej Bohaterkę, każdego dnia walczy z czasem dla swojej pasji. O bieganiu może gadać i pisać bez końca, na naszym spotkaniu buzie nam się nie zamykały. Matka dwójki dzieci, żona, pracująca, nie zna wymówek, wyciąga torbę z butami i biega… Mówi, że to determinacja :) Poznajcie Monikę!! - przez 4 lata przebiegła przez metę 51 razy. Kiedy zamyka oczy widzi te góry i drzewa i mgłę poranną. 
### Najważniejsze dla niej biegi - Lipiec 2016 - Złoty Półmaraton rozgrywany w ramach Dolnośląskiego Festiwalu Biegów Górskich. Bardzo ważny, bo to debiut w biegu górskim. Mój i taty. Ja, mało doświadczona biegaczka i tato, wytrawny maratończyk. Wspólnie ruszyliśmy w nieznane. Wbiec na metę razem z tatą - bezcenne. Listopad 2017 - Maraton Piekło Czantorii. To jeden z najtrudniejszych maratonów górskich w Polsce. Trudna trasa z bardzo dużymi przewyższeniami i jesienna pogoda. Czerwiec 2018 - Siedemdziesiąt z hakiem w ramach Chojnik Karkonoski Festiwal Biegowy. Ukończyła zawody na 3 miejscu wśród kobiet. 

Czytajcie i bierzcie dla siebie ile się da :)

@Florysztuka: Wiesz, że Cię podziwiam? Uwielbiam czytać Twoje wpisy, są piękne, pełne natury i emocji. Dziękuję, że przyjęłaś moje zaproszenie do wywiadu. Pisanie czy mówienie o sobie nie jest łatwe. Powiedz, czy czujesz się KOBIETĄ Z PASJĄ ?

@Monika: Och, zaskoczyłaś mnie tym zaproszeniem. Bardzo dziękuję za nie, a wracając do Twojego pytania.
Muszę przyznać, że od kilku lat zdecydowanie tak. Umiłowałam sobie sport, a dokładniej bieganie i czuję, że moje obecne życie jest już zupełnie inne. Nie chcę oceniać czy lepsze, po prostu inne. Bardziej wyraźne i odczuwalne wszystkimi zmysłami. Czy patrząc na kogoś w tramwaju jesteśmy w stanie ocenić czy ma pasję? Po czym ją poznać skoro nie potrafimy jej nawet zdefiniować? Nie ma książkowego opisu ludzi z pasją, nie dowiemy się z google jak ich rozpoznać- czy  po kolorze bluzki i nie wyłapiemy tego z przelotnej rozmowy. Pasje moim zdaniem są jak kobiety – różnorakie, kolorowe, piękne i pociągające. Dają radość i sprawiają, że serce bije szybciej.  Potrzebują czasu i zainteresowania, a pokażą nam się w pełnej krasie. Nie musimy nawet naszych fascynacji nazywać i przedstawiać – jeśli poznasz kobietę z pasją to z całą pewnością dostrzeżesz ten błysk w jej oku.





@F: Zgadzam się z Tobą. Każda Kobieta ma wtedy taki błysk w oku. Pasja dla mnie rozświetla nas jak miłość. Co dla Ciebie oznacza życie z pasją?

@Monika: Trudno to opisać kilkoma zdaniami, bo pasja to cała gama uczuć i barw. Tych pięknych, pozytywnych, ale także tych, o których niechętnie się mówi. 
Bieganie nadało kierunek memu życiu, stało się nawykiem wprowadzającym w codzienność ład i harmonie. Wszystko jest uporządkowane i perfekcyjnie zaplanowane. Pasja mnie ożywia, wzbudza dobre emocje, pozwala się spełniać i realizować. Bieganie karmi ciało i duszę, uspokaja. Kiedy biegnę po górach czy lesie to czuję się częścią tego świata, takie zjednoczenie z przyrodą. Wolność umysłu i ciała, które  wpada w rozkoszny trans i można tak biec i biec. Wzruszać się napotkaną przyrodą, zachwycać wschodzącym słońcem i upajać zapachem ziemi.
Z całą pewnością posiadanie pasji wzbogaciło mnie duchowo i sprawiło, że na pewne sprawy patrzę  teraz nieco inaczej.  Poznaję więcej ludzi, atrakcyjne miasta oraz  przepiękne góry.  Biegowo odwiedzam cudne zakątki okolicy w której mieszkam ale przede wszystkim poznaję siebie i wciąż odkrywam ze zdumieniem ile siły jest w człowieku. Kiedy biegniesz przychodzi taki moment, że ma się dość. Boli dosłownie wszystko, brakuje oddechu i tylko ja decyduję czy walczę dalej. Z każdej takiej stoczonej bitwy wychodzę silniejsza.
Życie z pasją  to burzliwy związek - bywa pięknie i trudno jednocześnie, jak to w miłości. Nie mogę żyć bez biegania a niejednokrotnie cierpię, bo kosztuje mnie ono wiele wyrzeczeń i wysiłku. Pomimo fizycznego zmęczenia chce nadal to robić,  bo to płynie z mojego serca. Pasja nie kieruje się rozsądkiem tylko poddaje się czemuś nieuchwytnemu co czasem nie ma nawet logicznego wytłumaczenia. Co Ty widzisz w tym bieganiu? Często słyszę to pytanie, ale czy muszę podać mądrą odpowiedź? Biegam, bo czuję całą sobą, że to moja droga i wiem, że ona jest tą właściwą.
Pasja to także trochę uzależnienie  i  to jest to „drugie dno”. Ona sprawia, że chcesz więcej i więcej, wciąga coraz bardziej i pochłania czas. Niestety doba ma tyle godzin ile ma, a poza pasją jest rodzina, praca, życie. Trzeba wyczuć kruchą i ledwo widoczną granice, gdzie kończy się  pasja a zaczyna obsesja.
Pasja to także to czego nie widać a jest nieuniknione – porażki, łzy, złość, ból. I to wszystko na własne życzenie. Wiesz, bo życie z pasją to nieustanna wędrówka, gdzie przez chwilę droga jest prosta, ale tuż za zakrętem pokrywa się kamieniami i wybojami. A potem kolejny zakręt… To jest najpiękniejszy sprawdzian czy to co robimy jest naszą pasją czy tylko chwilowym zainteresowaniem. Wytrwać  czy odpuścić? Pasja uczy cierpliwości, pokory. Nie ma dróg na skróty. Moje życie z pasją to w zdecydowanej większości samotne pokonywanie trudnej drogi, mozolna wspinaczka  i tylko chwilowe podziwianie widoków ze szczytu. Jest takie pojęcie – samotność długodystansowca i to bardzo trafnie oddaje to jak wygląda nasza biegowa droga. Nikt za mnie nie przebiegnie tej drogi i nie ma znaczenia dokąd ona mnie zaprowadzi. Liczy się to co podczas tej drogi przeżyłam.



 @F:  Zastanawiam się,  skąd się to bierze? Czy w Twoim rodzinnym domu hobby było obecne? Czy ktoś był dla Ciebie autorytetem?

@Monika: Tak, rodzice mają swoje hobby. Pamiętam tatę wieczorami siedzącego przy stole z rozłożonym czasopismem „Modelarz”. Wycinał, sklejał, malował i tworzył papierowe cuda – samoloty, statki, czołgi. Ogrom cierpliwości i precyzji. W zasadzie to „od zawsze” rodzice uwielbiali górskie wędrówki, a ja potrzebowałam kilkunastu lat, aby przestać narzekać, że wakacje spędzamy w górach a nie nad morzem. To dzięki rodzicom poznałam ból zmęczonych wędrówką nóg. Im zawdzięczam książeczkę PTTK Siedmiomilowe Buty oraz doceniam smak herbaty i kanapki jedzonej, gdzieś na przydrożnym pniu. Rodzice prenumerowali czasopisma o górach, podróżach  i wysyłali mnie na Wrocławski Rynek do siedziby PTTK po kolejne książki i mapy. W liceum tato zabrał mnie w Tatry i całkowicie zawierzył, że dam radę przejść zaplanowane przez niego trasy. Ja mu w pełni zaufałam, że wie co robi. Autorytet. Rodzice mają za sobą przeszłość biegową, zwłaszcza tato to doświadczony maratończyk z bardzo wieloma sukcesami na koncie. Żeby było śmieszniej jeździłam z tatą na jego zawody i nie pamiętam czy ja wówczas wiedziałam ile w ogóle maraton ma kilometrów. Rodzice wciągnęli mnie w góry, ale w bieganie już nie. Musiałam po wielu latach odkryć je sama. Pod wpływem mojego biegania tata wrócił do sportu. Zrobiliśmy razem Koronę Półmaratonów. Razem przeżywaliśmy treningi i każdy start. Wspólnie zadebiutowaliśmy w biegu górskim, który szczęśliwie ukończyliśmy wbiegając na metę trzymając się za ręce. Niesamowite przeżycie. Tato do dzisiaj śledzi moje poczynania i wiernie mi kibicuje.



