sobota, stycznia 16, 2016

Rzecz nie o rosole...słoneczne kulki:)

Od 15 lat prowadzę własny dom, jestem odpowiedzialna za żywienie nie tylko swoje, ale i dzieci. Wyszłam z domu, gdzie gotowanie było ważne, ba nawet bardzo ważne. Jednak z czystym sumieniem mogę powiedzieć, że rodzice nie skupiali się tylko na jedzeniu. Mieli swoją pracę, swoje hobby, marzenia, dzieci i zwierzęta. Jednak prym w kuchni wiodła mama, która swą wiedzę przekazała moim dwóm starszym siostrom, a ja się nie załapałam na mamine nauki, bo odeszła jak miałam 13 lat. Po jej śmierci nastał czas stołówek, proszonych obiadków u cioć czy znajomych taty. Nie wspominam tego okresu dobrze, bo tato miał wąski wachlarz umiejętności i serwował głównie mięso. Musiałam nauczyć się gotować, żeby jeść...
Na studiach jadło się dość niezdrowo-zupki chińskie, hot-dogi, pizze...jajka na twardo, frytki, parówki...na drugim roku postanowiłyśmy zacząć gotować. Rosół nauczyła gotować mnie przyjaciółka z mieszkania, choć tato próbował całe liceum. Z tym rosołem jest związana taka rodzinna anegdota. Co niedziele tata wołał mnie Basia chodź nauczę Cie gotować rosół! Nigdy!! Nie cierpię rosołu!! Nie będę tego jadła!! Co to za żona z Ciebie będzie!! Znajdę sobie męża co nie będzie lubił rosołu... pech chciał...że wszyscy mężczyźni na mojej drodze życia uwielbiali rosół...pech chciał, że mój syn do 5 roku życia uwielbiał tylko rosół...Nauczyłam się go gotować, ale nadal nie lubię i u nas rosół to prawdziwe święto!! Gotuję tylko to co lubimy, mieszam, kombinuje, często gotuje jakieś danie tylko raz, inne na stałe wchodzi do naszego menu.
Jednak dzisiaj nie o rosole chciałam pisać, a on się tak dziwnie tu panoszy...Moja przygoda ze zdrową żywnością trwa:) walka o zdrową duszę również!

Listopad 2015 kolejny już raz Dagmara Skalska organizuje Warsztaty Egoistki we Wrocławiu, jadę na nie z przyjaciółką, to też już tradycja.Warsztaty są niesamowite, wychodzę z nich naładowana pozytywną energią na kolejne miesiące. Dagmara zaprasza też wspaniałych gości, między innymi Monikę Mrozowską, a ona przygotowuje najlepsze na świecie kulki z amarantusa i słonecznika. szybko okazuje się, że przepis na Słoneczne Kulki znajdę w jej najnowszej książce. No cóż marketing. Kupuję zatem książkę i testuje:)
Składniki:
50 g pestek słonecznika
2 łyżeczki miodu akacjowego
1/2 pół szklanki poppingu z amarantusa
1 płaska łyżka kakao
Ziarna słonecznika mielimy w młynku do kawy lub w robocie kuchennym. Dodajemy miód, amarantus oraz płaską łyżkę kakao i całość bardzo dokładnie mieszamy.
Z masy słonecznikowej odrywamy małe kawałki i kręcimy z nim kuleczki, które ozdabiamy pestkami słonecznika.

Wspaniały smak i zdrowa alternatywa dla uzależnionych od słodyczy:) uwielbiam, a moje dzieci też je jedzą!! jak dzieci coś zdrowego lubią to chyba jest najlepsza rekomendacja!!
Zróbcie!! Idealna przekąska, można wrzucić do śniadaniówki, zabrać do szkoły, pracy i na wycieczkę:)
Robi się ekspresowo i słowo daje jest po prostu bardzo smaczne:)



Jak widać lubią wariacje i kombinacje:) pasuję do mojej koncepcji życia:))

Sama książka jest bardzo dobrym zakupem, zawiera proste, zdrowe przepisy z artykułów ogólnie dostępnych i w miarę dostępnych cenowo. Wydana pięknie, zawiera cudowne zdjęcia, miły w dotyku papier i uśmiech Moniki:) Polecam:)
Miłego wieczoru, nocy i cudownego jutrzejszego dnia:)

Brak komentarzy: