Te osobiste hygge. Felieton, który ukazał się na portalu Szczypta Luksusu

 Te osobiste hygge.


Te jesienne hygge...


Jesienna harmonia jest możliwa. Wynika być może z doświadczenia życiowego, być może z akceptacji tego co dostajemy. Nie wiem dokładnie, kiedy to do mnie przyszło, ale od dłuższego czasu nie czuję złych emocji związanych ze zmianami pór roku. Nie oglądam prognozy pogody, a na deszcz czy zimno reaguję na bieżąco. Być może dlatego, że mój osobisty mąż wie na temat chmur tyle co ja na temat wekowania słoików. Jednak dalej nie wiem wszystkiego i pewnie z tego samego powodu czasem łapie nas deszcz czy śnieg na trasie, która miała być pełna słońca. Nigdy niczego do końca przewidzieć ani zaplanować się nie da. Pamiętam siebie z czasów studenckich, gdzie poza domem, między tramwajami spędzałam po kilkanaście godzin jadąc z jednej uczelni na drugą, w tzw. międzyczasie zahaczając o biblioteki, księgarnie, kawiarnie. Ubrana na cebulkę, przygotowana na wszystko.

Do tej jesieni też się przygotowałam. Kupiłam nawet wosk do świec i piękny zapach pomarańczy z cynamonem. Stertę książek, która nieustannie się powiększa. Jak zalecają czasopisma zakupiłam również płyny do kąpieli i maseczki. Koc i ciepłe skarpety oraz żółty kubek do kompletu.

Osobiste hygge gotowe. Jeszcze ciasto czekoladowe i nowy płaszcz, który pokazałam koleżance. 

- Taki chciałaś? – zapytała, patrząc na mnie z nieukrywanym niesmakiem, a w mojej głowie rozpoczął się wyścig między własnym poczuciem wartości, a jej krytycyzmem. Serio? 

- Taki chciałam! – sylabizuję, ja Kobieta po 40, spełniona matka, pisarka, trenerka mentalna, na co ona rzuca najbardziej znienawidzonym przeze mnie zdaniem…

- Bez urazy, ale wiesz karmelowy kolor jest już nie modny…. – „bez urazy” dodane do jej opinii, bo przecież ma prawo mieć swoje zdanie, zwalnia ją z poczucia taktu, daje klucz do jaskrawej krytyki…

Moje poczucie własnej wartości galopuje, potyka się o przeszkody, ociera o ściany, zahacza o gałęzie drzew. Taki chciałam! Krzyczy we mnie mała dziewczynka, która kocha różowe koniki i lalki Barbie, a nastolatka wyrywa się z butem na koturnie i rozmazanym tuszem spływającym po policzkach.

Być może i dziś bym się tym zmartwiła, ale ta mała dziewczynka, która kiedyś płakała przez różowe koniki, pacnęła plastikową trąbką tę drugą, która wyśmiała jej kucyki… Do dziś czuję w sobie moc tego uderzenia. I pewnie dlatego „Bez urazy”, ale nie wejdę z Tobą w polemikę, nie będę karmić twojego „hejtu” nie zasilę Cię swoją energią. Założę do tego brązową czapkę, różową chustę i pójdę na moją ulubioną kawę, a potem? Z radością zmoknę, bo nie sprawdziłam pogody, a w domu odpalę świeczki. Tylko dlatego, że właśnie tak chciałam. Ot to całe moje osobiste hygge.



O AUTORCE 

Barbara Grzymkowska-Blok 

Szalona, wesoła i energiczna mama czwórki. Z wykształcenia polonistka, która świat ubiera w słowa, z zawodu florystka, która upiększa każdą życiową przestrzeń. Po wielu życiowych zawirowaniach postanowiła wspierać kobiety pisząc powieści „Osobista Wojna” oraz „Malowane Życie”, a także zbiór „Bajek Magicznych dla Kobiet” – książek o kobietach i dla kobiet, o stracie i relacjach rodzinnych. Jest pasjonatką Pięknego Życia, z którego zrobiła własną filozofię. Mieszka we Wrocławiu, cudownym mieście spotkań, ale odnajduje się niemal w każdym miejscu na ziemi. 

A jej książki znajdziesz tutaj  https://www.barbaragrzymkowska-blok.pl/sklep/




Komentarze