czwartek, lutego 11, 2016

Tusia i ptasia restauracja.

Luty to jeden z moich ulubionych miesięcy zimowych. Jest już dłużej jasno i czuć wiosnę i miłość, nie tylko dlatego, że są Walentynki, także dlatego że koty już marcują. Mój Boczek jest wykastrowany, ale ma nadal ciągoty i jak tylko robi się ciepło to nam znika, Luty daje nadzieję, na szybkie nadejście wiosny. Jesteśmy znudzeni szarościami i bielą, sami podświadomie szukamy koloru. Zmieniamy powoli garderobę, ja dzisiaj jestem koralowej koszuli i Pani na recepcji w moim biurze się nią zachwyciła. Koleżanka kupiła wczoraj nowy jasny błyszczyk, seksowna czerwień, moja córcia znowu wyciąga spódniczki, choć jeszcze zimno. Z domu poznikały ozdoby świąteczne, zostawiliśmy tylko lampki na regale z książkami. Dają ciepło, które poprawia humor i tworzy rodzinną atmosferę. Koza od dwóch tygodni stoi i czeka, aż zmarzniemy. Pomarańcze do czerwonego wina, też. Czy zima jeszcze wróci? Teraz już chyba nikt u nas na nią nie czeka. Czekamy na światło, na słońce, na śpiew ptaków. Zostało nam dużo karmy dla ptaków, a nasze wierzba wygląda dość dziwnie, bo cała jest udekorowana słoninką. W tym roku dokarmiamy ptaki i obserwujemy je w podnieceniu. Były wróble, sikorki, sójki, sroki, wrony, gile i parę innych, których nie znamy, a pewnie są bardzo znane. Kiedy postawiliśmy karmnik tuż pod oknem w jadalni, nie przypuszczałam, że będzie to dla mnie taka ogromna frajda. Najbardziej zainteresowana byłam ptaszkami ja, dzieci zawieszały wzrok na ptakach, kiedy ja piszczałam z zachwytu. Kiedy w grudniu jeszcze przed Bożym Narodzeniem, dzieci się pochorowały, pół dnia spędziliśmy w jadalni na obserwacji ptaków. Ich śpiewy i trele od rana do popołudnia umilały nam czas. Jednym nie zadowolonym z całej akcji był nasz kot, który miał na czas karmienia ( czyt. dopóki było jedzenie w karmniku) zakaz wychodzenia z domu. Po kilku dniach przyzwyczaił się do wyjść wieczornych, zresztą był śnieg i zimno, wylegiwał się na swoim posłaniu.  W takiej scenerii powstała nowa bajka o Kotce Tusi- Kotka Tusia i ptasia restauracja. Siedziałam i pisałam, bawiąc się przy tym doskonale. Chciałam zatrzymać ten dzień z dziećmi w domu, tą atmosferę, nasz śmiech, wspólne siedzenie przy oknie. Mam duże dzieci 11 i 8 lat, to oni recenzują wszystkie moje bajki. Po przeczytaniu im tego co napisałam, Nat sama pamiętała o ptakach. Wieszali kolejne kąski słoniny i kule z ziarnami. 
Potem ruszyła machina i tak już w lutym, co prawda na progu wiosny, ale jest moja nowa Bajka o Tusi:) jak zawsze Pani Grafik stworzyła przepiękne ilustracje. Powiem Wam, że nie mogę się przyzwyczaić do tego, że ja coś wymyślę, a ktoś to tak pięknie zamieni w obraz:)


 Tu możecie ją kupić:)Tusia i ptasia restauracja.


Na stronie już za chwilę pojawią się kolorowanki do bajki:)http://zygmuntplace.com/books/tusia/


Wczoraj przyjaciółka wysłała mi zdjęcie książeczki Bajki Blogerów, w której ukazała się moja bajka pt. Kwiatowy statek. Czytały ją na dobranoc z córeczką. Tak mi się ciepło na serduchu zrobiło, że ktoś to jednak czyta;) Warto pisać dla dzieci, to jest bardzo miłe:) jak pomyślę, że kiedyś moje dziecko będzie czytać bajkę babci swoim dzieciom, to wiem, że będę w ich sercach nawet jak mnie zabraknie. 


Życzę Wam jasnego Lutego:)
Buziaki 
Basia



środa, lutego 03, 2016

Smak szczęścia

Każdy z nas doskonale zna to uczucie, kiedy musimy z kimś porozmawiać, a rozmowa nie będzie łatwa. Ten ścisk w gardle, łomotanie w sercu i panika czy wszystko będzie potem dobrze. Ja wczoraj znowu musiałam odkręcać przeszłość, mocno związaną ze śmiercią mojego męża. Trzy lata jak go ze mną nie ma, a ciągle wiszą jeszcze jakieś sprawy, które muszę prostować. Każda taka sytuacja powoduje u mnie panikę i histerie. Boje sie urzędów, banków i tego typu instytucji. Budzą we mnie te wszystkie emocje, które pojawiły sie wraz z jego odejściem. Organizm doskonale pamięta uczucie strachu, każda komórka zwija sie, ciało się napina i boli. Ręce mam mokre, w oczach bezsilność. Dziś już znam sposoby na swoje reakcje. Dziś już umiem je rozchodzić. Bardzo ważne jest dla mnie wsparcie najbliższych mi osób, bardzo ważne są słowa wsparcia i zrozumienia, czasem milczenie, czasem głupawka. Wczoraj przed kolejnym ważnym spotkaniem, postanowiłam pójść na spacer. Oglądałam stare kamienice, ludzi, słuchałam odgłosów miasta. Wyciszyłam umysł obrazami. Po spotkaniu postanowiłam się nagrodzić samotną kawą w jednej z moich ulubionych kawiarni. Na spotkanie dotarłam wyciszona z nadzieją, że wszystko uda mi sie pomyślnie wytłumaczyć. Zadziałało, skutki będę widzieć za parę tygodni, ale odniosłam osobisty sukces. Zmierzyłam się ze swoim strachem, obawami, zachowałam spokój i profesjonalizm. Wyszłam z lekkim sercem. Oczywiście mój organizm zareagował bólem głowy, napięciem mięśniowym, osłabieniem i sennością. Dałam mu kolejną godzinę z kawą i ciastem. Wyobraźcie sobie jak musiałam wyglądać, gdy kelnerka stwierdziła, ze nie dodała mi cukru do kawy, bo zestaw był mocno słodki, ale jak tak na mnie patrzy to chyba mi ten cukier doniesie, bo widać potrzebuje go...oczywiście za cukier podziękowałam. Wypita kawa i ciasto smakowały choć nie tak jakby mi smakowały na spotkaniu z przyjaciółka. Telefony do przyjaciół po wyjściu podniosły mnie na duchu. Wracałam do domu pieszo, karmiąc oczy i dusze miejskimi obrazami. Wrócił spokój. Suche ręce. Normalny oddech. Chce nauczyć swój organizm tego, żeby złe chwile zapomniał. Chce z wczorajszego dnia pamietać tylko to uczucie lekkości. Poszłam do księgarni. Nakarmić swoją dusze. Oglądałam książki i je dotykałam. Na jednym ze stojaków zobaczyłam jeden jedyny egzemplarz książki Agniszki Maciąg pt. Smak szczęścia. Pomyślałam, że u mnie będzie mu lepiej. Wyszłam z księgarni z książką. W domu zatopiłam się w pierwszych rozdziałach. Dziś śmiało mogę powiedzieć, że ja bardziej potrzebowałam tej książki niż ona mnie...
Wróciłam do domu zupełnie spokojna o naszą przyszłość. Cokolwiek się dzieje, nie dzieje się bez powodu...


 

Miłego dnia:)