Obrazy z Galerii w Polu, czyli co ciekawego na Stańczykach.
Obiecałam Wam opowieść o obrazie spod Stańczyków. W 2016 byliśmy pierwszy raz na zabytkowych mostach. Na parking podjechaliśmy już prawie wieczorem, był zachód słońca i prawie nikogo. Przy samym wejściu stał namiot, a w nim pełno obrazów. W środku przesympatyczna malarka Galeria w Polu Pani Irena jest bardzo miła i ciepło przyjmuje wszystkich zwiedzających. Zachęca do zakupu swoich obrazów, magnesów i kartek. Wtedy w 2016 roku wpadł mi w oko obraz, ale decyzję o zakupie podjęłam już na parkingu. Kiedy mój mąż wrócił do Pani obraz właśnie odchodził pod pachą innego kupującego. Cały czas miałam go w głowie, a w sercu żal, ze nie podjęłam szybciej decyzji. Tomasz zdobył numer do Pani Ireny i zamówił obraz dla mnie. Po dwóch miesiącach powiesiliśmy go w sypialni. To ten kolorowy. Zawsze kiedy na niego patrzę czuję zapach deszczu i zatapiam się w jego magii. W tym roku znowu pojechaliśmy na Stańczyki. Namiot był w tym samym miejscu, a obrazów było jeszcze więcej. Jeden przykuł moją uwagę i mimo, że nie był duży zasłonił mi wszystkie inne. Tym razem kupiliśmy go od razu i teraz kiedy budzę się patrzę na niego codziennie rano. Uśmiecham się na wspomnienie ostatnich wakacji. Zdjęcia nie oddają piękna tych barw. Zielony obraz przedstawia drogę, na której rosną wierzby. Ja kocham te drzewa, w swoim ogrodzie mam osiem sztuk, a teraz są ze mną także w sypialni.
Obrazy są dla mnie bardzo ważne. Mam ich w domu mało, ale każdy jest ważny. Muskają moje serce. Pewnie, gdyby nie mój wspaniały mąż, nadal w sercu nosiłabym żal, że nie kupiliśmy go od razu, że nie wypełnił mojej życiowej przestrzeni. Już wiem, że znowu wrócimy do Galerii w Polu i przywieziemy kolejny obraz. Może szybciej niż za cztery lata.Taka nasza tradycja.Pięknej soboty.
Komentarze
Prześlij komentarz
Cóż jestem typową kobietą i uwielbiam rozmowy, Twój komentarz jest dla mnie ważny i bardzo Ci za niego dziękuję!! Jest dla mnie namiastką tej długiej rozmowy, gdybyśmy się spotkały:)