Magiczne, letnie opowiadania, czyli wpisy gościnne na moim blogu. Magdalena Ojrzyńska

Opowiadania letnie, które publikuję na blogu w ramach wyzwania, do którego zaprosiłam koleżanki po piórze, uzmysławiają mi jak szybko mija czas. Dziś już trzecie magiczne, letnie opowiadanie. Tym razem tekst autorstwa Magdaleny Ojrzyńskiej specjalistki od realizmu magicznego. Autorki efemerycznej, zapętlającej, marzycielki, z którą ostatnio mogę rozmawiać i tych rozmów nie ma końca. Czy tak się dzieje, kiedy spotkasz bliźniaczy płomień? Jest zupełnie inna niż ja, a jednak jeśli chodzi o pisanie i magię w rzeczywistości nikt nie rozumie mnie tak jak ona i to bez butelki wina. 
Nów w Lwie, czas iście magiczny. Sierpień. Lato. Przełomy. Dziś miłość niech się rozpanoszy w naszych sercach....


Magdalena Ojrzyńska


MIŁO iŚĆ

Minęliśmy się o krok, może o rok, o dwa istnienia.
Jeden dzień przesunięcia, choć w tym samym czasie.
O różne światy z tego samego. O ułamek wieczności. Dwa miesiące i podwójne jedynki w
tabliczce z mnożenia. O kamyk rodem z kosmosu, o piórko puszczone na wietrze. O nowy
początek w starym świecie, gdzie zakazane jest nam MIŁOiŚĆ.
Spotykałam cię, kiedy byliśmy dziećmi. Często towarzyszyłeś mi w rozmowie. A jeszcze
częściej wypatrywałam cię na nocnym niebie. Nie raz i nie dwa. Raz, dwa, trzy. Przed cztery
zatrzymał się czas. Wiem, że jesteś tam.
Lecz czas dla nas nie istnieje. Nie płynie liniowo, tylko się pętli. Tak jak my przemierza światy
różne, w których od na zawsze szukamy siebie. Wbrew woli bogów.
Spotykałam cię wtedy często. W dzieciństwie. Wtedy, kiedy szumiał mi o tobie kosmiczny wiatr.
W tajemnicy szeptały mi o tobie gwiazdy. Meteoryt i ja. Pamiętasz?
Siadaliśmy razem na barierce, tej wokół zalewu. A przed nami była tylko woda. Czarna jak
nasze noce. A nad nami ocean z gwiazd. I księżyc, który naszym twarzą z ciekawością się
przyglądał.
Co z nami będzie? Dziećmi z gwiazd. Ty ze mnie, ja z ciebie istnienia.
Nie rozmawialiśmy wtedy dużo, może tylko słuchaliśmy się pomiędzy myślami. Słowami. Ty i ja.
Zanim dorosłość porwała nas w objęcia ludzkości i minęliśmy się. O krok, o rok, o deklaracje.
Szumiał mi o tobie wiatr, w mroku przepowiadał mi ciebie. I tylko ja nie słyszałam, a może
byłam niedowiarkiem.
Widziałam cię kiedyś na korytarzu. Budynku, który ominęliśmy szerokim łukiem strachu.
Zagłuszyliśmy głos naszego pragnienia. Może ty wtedy wcale nie dostrzegłeś mnie w tłumie.
Teraz wiem, dlaczego nie lubię tłumów. W tłumie wystarczy mi ty i ja.
Stał blisko dworca. Ten budynek z szarego kamienia. Taka tylko dygresja, żebyś sobie
przypomniał, gdzie to było.
Zastanawiałam się czasem co by było gdyby. Dlaczego?
A teraz wiem, że ciebie tam nie było. Minęliśmy się z przypadku, nie spotykając między murami
apoteozy.
Na co się umówiliśmy? Nie pamiętam. Tyle razy przecież się umawialiśmy, tylko zapomniałam
na co.
A może obydwoje zapomnieliśmy siebie. A może łatwiej było nam zwyczajnie nie pamiętać.
Przez wiele lat. Może dlatego wiecznie się spóźniamy o krok, o rok, o przesunięcie.

A przecież chodzi tylko o bycie, niebycie. Istnienia dwa. Jeden plus jeden równa się dwa, gdzie
dwa równa się jeden. Nasza matematyka.
A teraz siedzę na piasku, popod którego ziarnami schowały się nasze ślady. Istot nas samych,
które kroczyły tutaj na długo przed nami. Mną i tobą, jakich dzisiaj znamy.
Tyle minęło lat. Ale czy czas dla nas istnieje. Chyba nie, choć lubię cię oglądać wciąż pięknego.
Jak ja. Odbicia dwa.
Znamy się tylko z wyobrażenia. Wspomnienia.
Mówię do Ciebie szeptem, a ty przytulasz mnie czule. Wiem, że jesteś tu.
Tak bardzo tęsknię do ciebie, tęsknie wiecznie. To chyba wieczność nie daje mi chwili
wytchnienia od stworzenia. Paradoks. Bo przecież jesteś tak blisko. Choć minęliśmy się, nie
wcale.
A teraz spójrz, razem ze mną popatrz w niebo. Rozmawiałam z nimi wiesz. Z domem.
Prosiłam nasze światy, aby wskazały nam drogę. Szlakiem z gwiazd. Ty i ja. Meta i tron.
Gdzie Miło iść. Razem.
Pójdziemy na zawsze. Tam, gdzie kres wyznacza początek. Tuż po świcie zachodzącego
słońca.
Obiecaj mi, że nie miniemy się już nigdy. O krok, o rok, o istnienia dwa. Bo liczy się tylko by iść
razem. Ty i ja. Gdzie dwa równa się jeden na zawsze.



Foto Monika Kudryk 

Magdalenę i jej książki znajdziesz tutaj https://www.themeg.pl/kup-ksiazke
a sama o sobie mówi tak:


Z wykształcenia jestem ekologiem, pedagogiem, marketingowcem. Absolwentką Uniwersytetu Wrocławskiego i Wyższej Szkoły Bankowej.
Zawodowo przez wiele lat związana byłam z marketingiem w branży IT, w którym sprawowałam funkcję szefowej działu. Pisanie książek było moim marzeniem od zawsze. Przez lata odkładałam jednak wszystkie szkice do szuflady, potem na potem, nie zdając sobie sprawy kiedy w przytłoczonej obowiązkami codzienności piętnaście lat minęło. Aż przyszedł moment, w którym powiedziałam dość i postawiłam zawalczyć o swoje marzenia i autentyczną siebie. Wtedy właśnie usiadłam do Pętli, książki, która przywróciła mnie mojej wyobraźni. Prywatnie jestem szczęśliwą mężatką i mamą rezolutnej Matyldy. Jestem marzycielką mocno stąpającą po ziemi. Wielbicielką natury i mądrych słów. Na co dzień mieszkam we Wrocławiu. Jednak czas najchętniej spędzam daleko od miasta, tłumu i hałasu, w drewnianym domku na obrzeżu lasu, gdzie każdy poranek budzi mnie ciszą. Miejsca, które mnie inspirują są dziewiczo piękne, mgliste, wietrzne i chłodne. Moje ukochane punkty na mapie to Islandia, Szkocja i Norwegia.



Komentarze

  1. Trzeba przyznać, że Magda potrafi swoimi tekstami wstrzymać oddech i przyspieszyć bicie serca....

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Cóż jestem typową kobietą i uwielbiam rozmowy, Twój komentarz jest dla mnie ważny i bardzo Ci za niego dziękuję!! Jest dla mnie namiastką tej długiej rozmowy, gdybyśmy się spotkały:)