poniedziałek, listopada 24, 2014

Jeszcze jesień, czyli Dzień Jeża i plan na zimę:)

Dopinamy projekt, którym już się niedługo pochwalę:) tak naprawdę to już nie mogę wytrzymać:) jednak muszę jeszcze chwilę poczekać:) a potem wszystko Wam opowiem. Bynajmniej to spełnienie moich najskrytszych marzeń jeszcze z czasów liceum. Do tego wszystkiego projekt realizuje mój kolega z czasów szkoły średniej, spotkany po latach niesamowity człowiek:)
Tymczasem cały czas coś się dzieje, właściwie same dobre rzeczy, nie ma czasu na nudę, za to jest dobra zabawa i masę uczuć:)



Dotarło do mnie, że już bardzo dawno nie robiłam zdjęć, że mój aparat leży sobie gdzieś, nawet nie wiem gdzie...że jeszcze nie zabrałam się za ogród, że nie mam pomysłu na prezenty...czy to ważne w obliczu tego, że jestem szczęśliwa? że mogę leniwie rozłożyć się na kanapie i z dziećmi pooglądać bajki? pośmiać się i poprzytulać?

Herbata z cytryną i miodem zdominowała nasze życie, piejmy ją teraz litrami...grzane wino próbuje wyjść na prowadzenie, ale zdrowy rozsądek tworzy barierę nie do przejścia:) Bynajmniej kto raz spróbuje mojego wina, wraca do mnie prosząc o jeszcze:)

Mój Grzaniec:
winko- ja kupuję najtańsze czerwone wytrawne lub półwytrawne, czasem też półsłodkie...
Do tego oczywiście pokrojona w małą kostkę pomarańcz, sok z cytryny wg. uznania, cynamon, goździki, imbir, szczypta kardamonu i miód:) doprowadzić to do wrzenia, ale nie gotować. Czasami dodaję jeszcze jabłko, ale w skórce. Owoce nadają się do wyjedzenia:) mniam
Najlepiej smakuje w miłym towarzystwie, w zimowe długie wieczory z muzyką w tle albo podczas rodzinnych gier np. w scrabble i jenge. Zawsze należy podać zbyt małą ilość, to niedosyt powoduje, że można pić grzane wino całą zimę:)


Od czterech lat mam w salonie przygotowane miejsce pod kominek...ale kominka nie będzie, kupiłam piec wolnostojący  potocznie zwany kozą:) czekamy aż producent zechce go nam przywieźć:) plan na zimę to nauczyć się rąbać drwa:)

Plan na zimę cieszyć się każdą chwilą:) Dobrze się bawić i wyciszać:)

Ja o zimie, ale przecież jeszcze mamy jesień:) a jak jesień to mamy Dzień Jeża!! Nasz już śpi, ale jeszcze na początku listopada Tuptuś tupał po ogrodzie i drażnił się z Rafii, zawsze około 22 pojawiał się przy nas. Bardzo mnie to ucieszyło, że zamieszkał z nami, teraz prawdopodobnie śpi pod tarasem, gdzie naleciało pełno liści  i nie wejdzie pies.  Wczoraj zabrałam całą rodzinkę na Dzień Jeża, gdzie Megi miała wykład o tym jak stworzyć bezpieczny ogród dla jeży. Były też atrakcje dla dzieci, tort w kształcie jeża i Jarmark Bożonarodzeniowy za oknem. Wcale nie czułam jeszcze nadchodzących świąt, mentalnie byłam jeszcze w ogrodach Gosi, która zabrała nas do lata pokazując piękne zdjęcia ogrodów. Kacper zabrał ulotki od Ekostraży i postanowił opowiedzieć dzieciom w klasie na godzinie wychowawczej o jeżach:) Natalka namiętnie przez cały czas malowała jeżyka i wcinała jeżową babeczkę. My zanurzyliśmy się w fotelach i daliśmy porwać Gosi:)  Potem obeszliśmy Rynek dookoła i uciekliśmy do domu, bo choć czekamy na święta to jeszcze chcemy na nie poczekać:)
Natka -fryzura jak zawsze genialna po czapce:) Zdjęcia z telefonu więc jakość słaba, ale są:)



 Miłego dnia:)

4 komentarze:

Madeleine pisze...

tak samo robię grzane winko, KOCHAM!!!! a koza to super pomysł, ja swojej nie oddałabym nigdy w życiu, stoi w sypialni i daje cudowny klimat !

florysztuka pisze...

Mam nadzieje ze moja koza dojedzie zanim zima zagości sie u nas na dobre:) buziaki

herbata pisze...

ach, cudowne zdjecia. koniecznie uzywaj częsciej tego aparatu, bo miło przypomnieć sobie o takiej jesieni, gdy zima powoli puka w nasze okna:)

florysztuka pisze...

Wracam powoli do siebie, obiecuje częściej sięgać po aparat:) buziaki herbata:)