Magiczne, letnie opowiadania, czyli gościnny wpis na moim blogu. Monika Wojdyło.

 Przed Wami drugie opowiadanie wakacyjne tym razem autorstwa Moniki Wojdyło, jak ona mówi o sobie?




Cześć!

Mam na imię Monika i jestem kobietą wartą milion, przynajmniej milion. .Dokładnie tak jak Ty.

 Jestem mamą dwóch córek, dorastającą w pięknych choć czarno białych czasach.

 Na koncie kilka zawodów i wiele pasji. 

  Dziś widzę ten świat znacznie bardziej kolorowo. Dostrzegam więcej możliwości do spełniania marzeń i realizowania celów. 

Bliskie sercu są mi szczególnie sprawy kobiet i o nich będziecie mogły sobie u mnie poczytać.

 Mój świat obecny  pełen jest pracy i rozwoju  samej siebie, poznawania ciągle to nowych ludzi i miejsc. Znajdziesz mnie na moim blogu https://kobietawartamilion.pl/


Poznałam Monikę osobiście i zrobiłyśmy wspólnie kilka fantastycznych projektów. Monika jest cudowna i zawsze mnie wspiera, pomaga dobrym słowem i pomysłem. Inspiruje mnie każdego dnia! Jej opowiadanie bardzo mi się podoba i daje do myślenia.

Zapraszamy!


