czwartek, października 06, 2016

Szczyt Waligóra:) zdobyty!!

Co sprawia, że się kochamy? Co sprawia, że lubimy spędzać razem czas? Kiedy miałam 20 lat wszystkim powtarzałam, że nie lubię dzieci i mieć ich nie będę. Marzyłam o wolności, o czasie i własnej przestrzeni. Marzyłam o podróżach i dobrej zabawie. Tak to było 16 lat temu:) dzisiaj nie wyobrażam sobie życia bez moich dzieci:) są fantastyczne, są urocze:) są moje...przy tym są wkurzające, irytujące, samodzielne i dają mi nieźle popalić. Starszy dorasta i w domu mamy prawdziwego nastolatka, a jego siostra to tylko 3,5 roku różnicy- zaczyna dorastać:) Bardzo mi zależy, aby ten czas był dla nich dobrym wspomnieniem. Nie da się żyć w totalnej ciszy, w idealnej harmonii, z pasją i ogromem miłości w sercu i każdego dnia. Jednak można zawsze próbować:) zawsze:) Próbuję każdego dnia:)  W tygodniu jest pośpiech i na nic nie ma czasu, pośpiech rano, pośpiech po południu, pośpiech wieczorem, żeby spać o odpowiedniej porze. Przychodzi weekend i wtedy można się starać, jest na to czas i chęci.
Dlatego w weekend jemy powolne śniadania i wysypiamy się. Cały tydzień planujemy co będziemy robić w sobotę i niedzielę.  Wszystko po to by z ust dzieci w niedzielę wieczorem padło pytanie: Mamo jakie mamy plany na następny weekend? Dlaczego to dla mnie takie ważne? bo wiem, że jest taka kolej rzeczy, kiedyś po prostu przestaną ze mną spędzać czas z chęcią, wybierając swoich przyjaciół. Nie chcę zatem tracić czasu, chcę być z nimi tak długo jak się da, a potem na tyle na ile będą chciały mnie moje dzieci w dorosłym życiu. Jedno wiem, że będę mnie chciały mieć tak blisko jak dobrze się teraz czują ze mną.  Znam to z autopsji, ja nie byłam mojemu ojcu potrzebna do kochania, potrzebował mnie do sprzątania i pomocy w sklepie...Do dziś mnie nie potrzebuje...i nie ważne jak jest, ważne jak ja to czuję...dzieci czują, a potem dorastają i dalej jeśli nic się nie zmieni, czują się tak samo- kochane lub nie...
W tą niedziele zaplanowaliśmy wycieczkę do schroniska Andrzejówka. Jest to miejsce, w którym byłam pierwszy raz, a słyszałam o nim z tysiąc razy. Wielu moich znajomych jeździło tam na pierwsze narty, potem imprezy i inne zabawy:) chciałam zobaczyć to miejsce z ciekawości. Dojazd łatwy, podjechaliśmy autem pod samo schronisko.  Zapakowaliśmy się w plecaki, kurtki przeciwdeszczowe, w sobotę o 21 piekłam muffiny czekoladowe razem z Natalią oraz kurczaka, postanowiliśmy wypić kawę na szczycie Waligóra, a obiad zjeść przy zamku Radosno.
Ruszyliśmy do góry, szlakiem żółtym na szczyt Waligóra, pogoda była piękna, a trasa? Uf,nie pamiętam bym razem z dziećmi wspinała się tak stromym zboczem!! Nat miała pewne obawy czy jej się uda, po 10 minutach byliśmy cali spoceni i zdyszani, ale to dobrze, bo dzięki przerwom widzieliśmy cudne widoki za naszymi plecami:) Dzieci miały radochę, że hej, a ja no cóż uwielbiam ten rodzaj zmęczenia. Rozmów nie było końca. Jak zawsze się dzieliliśmy na podgrupy, ja z synem córcia z mężem. Powiem Wam, trudne są takie rozmowy:) dzieci mają zupełnie inne podejście do wielu spraw, dla nas są to błahostki, dla nich ich małe dramaty. Staram się jak tylko mogę, być dobrym słuchaczem, staram się im pomagać, a co z tego wyjdzie? jest to inwestycja długoterminowa i Ci co mają dorosłe dzieci wiedzą o tym najlepiej:)




Wdrapywanie zajęło nam ok 25 minut, sam szczyt to po prostu polana. Postanowiliśmy tam przycupnąć i wypić kawę z muffinkami:)










Kolejne 40 minut marszu ze szczytu Waligóra to droga do zamku Radosno, ( ruiny są mało atrakcyjne, ale droga do nich zwłaszcza jesienią jest piękna)





 zjedliśmy tam obiad i wróciliśmy do Andrzejówki,przed powrotem wypiliśmy jeszcze kawę i gorącą czekoladę, a potem ruszyliśmy do domu. Wycieczka jednodniowa, z Wrocławia droga prosta. Dzieci padły, a droga powrotna odbyła się prawie w milczeniu, bo nikt z nas nie miał prawie sił:)W aucie pieściła nasze uszy Julia Pietrucha :




Do tego dzisiaj idziemy na jej koncert!! Już się nie mogę doczekać wieczora:))
Buziaki
Basia

Brak komentarzy: