Podobno słowa niewypowiedziane nie istnieją, dlatego godzinami mówię do siebie...w myślach coby nikt nie wziął mnie za niepoczytalną...choć ostatnio jestem bliska obłędu, bo życie dosyć często przyprawia mnie o zawrót głowy. Zatem godzinami mówię do siebie o swoich marzeniach,aby się stały czymś więcej niż marzeniem...choć pojawiły się stosunkowo niedawno ,bo około trzydziestki...wcześniej żyłam chwilą, codziennością , tym co przyniesie mi dzień, a dawał mi często ogromne ilości nieprzewidywanych niespodzianek, tak że przynosiłam do domu ich całe naręcza...godzinami mówię do dzieci, coby z domu nie wyniosły tylko "noża i widelca", by w głowach i sercach miały coś więcej...czasem mówię do męża, ale ten stosunkowo często woli rozmowę niż mój monolog:))więc monologi prowadzę z psem i kotem, z tym pierwszym by siusiał na dworze, z drugim by nie przynosił do domu martwych ptaków...przynajmniej mam z kim pogadać:)) I ciągle powtarzam jak mantrę "życie zwolnij", a ono dalej pędzi głuche na moje prośby...a dzieci rosną, ja się starzeje, mija kolejna rocznica ślubu, kolejna rocznica śmierci, narodzin,mijają lata kiedy mieszkamy w naszym wymarzonym domu...człowiek zatrzymuje się i duma, rozmyśla, kombinuje, dobrze się czasem zatrzymać tak bez powodu, bez potrzeby i nie żałować godziny spędzonej ze wzrokiem wbitym w dal...


w ramach walki o tzw. widelce zabrałam moje dzieci na kolejny jarmark ekologiczny, który co jesień odbywa się we Wrocławiu...zabrałam pokazałam drewniane domki ,a w nich drewniane łyżki i koła, miód i inne wyroby pszczele, chlebek pachnący swojski, gięte wspaniałej suszonej kiełbasy, produkcje kolczyków, porcelanowych dzwoneczków, drewnianych żółwi, jabłek i gruszek z sadu...szytych lal, robionych sweterków, skórzanych torebek i kapci...tłumaczyłam , że należy wspierać naszych rodzimych producentów, uciekać od chińszczyzny, bo...ziarno zasiałam , tłumacząc co jest piękniejsze,lepsze, smaczniejsze...do domu wróciliśmy z małym chlebkiem za 6 zł, a MC ominęliśmy szerokim łukiem...a potem zahaczyliśmy jeszcze o ogród w Ossolineum  by tam w spokoju odpocząć od miejskiego zgiełku i upału, opowiedziałam dzieciom jak na studiach wzrok traciłam nad starodrukami i powieściami z XIX wieku dla młodych chłopców...by potem pisać o prawdziwej męskiej przyjaźni...zbieraliśmy kasztany i byliśmy blisko siebie...może dzieci wyniosą z domu coś więcej niż tylko widelce...







.
miłej niedzieli Basia

Komentarze

Danuta pisze…
Jak ja lubię takie jarmarki. Dzisiaj znów byłam w Zakopanym i dużo czasu spędziłam przy podobnych straganach.Piękna pogoda zachęca do odwiedzania pięknych miejsc w Pięknych Polskich miastach;-)
pozdrawiam

Popularne posty