@F: Dostałaś zatem ogromny dar od swoich rodziców.  Powiedz w takim razie, jak zaczęła się Twoja przygoda z bieganiem?

@Monika: Zawsze byłam aktywną osobą i miałam silną potrzebę ruchu.  Będąc już mamą dwójki dzieci chodziłam na różne zajęcia na basenie i  w klubach fitness. Dzieci dorastały, zaczęły uczęszczać na zajęcia sportowe, co dla mnie oznaczało mniej czasu i sił na własne ćwiczenia. A jak nie ćwiczyłam to czułam się źle. Pewnego dnia, siedząc na trybunach boiska piłkarskiego,  czekając aż syn skończy trening oglądałam biegaczy. I nagle przyszło olśnienie. Zapaliła się przysłowiowa lampka, że zamiast siedzieć bezczynnie na ławce przez 1,5 godziny ja mogę w tym czasie biegać! Jakie to proste. Na drugi dzień pojechałam z dziećmi do parku, założyłam dres i buty, w których chodziłam na zajęcia z zumby. Dzieci szalały na placu zabaw, a ja z telefonem w ręku kręciłam kółka wokół nich. Byłam zaskoczona, że potrafię biec przez pół godziny. Na drugi dzień bolały mnie nogi, ale ziarnko zostało zasiane. Nie powiem, że była to miłość od pierwszego kilometra. Na początku bieganie było po prostu łatwo dostępnym sportem, a ja potrzebowałam ruchu. Początki były bardzo amatorskie, nie miałam ani ciuchów biegowych, ani żadnych aplikacji czy zegarka. Wychodziłam i truchtałam, a to wystarczyło aby lawina ruszyła. Buty fitnesowe zamieniłam na typowo biegowe, dresy na leginsy i miałam już aplikację w telefonie, która liczyła pokonany dystans i czas. Kiedy przebiegłam swoje pierwsze 10 km  to wiedziałam już, że na tej dyszce się nie skończy. Odkryłam pasję. Bez myślenia o niej, bez zastanawiania się i szukania jej. Głos przyszedł sam – nie siedź i nie narzekaj na brak czasu tylko załóż buty i biegaj w czasie treningu syna. Mogłam tę myśl odrzucić, szukać wymówek  i zwyczajnie bać się czy przebiegnę choćby kilometr. Poddać się czy odważyć?  Podążanie za pasją zaczyna się od decyzji i zrobienia pierwszego kroku. Wyruszyłam w swoją podróż nie wiedząc, jak długa ona będzie i ile drzwi po drodze otworzę. Wiosną miną  4 lata mojego biegania i przez ten czas przebyłam drogę od pętli po parkach i boiskach, poprzez asfaltowe maratony do  górskich biegów ultra. I wiem, że to jeszcze nie koniec.



@F: Kiedy zorientowałaś się, że to już taki moment, że nie potrafisz bez tego żyć?

@Monika: Nie potrafię sobie przypomnieć takiego jednego konkretnego momentu. To był proces. Na początku wychodziłam po prostu pobiegać. Później pojawił się cel – start w pierwszych zawodach. Jest ich całe mnóstwo ale ja na swój debiut wybrałam Bieg Kobiet. Podświadomość? Do dziś pamiętam dokładnie ten różowy, uśmiechnięty tłum i emocje, które mną targały. Biegaczy różni niemal wszystko – wiek, miejsce zamieszkania, wykonywany zawód czy poziom sportowy. Ale na starcie stajemy wszyscy ramię w ramię, każdy jest równy i to jest przepiękne. Łączy nas pasja.
Po pierwszych zawodach przyszły kolejne i kolejne. Wydłużały się dystanse a więc automatycznie wydłużał się  także czas spędzony na treningach. Biegałam niezależnie od pory roku, godziny i miejsca gdzie jestem. To kolejna fantastyczna zaleta mojej pasji – możliwość biegania zawsze  i wszędzie. Masz czas rano- super. Możesz pobiegać dopiero wieczorem -extra. Jesteś na wczasach, w delegacji? Wystarczy mieć TE buty.  I tak zaczęło wyglądać moje życie. Zorientowałam się, że nie mogę bez tego żyć kiedy byłam rozdrażniona bo nie udało się jednak wyjść na zaplanowany trening. Nie  było dnia abym nie przeglądała artykułów i stron o bieganiu. Wyjazd na wczasy i ta myśl – czy są w okolicy zawody biegowe? A kiedy stwierdziłam, że w szafie mam więcej biegowych butów niż tych kobiecych to byłam już pewna swego biegowego uzależnienia.


