No coś takiego...

No coś takiego?!!
To zdanie od lat powtarza moja teściowa, jeśli nie może w coś uwierzyć, jest to dla niej dziwne i nie mieści się w jej kanonie, ocenie czy systemie wartości...
Tyle lat była nieszczęśliwa...no coś takiego!
Tyle lat nie była sobą...no coś takiego!!
Tyle lat dla dobra rodziny żyła pod jej dyktando...no coś takiego!!!!!!
Zmieniła swoje życie...no coś takiego!!
Zmieniła męża...pracę...już nie je mięsa..., ścięła włosy...itp. no coś takiego!!!
W końcu jest sobą, ze sobą i dla siebie...
no coś takiego...
Jak często spotykamy się z taką oceną drugiego człowieka? ja niemal ciągle...
A czy nie byłoby lepiej nie oceniać, nawet takim jednym zdaniem jak "no coś takiego?"
łatwiej jest rzucić hasłem, skomentować i ocenić niż zastanowić się co pchnęło daną osobę do takiego, a nie innego ruchu, do zmiany...ile ją to kosztowało i co dana osoba przeżyła...


To trasa powrotna z Wielkiej Sowy,  dla mnie przepiękny widok. Zakręt, ładne kolory, cudownie się tam spacerowało. Wrócę tam na 100%. Jednak w domu kiedy to zdjęcie sobie oglądałam to powiem szczerze, mocno mnie zaniepokoiło, wzburzyło, dało do myślenia... Porównałam je do mojego życia...Jestem w strefie komfortu...idę prostą złotą ścieżką...jest malowniczy zakręt i daje nadzieje na nowe możliwości-może piękne widoki, może nowe kolory, malowniczą polanę etc. Już można mi zazdrościć, że tam byłam, że wiem dokąd ta ścieżka prowadzi...ja wiem...
Jednak nikt nie wie, że w połowie tej cudownej ścieżki na głowę spadł mi pająk, ugryzł mnie w szyję i boli do dzisiaj, że potknęłam się o wystający korzeń i noga boli do dzisiaj...że straciłam widoki, bo mijałam się z grupą ludzi, którzy nie wiedzieli co to cisza! i rzucali papierki...a i sam widok za zakrętem nie powalał, choć z tej perspektywy wydawało się, że tam musi być pięknie...

Tak właśnie żyjemy...czego nie wiemy to sobie dopowiemy...ocenimy, skomentujemy...bo tak łatwiej...po prostu...
Znam osobę, która po latach wyszła z toksycznego związku...jedni jej zazdroszczą, inni wieszają na niej psy...nikt nie zadał sobie trudu by zobaczyć jak żyła do tej pory, a jak żyje teraz, nikt nie widzi jak trudno jej było podjąć decyzję czy wejść na swoją złotą ścieżkę, uwierzyć że jej pająk na głowę nie spadnie, że się nie potknie, że tam będzie pięknie...Zazdrośnice zazdroszczą, inni oceniają i wspominają jakie to było dobre małżeństwo...nikt nie zapyta się czy jest szczęśliwa...no coś takiego...
ale gdyby zmieniła pracę na lepiej płatną, choć bardziej wymagającą, każdy by ją zrozumiał...a ścieżka nie byłaby tylko złota, ale i diamentowa...
tak żyjemy...tylko czy warto? czemu o tym piszę, bo sama miałam moment, kiedy myślałam, że może źle robi, wychodząc z komfortowego życia, w którym może nie była księżniczką dla swojego księcia, ale miała pałac...teraz jest królową swojego życia, mam nadzieję, że tego nie zmarnuje i nie zmieni swojej nowej złotej ścieżki na wąską ścieżynę pod górę bez widoków...

Udanego wieczoru:)
Basia



Komentarze

Madeleine pisze…
Basiu a ja się cieszę ogormnie, że sobie dzisiaj pogadałyśmy, miałam okazję pogadać z królową swojego życia, pierwszy ale mam nadzieję, nie ostatni raz :)
florysztuka pisze…
Ja też się cieszę:) dziwne zbiegi okoliczności:) są fantastyczne:) oby częściej:)

Popularne posty