poniedziałek, października 10, 2016

Szczęśliwe ciastka:)

Moje dzieciństwo to zapach pieczonych ciast. W każdą niedzielę budził mnie zapach drożdżówki, rogalików, babki piaskowej lub innych pyszności. Ciasto na niedzielę było zawsze, a mama wstawała skoro świt i piekła. Jeszcze parę lat temu moim marzeniem było dać dzieciom podobne wspomnienia. Dlatego zrywałam się i piekłam w niedziele drożdżowe...w tym czasie nikt tego nie doceniał, dzieci były za małe, a mąż nie przepadał za ciastem. Potem odpuściłam, bo dla mnie to też nie była przyjemność, zwłaszcza że moje umiejętności doceniali znajomi, a nie rodzina.  Teraz piekę ciastka i ciasta tylko wtedy, gdy ja mam na to ochotę:) albo ktoś mnie o to poprosi. W niedzielę wstałam o 5.30 było jeszcze ciemno, gdy rozkładałam matę do jogi. Potem nagle zrobiło się jasno i zaczęły śpiewać ptaki. Nastawiłam wodę i wycisnęłam sok z cytryny. Stałam w kuchni i patrzyłam na jeszcze zielny las za oknami. Całe te poranne wstawanie kiedy wszyscy śpią, łącznie z psem i kotem, dawno mi się nie przytrafiło:) zapomniałam jaka to przyjemność, jak fantastyczna jest ta cisza i oczekiwanie dnia. Po jodze zawsze jestem rozluźniona i wyciszona, a także kreatywna.  Wyciągnęłam kilogram żytniej mąki, cztery jajka, proszek do pieczenia i masło. Po czterdziestu minutach wyciągnęłam dwie blachy, najprostszych i zdrowych, a do tego mega smacznych ciastek:)



Przepis:
3 szklanki mąki 
4 jajka od szczęśliwych kurek
pół kostki masła
dwie łyżeczki proszku
nie cała szklanka cukru trzcinowego

Składniki wymieszać, z białek ubić pianę i dodać do reszty. Piec ok 15 minut w 180 stopniach.

Mina syna, który wstał jako pierwszy? Bezcenna:) Mamo mogę? Cudowne. Dziś wszyscy zabraliśmy je z domu - dzieci do szkoły, my do pracy...

Szczęśliwe ciastka:)
Udanego tygodnia!!



Brak komentarzy: