wtorek, czerwca 21, 2016

Bliżej siebie i swoich potrzeb...

"Jak korzenie drzewu tak, to co mamy  w środku pozwala nam rosnąć."



Bardzo dziękuję Wam za słowa wsparcia i przesłaną do mnie energię!
Magda napisała mi coś co miałam w głowie przez ostatni weekend :

 Walka bierze pod uwagę istnienie wroga z którym ciągle trzeba się mocować i mieć się na baczności. Akceptacja wroga, to też jakiś sposób radzenia sobie z nim, ale w pokojowy, mniej energochłonny sposób.

To prawda, cała prawda o tym, że zawsze mamy wybór, możemy żyć w lęku, a co za tym idzie tracić energię, nie mieć siły i chęci do życia. Ja zawsze mam problem z oddychaniem, zaciskiem szczęki i bólem kręgosłupa. Po ostatnim wpisie postanowiłam przestać się bać, oczywiście wiem, że nigdy do końca nie przestanę się bać...zmiana ma dotyczyć strachu, który paraliżuje, powoduje ból i totalną destrukcję mojej psychiki i ciała.




JESTEM LWICĄ!! tak właśnie to nie tylko mój znak z zodiaku, to moje wnętrze i cała ja. Muszę tylko tą lwicę z siebie wydobyć!! takie było moje postanowienie i powiem Wam nadal w nim trwam!!

Zaczęłam w połowie kwietnia, wróciłam do zapisków z sesji z coachem. Jestem Lwicą;) tak właśnie- walczę o moje dzieci, moje terytorium, ryczę jak lwica, Spakowałam się z przyjaciółką wyjechałam na weekend w góry. Przegadane godziny przy winie, spacery i łażenie po górach oczyściły mi umysł. Lęk prysł. Wchodzę na Marię Śnieżną i jestem blisko siebie. Jestem tak blisko poznania własnej duszy, wrażliwości, że zaczynam garściami wyciągać z siebie swoje dobre strony, swoje mocne strony, atuty, własną broń...wracam po to by cały maj pracować nad sobą. Codzienna joga o poranku, nie wiem może zbieg okoliczności, ale właśnie w marcu znowu zaczął mi doskwierać kręgosłup. Codzienne ćwiczenia dały mi siłę i ból przestał być dominujący, a w tej chwili pojawia się tylko wtedy gdy zbyt dużo siedzę albo zbytnio się stresuje. Codzienne Powitanie Słońca i parę ulubionych asanów, działają lepiej niż kawa i cała garść tabletek przeciw bólowych. 
Rytuały: codzienne okrzyki lwicy, oczywiście gdy nikt nie słyszy:) autentycznie ryczę jak lwica:) działa, oczyszczam układ oddechowy, a i śmieję się przy tym jak jakaś wariatka. Znowu jestem blisko siebie. Pytanie czego Ci Lwico potrzeba? zadaje je sobie codziennie!!  Dzisiaj miałam potrzebę opowiedzieć Wam o tym co ze sobą robię, wczoraj miałam potrzebę spać już o 20, dziś rano prasowałam dzieciom ubrania do szkoły i jedną ręką robiłam makijaż. wczoraj miałam potrzebę pojechać do pracy w dresie i bez makijażu, dzisiaj będę z radością oglądać rodzinnie mecz. Codziennie potrzebuje czasu na kawę, wypitą w towarzystwie mojego przyszłego męża. Codziennie potrzebuje poprzytulać się do dzieci, poczochrać kota i psa. Codziennie czytam książkę. Mam też potrzebę plewienia w ogrodzie i gotowania dla siebie i rodziny. Też tak macie...macie na sto procent tylko zamiast odbierać to jako własną potrzebę, stawiamy to sobie za muszę, powinnam, nie mogę, to nie dla mnie itp.  Tak zgadza się w dorosłym życiu bardzo wiele musimy i jeszcze więcej powinniśmy. Prosty przykład miałam potrzebę mieć dzieci, bardzo ich pragnęłam, nadal marzy mi się trzecie dziecko!!!!! wraz z realizacją tej potrzeby:) o jaka byłam szczęśliwa, przyszły obowiązki, wyrzeczenia zaczęłam musieć!! oczywiście na początku macierzyństwo jest lukrowane, ale nie oszukujmy się po jakimś czasie po prostu musimy wstawać w nocy do dziecka, musimy go ubrać, nakarmić, wychować itd. Cieszymy się, że mamy dziecko, ale w sercu ciąży obowiązek, że teraz to już do śmierci muszę być matką. To oczywiście skrajny przykład, ale tak samo jest choćby z potrzebą posiadania psa:) nawet w deszczu musimy iść z nim na spacer. To musimy po jakimś czasie przestaje nas cieszyć i staje się przykrym obowiązkiem.Ja staram się z tym walczyć. Tak więc mam potrzebę zjeść z rodziną obiad. Jednak nie wpadam do domu jak kiedyś i nie gotuję w stresie, bo obiad powinno się jeść zaraz po powrocie do domu. Najpierw mam potrzebę oczyszczenia mózgu, siadam zatem na tarasie i wracam do siebie. Dzieci mają podobny rytuał, mamy wspólną potrzebę wyciszenia emocji po całym dniu. Późny obiad i wczesna ciepła kolacja, razem przy stole i razem w kuchni przy przygotowaniach.  ( uwaga dzieci jedzą obiad również w szkole) 
U mnie wystarczyło uzmysłowić sobie, że pewne obowiązki wynikają z moich potrzeb, potrzebuje rodziny by móc oddychać, więc muszę o nią dbać:) potrzebuje słyszeć śmiech dzieci, więc muszę go wywołać, itd.
sprzątać nigdy nie lubiłam i raczej już nie polubię, ale dziwne jest dla mnie to, że najczęściej ok 21 wieczorem mam potrzebę posprzątać w garderobie:) w kuchni, w spiżarni:) i przestaje to być mój obowiązek, który muszę dźwigać na plecach. To moja potrzeba, która wywołuje śmiech w mojej rodzinie, bo mamuśka znowu dostała szwunga:)
Czy przestałam się bać? Nie, ale boję się o wiele mniej, prawie wcale, są dni że w ogóle, śpię w nocy i budzę się codziennie rano ze słowami na ustach " to będzie dobry dzień" i tak jest. Co z turystką ? zapytacie? czasem oglądam swoje życie z perspektywy turysty. Teraz  to już tylko czasem, a i tego w sobie nie neguję, bo turysta widział już wiele i ma porównanie. W tym moim życiu jest mi bardzo dobrze, w poprzednim miejscu nie było tak. Zmienia mi się perspektywa. Problemy skarlały, bo i tak nie mam na wszystko wpływu, a to na co mam to jedynie moje uczucia. Właśnie o nie mam zamiar dalej dbać:)
Buziaki Wasza Lwica:)




2 komentarze:

Magda pisze...

Czyli moje (choć nie całkiem moje) słowa okazały się być impulsem?:)
Czuje się w tym tekście, że jest Ci dobrze. Tak trzymaj lwico!

Ewa pisze...

Lato jest czasem dla lwów ! Trzymaj się !