@F: Ja pamiętam swoją radość, gdy w szafie miałam więcej ciuchów sportowych niż eleganckich, to był dla mnie dowód na to, że jestem osobą aktywną. Co byś powiedziała koleżance, która jest na początku drogi? Szuka pasji, ale nie wie czy jest wystarczająco dobra, czy da radę?

@Monika: Trzeba robić  w życiu różne rzeczy, nie bać się próbować. Dzięki temu zwiększymy swoją szansę na odkrycie własnej pasji. Nie ma cudownej metody dzięki, której będziemy wiedzieć co nas pochłonie bez reszty. Tylko nieliczni wybrańcy wiedzą od dziecka w czym się chcą realizować i co im daje szczęście. Korzystajmy z możliwości, jakie niesie nam współczesny świat. Nie bójmy się nowości i nie słuchajmy tych co mówią – Tobie  w tym wieku nie wypada, nie dasz rady, odpuść sobie.  Nie poddawajmy się za szybko, początki zawsze są trudne i czasami potrzeba czasu aby „coś” wskoczyło w odpowiednia miejsca. Sport, robótki ręczne, gotowanie, robienie biżuterii, uprawianie ziół – wszystko może być pasją. Czy dasz radę? Spróbuj i się przekonaj. Odważ się nie tylko myśleć ale i działać. Nie ulegaj modzie i sugestiom znajomych. Bieganie jest popularne i wspaniałe, ale Ty być może wolisz zamiast butów biegowych kupować kolorowe włóczki?  Ja wieczorami marzę o ultramaratonie a Ty może rozmyślasz o targach akwarystycznych. Czyja pasja jest fajniejsza? A któż z nas ma prawo o tym decydować?  Być może Twoje hobby jest nietypowe, ale  jest Twoje własne!! Pamiętaj także, że możesz pasję odkryć w różnym momencie swojego życia. Być może teraz najbardziej na świecie lubisz wieczorami czytać książkę córce albo  pochłania Cię wspinanie po szczeblach zawodowej kariery. Życie jest przewrotne i może nadejdzie taki dzień, że najpierw przeczytasz dziecku książkę, a potem pójdziesz na lekcję tańca, bo właściwie to całe życie marzyłaś, aby nauczyć się tanga. 


@F. Jesteś matką, masz duże i samodzielne dzieci. Jak widzisz rolę Matki, rodzica  w pasji dziecka?

@Monika: Na barkach rodziców spoczywa olbrzymia odpowiedzialność.  Rodzice powinni stworzyć dziecku możliwość i szansę spróbowania wielu rzeczy. Szachy, pływanie, granie na pianinie – cokolwiek dziecko powie, że chce zobaczyć to powinniśmy, na miarę naszych możliwości oczywiście, mu to umożliwić. Większość dzieci dość szybko stwierdza – już nie chcę np. grać w piłkę, teraz chcę chodzić na aikido. I tu mam problem z jednoznaczną odpowiedzią co ma zrobić matka. Czy przekonywać aby trenowało dalej i nie poddawało się za szybko czy może jednak pozwalać dziecku dokonywać wyborów i zmieniać zdanie? To jest trudny temat. Chyba musimy się zdać na kobiecą intuicję i matczyną miłość, które pozwolą nam najtrafniej ocenić sytuację. To rodzice znają najlepiej swoje dziecko i powinni umieć rozpoznać, czy niechęć do zajęć jest spowodowana przykładowo brakiem postępów czy jednak faktycznie nie jest to trafiony wybór zainteresowania.  A jeśli mamy to szczęście bycia rodzicem dziecka z pasją to naszą rolą jest wozić na zajęcia, wspierać, wysłuchiwać, chwalić, podziwiać i pomagać połączyć pasję z nauką..
Równie ważną rolę wychowawczą, moim zdaniem, ma rodzic posiadający własną pasję bo uważam, że jest to dla dzieci niezwykle pouczające i motywujące. Będąc biegającą mamą pokazuję swoim dzieciom, jak umiejętnie gospodarować czasem i jak ogromne znaczenie ma determinacja.



@F: Determinacja. Kiedyś był to dla mnie paskudny wyraz... Z czego musiałaś zrezygnować dla biegania, żeby zdobywać kolejne nagrody? Jakie są Twoim zdaniem minusy?

@Monika: To bardzo trudne pytanie. Chciałabym odpowiedzieć szczerze, a jednocześnie nikogo nie zniechęcić do biegania. Trzeba mieć świadomość, że nie ma róży bez kolców i zaakceptować fakt, że nadejdzie ból, kryzys i zwątpienie… Bieganie, patrząc z boku to kolorowe ubrania, morze endorfin, piękne zdjęcia  i gratulacje na portalach społecznościowych. Fajnie jest wrzucić zdjęcie na podium albo z trasy z widokami zapierającymi dech w piersiach. Jednak, żeby stanąć ten raz czy dwa na podium to tylko ja wiem ile pracy musiałam wykonać, z ilu rzeczy zrezygnować, a moja rodzina pójść na kompromis. Tylko ja wiem jak ciężko było mi się zmobilizować do biegania w czasie upałów lub jak szczypie w nos  zimowy poranek. Piękne tereny do biegania nie są codziennością, bowiem standardem jest podziwianiem dziurawych chodników i samochodów stojących w korku. To ja wyłączam budzik, który dzwoni w niedzielę o 6 rano i wychodzę biegać rezygnując z leżenia w ciepłej pościeli.  Świat nie widzi, jak męczą mnie interwały i nie słyszy jak tracę oddech sapiąc jak lokomotywa. Kiedy siadam w przedpokoju i nie mam siły rozsznurować butów, bo tak bardzo jestem zmęczona to czy każdy o tym wie? A jak już zdejmę te buty i skarpetki to moje stopy krzyczą – ratunku. Kocham biegać, ale prawda jest taka, że bieganie łączy się z bólem.  Zdarzają się po zawodach bezsenne noce, bo ból mięśni jest nie do zniesienia. Bywa, że schodzą paznokcie z palców u stóp, a kolano pokryte jest strupami od upadków. Są dni kiedy jest złość i niemoc, bo ciało nie słucha głowy, kiedy nogi są jak z betonu i nie chcą przyspieszyć. Rezygnuję z niektórych potraw bo wiem, że nie będzie mi się po nich dobrze biegało.  Muszę dokonać  czasami wyboru czy kupić ten sweterek czy może jednak odżywki sportowe. Spotkanie z koleżanką? Jak najbardziej, ale wieczorem bo musze jeszcze godzinkę poćwiczyć. To są tylko niektóre cienie pasji. Niechętnie mówi się głośno także o minusach związanych ze zdrowiem, a naprawdę ze świecą szukać biegacza, który nie ma za sobą choćby jednej kontuzji. Bieganie długodystansowe mocno obciąża organizm i trzeba pamiętać, aby badać się profilaktycznie, dbać o regenerację i odpowiednie odżywianie.
Pasja  jednej osoby ma wpływ na życie całej rodziny. Bieganie jest sportem indywidualnym, ale przecież nie żyję sama i to rodzina jest na pierwszym miejscu. Bez wsparcia najbliższych trudno byłoby mi się realizować w mojej pasji. Mam świadomość, że mąż i dzieci  muszą czasami dostosować się do moich planów. Mama biega, bo mama ćwiczy, bo jedziemy na zawody. Mam to szczęście, że rodzina rozumie i akceptuje moją pasję. Olbrzymim oparciem jest mój mąż, który stale pcha mnie do przodu.
Na szczęście nie jest też tak, że biegacze to tacy ludzie, którzy codziennie cierpią i ponoszą ogromne koszty swojej pasji.  Na co dzień biegam po zakorkowanym mieście, ale szukam pozytywów – biegam w czasie treningów dzieci więc zaoszczędzam czas. Kiedy przychodzi weekend to owszem wstaję o 6 rano ale dzięki temu mam potem cały dzień dla moich najbliższych. Samotność długodystansowca? Ja uwielbiam  te samotne godziny spędzone na nadodrzańskich wałach, kiedy myśli swobodnie przelatują przez głowę, a oczy i dusza karmią się widokami. Mam czarne paznokcie? Wyglądają koszmarnie, ale nie bolą, więc wole je niż pęcherze  i odciski, które niejednemu biegaczowi uprzykrzają życie. Mam obolałe ciało po ćwiczeniach wzmacniających, ale przecież dzięki tym ćwiczeniom moje ciało staje się silniejsze i lepiej przygotowane do biegania po górach. Przykłady można mnożyć, ale zdecydowanie więcej bieganie mi daje niż odbiera.



@F. Na szczycie własnych możliwości nie ma zbyt wielu ludzi. Zwątpienia pojawiają się u każdego.  Czy masz jakieś motto ? coś co Cię prowadzi?

@Monika: Chyba nie mam takiej myśli przewodniej, której bym się stale trzymała. Wydaje mi się, że ja dobieram sobie motto pod konkretny cel. Inaczej przygotowuję się fizycznie i mentalnie do biegu na 10 km, a zupełnie inaczej do  czekającego mnie pokonania w górach 150 km. To skrajnie różne wyzwania, inne lęki i obawy, a więc i motto musi być inne. Prowadzi mnie na pewno determinacja,  która nie słabnie nawet na chwilę. Staram się szkicować sobie plan biegowy na dany rok, czyli kalendarz startów w zawodach. Wybór biegów mamy ogromny, od popularnych 5 i 10 km po wymagające biegi w górach na dystansach kilkuset km. Czytam, oglądam i wzdycham. Ten fajny, i ten też, a ten tu już mega fajny. Niestety nie da się pobiec wszystkiego, trzeba dokonywać wyborów. Więc planuję co w danym roku chcę pobiec i ten zarys mnie prowadzi. Determinacja i cierpliwość. Chęć sprawdzenia co jest za zakrętem i gdzie jest ta przysłowiowa granica moich możliwości. Mówi się, że najpierw biegnie się nogami, później głową a na końcu sercem. Ta myśl jest mi bardzo bliska i być może to jest to motto, które mnie prowadzi. Bo pasja płynie z serca.



 @F:  Co robisz kiedy motywacja spada?

@Monika: Oczywiście, że motywacja nie jest stale na jednym poziomie. Są takie okresy, kiedy noga sama się kręci, pogoda zachęca do wyjścia na dwór, a w domu wszystko jest ogarnięte. Nic tylko biegać. Ale życie to taka wieczna sinusoida. Wiadomo, że jak jest fajnie i przyjemnie to za chwilę będzie zjazd w dół. Świadomość i akceptacja tego stanu pozwala mi spokojnie trenować dalej. Trzeba przeczekać. Bo kiedy motywacja spada? Kiedy mamy pod górkę. Kiedy ciało jest zmęczone, nie widać postępów, jest pogoda jakiej nie lubimy, brakuje czasu na życie poza biegowe. W tych momentach faktycznie trudniej wychodzi się na trening. Co robię? Poza tym, że akceptuje te słabsze dni to staram się zbytnio nie rozmyślać o tym jak mi się nie chce wyjść i co bym mogła innego w tym czasie zrobić. Ubieram się i wychodzę. Dla mnie osobiście problemem było zmobilizować się do treningu późnym wieczorem, po kilku godzinach spędzonych w domu. Dom kusi, aby w nim zostać i często temu ulegałam. Znalazłam na to taki sposób, że trenuję w czasie zajęć swoich dzieci, a w pozostałe dni staram się ćwiczyć bezpośrednio po pracy. Tak aby przechytrzyć lenia.
Doskonałym i skutecznym sposobem podniesienia mojej motywacji są rozmowy z  drugim człowiekiem, czytanie książek,  słuchanie podcastów. Czasami przydaję się także krytyka, taki mocny zewnętrzny wstrząs budzący z letargu. I przypomnienie sobie po co to robię. Po co się męczę na treningach? Bo chcę przebiec te zawody. A po co chcę przebiec te zawody? Bo jeszcze nigdy nie przebiegłam takiego dystansu. Mnie motywuje chęć sprawdzanie siebie, kogoś innego motywuje do biegania chęć schudnięcia a jeszcze inny założył się z kolegą, że da radę przebiec maraton. Każdy ma swoją własną motywację i swoją drogę.




@F: Bardzo Ci dziękuję za piękny wywiad. Wiele cennych rad i lekcji. Nauczyłam się od Ciebie, co to jest prawdziwa determinacja i pasja. Wierzę, że wiele osób również.



Komentarze

  1. Super wywiad gratuluję mojej szkolnej koleżance takiej pasji i determinacji Monika jeszcze raz gratuluję jesteś Wielka

    OdpowiedzUsuń

Publikowanie komentarza

Cóż jestem typową kobietą i uwielbiam rozmowy, Twój komentarz jest dla mnie ważny i bardzo Ci za niego dziękuję!! Jest dla mnie namiastką tej długiej rozmowy, gdybyśmy się spotkały:)

Popularne posty