czwartek, stycznia 28, 2016

Dziewczyna z pociągu.

W grudniu pokazałam Wam małą stertę książek, które dostałam lub kupiłam. Część z nich już przejrzałam, część przeczytałam, inne leżą. Mój syn twierdzi, że jestem uzależniona od czytania, a przecież teraz czytam o wiele mniej niż kiedyś. Dla niego trzy książki na miesiąc to uzależnienie, dla mnie zbyt mało. Jednak każdy kto czyta ten wie, że jak trafi nam się dobra książka, która wciąga to znajdzie się czas i chęć na czytanie. Ja swoje rekordy biłam mieszając obiad jedną ręką, a drugą trzymając książkę. Tak właśnie:) kiedy dzieci spały czytałam kryminały:)  
Z ręką na sercu mogę powiedzieć, że do 30 roku życia kryminał to nie był mój ulubiony gatunek. Nie lubię się bać, nie lubię sama się straszyć. Jednak życie w domowych pieleszach, z dziećmi było delikatnie mówiąc bardzo spokojne. Sięgnęłam po kryminały i wpadłam po uszy. Zarywałam noce, w ciągu dnia czytałam w każdej wolnej chwili. Teraz czas na książkę to ogromny luksus, jednak czas to nie wszystko. Moja głowa pęka od myśli i problemów. Dlatego czytanie nawet kiedy mam czas nie zawsze jest łatwe i przyjemne:) Książka musi kusić, musi obiecywać i wciągnąć tak, by w trakcie czytania nie było pełno chmurek z myślami nad moją głową. Zima to dobry czas na czytanie. Dlatego dobrze jest zabrać się za czytanie i otworzyć się na książkę, a także opisany świat. 
Kocyk, herbata i czytanie:) Czas dla siebie i ze sobą.
"Dziewczyna z pociągu" to ostatnio hit wydawniczy, debiut Pauli Hawkins. Szumna promocja, zapowiedzi, polecenia. Każdy kto się choć trochę interesuje nowościami na rynku czytelniczym słyszał o tej książce. Wiele osób tylko sięgnęło po tę pozycję, bo polecał ją sam Stephen King, prawa do tłumaczenia zakupiło 47 krajów, wkrótce będzie film... 
Prawdziwy thriller psychologiczny, jest w nim przekrój społeczeństwa, przekrój kobiet, jest morderstwo,ofiara, szukamy zabójcy...wszystko tak jak powinno być.
Główna bohaterka Rachell to niestety nie jest mój ulubiony typ ani bohatera, ani człowieka... ja jej po prostu nie polubiłam, czułam do niej niechęć, wcale jej nie rozumiałam. Zastanawiałam się czy był to celowy zabieg autorki, czy tylko ja tak miałam. Jedno wiem książka świetnie oddaje przekrój społeczeństwa, doskonale ukazuje kobietę w jej rolach życiowych, solidaryzujemy się z każdą z opisanych kobiet, bo w każdej z nas jest jej cząstka. Rachel to jednostka destrukcyjna, ja jej nie lubię, bo jakaś część mnie być może jest podobna do niej. Przecież całe życie staram się wychodzić z problemów, walczę i wygrywam, choć mam świadomość, że wiele razy mogłabym położyć się i nie wstać lub zupełnie odpuścić sobie życie...jednak Rachel uczy mnie czegoś bardzo ważnego, nie tylko tolerancji do czyjejś słabości, ale po raz kolejny uświadamia mi, że czas, ludzie i to dzieje się dookoła nas nie tylko ma bardzo silny wpływ na to co robimy ze swoim życiem...jakby wprost do mnie mówi możesz zrobić ze swoim życiem co chcesz i możesz podnieść się z tej podłogi, wytrzeźwieć i żyć dobrze na swoich warunkach, kiedy tylko znajdziesz na to siły!! Lubię Rachel, choć zajęło mi trochę czasu przyzwyczajenie się do jej tempa, do jej dojrzałości. 
Każda książka ma wiele recenzji, moja jest bardzo subiektywna. Cieszę się, że już ją przeczytałam, bo uwierzcie mi chodziłam wściekła na główną bohaterkę:) Dopiero teraz ją rozumiem.  Do tego wcale nie wczułam się w opisywany klimat książki. Dla mnie to lektura bardzo ciemna, mokra, wilgotna i śliska. Zalana deszczem, alkoholem i łzami. Trudno dłużej niż dwa dni wysiedzieć w takim klimacie i nie popaść w depresje.  Autorce nie udało się wciągnąć mnie w jej klimat, udało się opowiedzieć historię, jednak ja automatycznie przerobiłam ją na własne potrzeby...
Życzę Wam udanego czytania, sięgnąć po taki debiut warto, jeśli się lubi kryminały:) 
Buziaki
Basia 

Brak komentarzy: