poniedziałek, listopada 14, 2016

Ja lubię poniedziałki, a Ty?

Poniedziałek




Jeszcze dwa lata temu poniedziałek już w niedzielę wieczorem napawał mnie lękiem i strachem. Było to bardzo męczące dla mnie i moich bliskich. W niedzielę około 20 zaczynał mnie boleć brzuch i dostawałam nerwów. Wszystko mnie irytowało, wypadało z rąk, które mi się ciągle pociły. Byłam jak zaszczuty pies. Miałam dość. Postanowiłam polubić poniedziałek, oswoić go. Zaczęłam od tego, że wyszukałam same pozytywy tego pierwszego dnia tygodnia. Kolejnym etapem znalezienie powodów stresu. Moim ewidentnie była niska samoocena jeśli chodzi moje kwalifikacje w pracy. Wraz z długością stażu, ale też ogromną ilością szkoleń, na które się zapisałam po mniej więcej roku poczułam się na swoim stanowisku bardzo dobrze. Każdy kolejny mały sukces świętowałam- czyli nagradzałam sama siebie. Ponadto wprowadziłam do swojego harmonogramu w poniedziałek nowe nawyki. Między innymi jest to kawa na mieście albo zakup  nowej książki. Uwielbiam, te nagrody,dlatego czekam na te chwile samej ze sobą już w niedzielę wieczorem po całym weekendzie z dziećmi. Poniedziałek to również dzień, w którym planuje najczęściej czas na mój samorozwój,  To w tym dniu staram się pisać na blogu, to w tym dniu odsłuchuje webinary i szkolenia. Generalnie poniedziałek to mój dzień. Najważniejsze jednak jest to, że udało mi się wyeliminować powód mojego stresu czy strachu, kiedy na horyzoncie pojawiał się poniedziałek. Podniosłam swoje kwalifikacje, zdobyłam wiedzę i doświadczenie, nawiązałam relacje z ludźmi. Teraz chodzę do pracy z uśmiechem na twarzy. Planuje swój dzień tak by czerpać z niego przyjemność. Zrób to samo:)

1. Znajdź to coś co sprawia, że nie lubisz poniedziałku czy weekendu, a może środy?
2. Wyeliminuj ten powód, podnieś kwalifikacje, jeśli chodzi o pracę lub zmień pracę. Jeśli chodzi o relacje z rodziną popracuj nad nimi.
3. Zaplanuj w swoim harmonogramie to co lubisz robić, to co sprawia Ci przyjemność, to co będzie tylko dla Ciebie.
4. Wprowadź nowe nawyki i zwyczaje, celebruj ten dzień.

Wszystko to sprawi, iż zmienią Ci się wspomnienia dotyczące np. poniedziałku. Po jakimś czasie zacznie Ci się kojarzyć z miłym dniem. Zmienisz schemat myślenia.

My Polacy uwielbiamy narzekać, podobno listopad jest takim miesiącem, który ma najgorsze skojarzenia. zupełnie tego nie rozumiem. W listopadzie dzieje się wiele interesujących rzeczy, ma on tyle pozytywnych cech. U nas np. na stałe rozpalamy w kozie, uwielbiam widok płomieni, w domu pojawia się mnóstwo świeczek, szybko robi się ciemno i przytulnie, robimy grzańca, topimy czekoladę i robimy grzane wino. W listopadzie mogę zakładać codziennie inną czapkę, codziennie inny szalik, długie sukienki itp. najbardziej jednak lubię mgły o  poranku i wieczorem. Jasne, że jest szaro, ciemno i zimno...ale to tylko parę mało miłych stwierdzeń. Po co skupiać się na nich?



Tu moje leczenie obrazami, do tego dochodzi magia drzew, uwielbiam się do nich przytulać.

Miłego Poniedziałku!!!
Basia

sobota, listopada 12, 2016

Życie drzewa...

Umarło drzewo i padło na ziemię, zapłakał po nim wiatr i deszcz. 
Wtuliło się mocno w leżące liście, zlitował się nad nim zielony mech.
Oplótł je ciepłą kołderką i pozwolił nadal być potrzebnym. 



-Czy każde drzewo tak ma? Czy tylko ja?
Zamartwia się stare drzewo. 
-Rosłem tu tyle lat, aż padłem jak spróchniały pień. Pamiętam te czasy cudowne, gdy wszyscy głowę zadzierali, gdy się ze mną witali. Dziś tylko ty mchu zielony jesteś ze mną i o mnie dbasz. Dziękuję Ci, jestem Ci bardzo wdzięczny. 

Chroń mnie, baw mnie...żyjmy razem tu w samym sercu lasu...

wtorek, listopada 08, 2016

Jesienna, kolorowa włóczęga...

Gdzie warto się wybrać jesienią? Jest wiele pięknych miejsc, ale jeśli potrzebujesz zastrzyku dobrej energii, ferii barw i kolorów to jedź na Kolorowe Jeziorka. Jeszcze żaden las ani góry nie zachwyciły mnie takimi barwami, takimi odcieniami. Przepiękne miejsce i warto się tam wybrać. Od lat leczę swoją zbolałą duszę obrazami, tutaj na Kolorowych Jeziorkach dostałam zastrzyk dobrej energii, który jest wręcz bezcenny. Zobaczcie sami:












 Trasa z dwójką fantastycznych dzieci, którym buzia się nie zamyka oraz które cały czas się śmieją zajęła nam dwie strony ok 2 godzin. Wliczamy w to zdjęcia i pozowanie, kawę i herbatę, mamo daj ciastko, mamo zobacz, mamo popatrz, a dlaczego...a najgorsze to Mamo, oni zabrali mi kija!! -pozdrawiam dwóch chłopców, którzy zabrali Natalki kija, którego odłożyła na chwilę, by napić się herbaty...wiecie co było potem? jasne, że się domyślacie...dobrze, że las pełen drzew:)

Na trasie obok nie funkcjonującego po sezonie letnim punktu gastronomicznego spotkaliśmy Pana, który sprzedawał kamienie, magnesy na lodówkę, dużo pamiątek i uraczył nas bardzo interesującą historią obiektu. Natalii opowiadał o kamieniach. Ja osobiście wróciłam z branzetką z kamienia zwanego Okiem Tygrysa. Oko Tygrysa dodaje pewności siebie i podnosi wiarę w siebie. Ostatnio znowu mam z tym problem, więc kamień nie bez powodu mnie przyciągał, Czy ktoś z Was ma na jego temat jakieś wiadomości? Dla mnie to była miłość od pierwszego wejrzenia, czułam przyciąganie...pierwszy raz w życiu miałam coś takiego:)

Kto powiedział, że zwiedzać należy tylko latem czy wiosną? Ja bardzo lubię wybrać się na wycieczkę właśnie kiedy jest zimno. Zwiedzanie ruin zamków zimą ma swoje walory, wszystko bowiem później smakuje wyśmienicie:) Do tego jest mało ludzi, wszędzie można spokojnie wejść i nie stać w kolejkach. Pojechaliśmy oczywiście na obiad do Baru Skerco w Kamiennej Górze, na placek po węgiersku, schabowego, ruskie pierogi i smażonego sandacza...wszyscy wyszliśmy najedzeni, a jedzenie było pyszne i domowe:) Polecam.

Niedziela minęła nam pod hasłem Kolorowe Jeziorka i powiem Wam, że niedziela przed Wszystkimi Świętymi to czas idealny na takie zwiedzanie:) było mało ludzi i spokojnie można było robić piękne zdjęcia.



Mamo, gdzie teraz pojedziemy?  :) dobra coś się wymyśli:) a może Wy coś nam polecicie na jednodniową wycieczkę?


Miłego dnia:)

środa, listopada 02, 2016

Tęsknijmy rozsądnie...

Kolejny październik stał się historią, wspomnieniem, snem...
Spadają liście kończąc swój żywot, przekwitają zmęczone kwiaty...
Noc staje się dniem...
Sen przechodzi w jawę...
Wszystko ma swój początek i koniec.
Mój syn nie chce już rozmawiać o śmierci, o umieraniu, o chorobie...Na widok artykułu o chorym maluszku płacze i oddaje swoje pieniądze, prosząc wpłać ode mnie.
Ma dopiero 12 lat  i przeżył śmierć ojca...nie pamięta go już prawie wcale, prawie nie gniewa się już na Boga, ja jako jedyna kojarzę mu się z bezpieczeństwem i szczęściem...Prawda jest taka, że nigdy nie naprawię jego dzieciństwa...Wszyscy o ojcu mówią mu same dobre rzeczy, a on żyje tu myśląc jak idealnego ojca stracił...jak sam nigdy tak idealny nie jest...Nie róbmy tego dzieciom, nie róbmy tego sobie. Kochajmy ludzi tak szybko odchodzą, pamiętajmy ich w pęłnej krasie, nie twórzmy mitów i pieśni pochwalnych...dajmy im odejść w spokoju...wiem co mówię wygrałam z ideałem mojej matki dopiero 10 lat temu. jak jej nie mogłam dorównać płakałam i wkurzałam się. Dziś jestem już doświadczona, wiem że ona nie była idealną matką... ja nie jestem i nie muszę nią być. Mój syn tez nie miał idealnego ojca...i mu o tym  mówię...
Tracimy ludzi z naszego życia, pamiętajmy ich takich jakimi byli, bądźmy uczciwi w stosunku do nich i do siebie...

tęsknijmy rozsądnie...