Vivat szezlong!

 „A ty dziecko rób tak, żebyś była szczęśliwa, spokojna i dogadana ze sobą i żebyś nigdy nie przeglądała się w oczach innych kobiet szukając w nich akceptacji za wszelką cenę.”

To mówię swojej córce, sama chciałabym to usłyszeć kilkanaście lat temu od matki.

Od ojca za to słyszałam „rób tak, żeby było dobrze”, tylko nie dodał dla kogo, a mi lata zajęło zrozumienie, że dobrze ma być mi, bo wtedy dobrze będzie moim bliskim.

Piękne Życie, które sobie wymyśliłam w 2015 roku to bunt przeciw zdaniom, które nagminnie wypowiadały osoby z mojego otoczenia. „Musisz, powinnaś… Tak ma być, weź się ogarnij, co robisz i dlaczego, zrób tak…” Chociaż wiele osób chciało dobrze.

"W starym świecie byłam wytartą kanapą. Wszyscy w domu wiedzieli, że stoję w tym samym miejscu. Każdy mógł na mnie wskoczyć i wiedział, co dostanie. Miłość. Właśnie o to chodziło. O pełną miskę. O dobre słowo." Idź, ja tu będę. Tylko wróć." Każdy wiedział, że się nie postawię ani nie zmienię swojego położenia. Każdy wiedział, że jestem. Po to, żeby dawać. Wszyscy tylko brali. Siadali na mnie i mościli się w moim sercu i w mojej duszy. Nikt nigdy nie zapytał, jak minął mi dzień. Bo po co? Przecież wiadomo, że kanapie wszystkie dni mijają tak samo. (...)

Czy kanapie kiedykolwiek zamarzyło się bycie luksusowym szezlongiem? Nigdy. Nigdy by się nie odważyła. "

Barbara Grzymkowska-Blok Osobista Wojna 


Filiżanki, książki, sukienki, zdjęcia, to tylko dodatek. To tylko fragment, chwila, epizod. Dodatek do świadomości. Podkreślnik pasujący do szezlonga.

Dziś jako luksusowy szezlong potrafię się „zaniedbać”, nie maluję się niemal wcale, ale kocham pomalowane paznokcie. Całe życie na boso i w leginsach, za które kiedyś dostałam opierdziel w pracy. Kiedy coś mi nie idzie i nie panuje nad swoim życiem sprzątam albo tańczę, albo sprzątam tańcząc. Wtedy jestem spokojna.  Czasem w szlafroku do południa, zwłaszcza kiedy nie muszę i nikt nie widzi. Choć sąsiadka zawsze widzi i kiwa głową. „Ta znowu robi zdjęcia i pije kawę na tarasie.” Nie cierpię golić nóg tylko bardziej od nieogolonych nóg. I brudnych naczyń w zlewie, bo z tych korzystają tylko muchy. 


Dzwonię do Elki i możemy o tym bez końca, jak śliski to temat, to piękno. Czy musi mieć definicję? Powinno, ale tylko dla nas. Ja zawsze wiedziałam, że chce żyć inaczej niż „mama”, a mimo to powielam tysiące schematów przekazanych przez życie. Choć jeszcze więcej odrzuciłam. 


Boże i czasami padam na pysk i ogłaszam dzień dziecka, który zaczyna się tuż przed północą… 

Bo takie jest życie. „Czasem słońce, czasem deszcz”. Ważne, żeby latem w nim tańczyć, a jesienią mieć parasol.


Komentarze