Monika Wojdyło

Męcząca przygoda wakacyjna

Po długiej, męczącej zimie wszyscy spragnieni ciepła obsiedli nadbałtyckie plaże, niczym muchy taśmę klejącą, zwisającą pod żyrandolem. Cel takiej wizyty jest jeden - złapać oddech, złapać dystans. Szczury chcą uciec jak najdalej od wyścigu, który toczą każdego dnia, mrówki od pracy, którą same siebie napędzają a myszki od szarugi dnia codziennego toczącego się pod miotłą. Tak. Tu można tego wszystkiego doświadczyć. Tu wszystko jest weselsze, promienne i zdecydowanie łatwiejsze. 
Można zachłysnąć się jodem, zanurzyć kończyny w gorącym piasku i wymoczyć swój odwłok w słonej wodzie. Bez względu na sinice, pływające odpady czy hałas grasującego potomstwa.. plaża to luksus. Każdy promień słońca jest na wagę złota a każdy podmuch wiatru drogocenny, niczym pokarm w czasie kryzysu.  Można znaleźć muszelkę, którą zimna fala wyrzuciła z morza, albo nawet rudy kamyczek, symbol tej nadmorskiej krainy. Trzeba mieć jedynie odrobinę szczęścia.
Szczęście.
To ono sprzyja, to ono towarzyszy, to ono dopada.
Szczęście tu być. Tu wszyscy są przecież szczęśliwi. 
Czyżby? Czy każdy na tej piaszczystej plaży jest szczęśliwy??
Wystarczy zerknąć na cytrynowego motyla, który urzęduje tu już drugi turnus. Nie opuszcza ani jednego plażowego dnia. Ileż on ma w sobie radości, ile chęci życia. Zmienia miejsce obserwacji jak przysłowiowe "rękawiczki". Uwielbia to robić. Jego spostrzeżenia są jak pyłek kwiatowy, którego na plaży uraczyć jest trudno. Przeskakuje więc z patyka na patyczek chwiejnym lotem, tak aby uchylić się od ataków rybitwy czy mewy. Jest ostrożny. Szczęśliwy ale nie beztroski. Wolny i rozsądny jednocześnie. Ma świadomość swojej wewnętrznej siły, ona daje mu moc. To zupełne przeciwieństwo tej delikatności i kruchości, którą widzą inni. To jeszcze jedna lekcja z cyklu " Nie oceniaj książki po okładce" 
Wraz z kończącym się dniem cytrynowy motyl przygotowuje się do zniknięcia. Czeka jednak na swoją złotą godzinę. Uwielbia karmić swoje delikatne skrzydełka ostatnimi promieniami. Wtedy dopiero pojawia się ona. Jedna wielka wakacyjna zagadka motyla. Męczennica. Tajemnicza i odpychająca jednocześnie. Wyłania się z lasu, kiedy większość plażowiczów rezygnuje już z odpoczynku. Ona nie lubi tłumów. Właściwie niczego nie lubi. Mimo to wzbudza ogromne zainteresowanie motyla. Przysiadłby chętnie na jej zielonych listkach, może nawet odważyłby się musnąć delikatnie kremowe płatki ale woli nie ryzykować. Coś jest w tej Męczennicy dystansującego. 
Motyl zauważył, że nikt się do niej nie zbliża. Nawet ten nieznośny Bąk, który lata z plaży na plażę i nie może sobie miejsca znaleźć. Ze wszystkimi świetnie się dogaduje. Wabi, kusi czym wzbudza niechęć u motyla...ale z nią..nie , z nią nie buduje żadnej relacji. 
- Spróbuję, pomyślał - no przecież każdy chyba potrzebuje kontaktu z innymi.
Zdeterminowany, choć trzęsący się że strachu, chwiejnym lotem zaparkował koło jednego z jej wąsów czepnych. Nie drgnęła nawet. 
- Pięknie, prawda? - wydobył z siebie, widząc jak męczennica spogląda w stronę zachodzącego słońca.
- mhhyyy - odparła
Obróciła się kilka razy i przepełzała kolistymi ruchami w stronę lasu. Zniknęła, bez pożegnania.
Motyl obserwując jak smutna zmierza tam skąd przybyła czuł radość. Nawiązał relację!! Tak !! To była wakacyjna relacja z najbardziej niedostępną plażowiczką tego sezonu. 
Kierowany nadzieją na więcej, próbował swoich sił kolejnego dnia i kolejnego, prowokując ją do jakiegokolwiek zaangażowania. Słyszał tylko niedbale rzucane "mhhyyy". Któregoś dnia zaproponował jej nawet wspólną herbatkę mrożoną, którą serwowano tuż przy wejściu na plażę, ona jednak odmówiła uzasadniając tylko
- "Jestem zmęczona"
Odpowiadała tak na wszystkie propozycje cytrynowego motyla.
 "Jestem zmęczona, jestem zmęczona"
- Czym Ty, kurde jesteś zmęczona ??!! 
Wrzasnął kiedyś, nie panując nad sobą. Męczennica spojrzała w jego stronę i wpatrywała przeszywając wzrokiem.
- Życiem
Zniknęła. Wakacje dobiegały końca. Cytrynek wiedział, że czas pożegnać te wydmy i pieniące się fale. I nie czuł wcale smutku, wiedział, że taka jest kolej rzeczy, tak po prostu jest. Nie dawało mu jednak spokoju nastawienie do życia Męczennicy. Bo akurat TAK nie musiało być. Wybrał się kiedyś na skraj lasu o zupełnie innej porze niż zwykle i w pełnym słońcu wywołał Męczennicę z lasu. Była tam przecież, chowała się przed innymi bo byli źli, bo byli winni, bo jej nie rozumieli. 
- Długo tak zamierzasz żyć?? - spytał, nie oczekując wcale odpowiedzi - długo? Użalasz się nad sobą każdego dnia. Nie ma sekundy, żebyś nie narzekała na swój los. Aż tak jest zły, ten Twój los?! Jesteś piękna, jesteś zdrowa, jesteś najcudowniejszym kwiatem jaki kiedykolwiek widziałem. Mieszkasz w miejscu, o którym inni mogą tylko pomarzyć. Masz okazję spotykać tyle ciekawych istot każdego dnia, możesz obdarowywać innych swoją radością, zarażać pięknem a Ty... A Ty... Jesteś ciągle zła na cały świat. A ja...ja zaraz odejdę i wcale nie jestem zły... Cieszę się, że poznałem Ciebie i mam nadzieję, że coś dotarło do Twojej pięknej fioletowej cierniowej korony. Odwrócił się i odleciał.
Męczennica patrzyła na niego nieruchomo. Jego duże, cytrynowe skrzydła zdawały się machać jej na pożegnanie. 
Myślisz, że coś do niej dotarło? Że ta mowa pożegnalna przyniosła skutek? Bajki zwykle kończą się zdaniem "I żyli długo i szczęśliwie" Motyl nie żył długo. Męczennica tak, jeszcze długo żyła. Ale czy szczęśliwie, do jej kompletu nieszczęść doszło przecież jeszcze jedno - zostawił ją najlepszy przyjaciel. I jak tu być szczęśliwą ?

Komentarze