piątek, października 30, 2015

Zaduma...

Straciłam dwie najbliższe mi osoby w całym moim życiu- mamę i męża, ojca moich dzieci...Dwie osoby, które bardzo kochałam. Dwie osoby, które bardzo kochały mnie. Po tym wszystkim, kiedy emocje już opadły, po wylanych łzach, bardzo dużej dawki negatywnych uczuć, dzisiaj mogę powiedzieć jedno, ich odejście mnie bardzo ukształtowało. Dzięki ich stracie jestem na innym poziomie odbierania życia, na innych emocjach, innych wartościach. Czuję mocniej, żyję bardziej, jestem sobą na 100 procent. Walczę z marnowaniem czasu, walczę ze sobą i swoimi słabościami. Nauczyłam się pokonywać strach, zdobywać, podejmować decyzje, marzyć i pragnąć. Dzięki temu, że wiem jak bardzo mnie kochali i jak bardzo ważne było dla nich moje szczęście, żyję, czuję i rozwijam się. Dla nich, dla siebie i dla dzieci.
Życie jest zbyt kruche i zbyt krótkie by wiecznie się chować, uciekać i nie doświadczać...Oni nie chcieliby mnie widzieć smutnej, zapłakanej, wycofanej...Dziękuję im za to, że tak mnie kochali każdego dnia...





Trzeba żyć i iść do przodu....



Ściskam Was serdecznie mimo zadumy jaką w sercu noszę...
Basia

sobota, października 24, 2015

Banalnie prosta dekoracja jesienna na stół.

Sobota to dzień w którym zmieniam dekoracje w swoim domu. Dzień, w którym nie ma pośpiechu, chociaż zawsze mam dużo prac do wykonania.
Dziś na stole pojawiła się taka oto dekoracja.
Banalnie prosta dekoracja jesienna na stół - świeże liście klonu kładziemy na talerz, do tego dynie, owoce i kasztany, właściwie wszystko co mamy pod ręką. Liście, kiedy wyschną pięknie się zakręcą, tworząc koronkę dookoła owoców.







Zachęcam Was do szukania prostych i tanich rozwiązań, ale takich by sprawiały Wam dużo radości i satysfakcji. W towarzystwie takiej dekoracji jesienne śniadania  nabiorą innego wymiaru, kolory dodadzą energii i chęci do życia. Miłego dnia!

wtorek, października 20, 2015

Efekty terapii manualnej- wianek jesienny, na poprawę humoru.

Pamiętacie jak opisywałam mój sposób na poprawę humoru jesienią? Dzisiaj przedstawiam Wam efekty mojej pracy. Wianek powstał dosłownie z tego co znalazłam w kartonach, resztek materiałów, z podkładu, który kupiłam na wiosnę, który miał być cały w pastelach i kurczaczkach...dostał inne dodatki niż zakładałam kiedy go kupowałam...
Taki mój prywatny czasoumilacz, który bardzo spodobał się mojej kochanej chrześnicy i  ona go ode mnie dostanie.
A teraz efekty sesji:









I chociaż efekty mnie nie zadowalały to wianek prezentuje się całkiem fajnie:)

Buziaki Basia

poniedziałek, października 19, 2015

No coś takiego...

No coś takiego?!!
To zdanie od lat powtarza moja teściowa, jeśli nie może w coś uwierzyć, jest to dla niej dziwne i nie mieści się w jej kanonie, ocenie czy systemie wartości...
Tyle lat była nieszczęśliwa...no coś takiego!
Tyle lat nie była sobą...no coś takiego!!
Tyle lat dla dobra rodziny żyła pod jej dyktando...no coś takiego!!!!!!
Zmieniła swoje życie...no coś takiego!!
Zmieniła męża...pracę...już nie je mięsa..., ścięła włosy...itp. no coś takiego!!!
W końcu jest sobą, ze sobą i dla siebie...
no coś takiego...
Jak często spotykamy się z taką oceną drugiego człowieka? ja niemal ciągle...
A czy nie byłoby lepiej nie oceniać, nawet takim jednym zdaniem jak "no coś takiego?"
łatwiej jest rzucić hasłem, skomentować i ocenić niż zastanowić się co pchnęło daną osobę do takiego, a nie innego ruchu, do zmiany...ile ją to kosztowało i co dana osoba przeżyła...


To trasa powrotna z Wielkiej Sowy,  dla mnie przepiękny widok. Zakręt, ładne kolory, cudownie się tam spacerowało. Wrócę tam na 100%. Jednak w domu kiedy to zdjęcie sobie oglądałam to powiem szczerze, mocno mnie zaniepokoiło, wzburzyło, dało do myślenia... Porównałam je do mojego życia...Jestem w strefie komfortu...idę prostą złotą ścieżką...jest malowniczy zakręt i daje nadzieje na nowe możliwości-może piękne widoki, może nowe kolory, malowniczą polanę etc. Już można mi zazdrościć, że tam byłam, że wiem dokąd ta ścieżka prowadzi...ja wiem...
Jednak nikt nie wie, że w połowie tej cudownej ścieżki na głowę spadł mi pająk, ugryzł mnie w szyję i boli do dzisiaj, że potknęłam się o wystający korzeń i noga boli do dzisiaj...że straciłam widoki, bo mijałam się z grupą ludzi, którzy nie wiedzieli co to cisza! i rzucali papierki...a i sam widok za zakrętem nie powalał, choć z tej perspektywy wydawało się, że tam musi być pięknie...

Tak właśnie żyjemy...czego nie wiemy to sobie dopowiemy...ocenimy, skomentujemy...bo tak łatwiej...po prostu...
Znam osobę, która po latach wyszła z toksycznego związku...jedni jej zazdroszczą, inni wieszają na niej psy...nikt nie zadał sobie trudu by zobaczyć jak żyła do tej pory, a jak żyje teraz, nikt nie widzi jak trudno jej było podjąć decyzję czy wejść na swoją złotą ścieżkę, uwierzyć że jej pająk na głowę nie spadnie, że się nie potknie, że tam będzie pięknie...Zazdrośnice zazdroszczą, inni oceniają i wspominają jakie to było dobre małżeństwo...nikt nie zapyta się czy jest szczęśliwa...no coś takiego...
ale gdyby zmieniła pracę na lepiej płatną, choć bardziej wymagającą, każdy by ją zrozumiał...a ścieżka nie byłaby tylko złota, ale i diamentowa...
tak żyjemy...tylko czy warto? czemu o tym piszę, bo sama miałam moment, kiedy myślałam, że może źle robi, wychodząc z komfortowego życia, w którym może nie była księżniczką dla swojego księcia, ale miała pałac...teraz jest królową swojego życia, mam nadzieję, że tego nie zmarnuje i nie zmieni swojej nowej złotej ścieżki na wąską ścieżynę pod górę bez widoków...

Udanego wieczoru:)
Basia



środa, października 14, 2015

Terapia manualna, czyli jak zrobić wianek tylko po to by poprawić sobie humor...

Ostatnio jestem mało kreatywna. Często sobie coś wymyślę, ale kończy się na wpisaniu pomysłu na listę. Jest tego już trochę, ale ostatnio musiałam coś zrobić. Nosiło mnie cały dzień i wygrzebałam z pracowni troszkę różności. Wyżyłam się twórczo, przypaliłam palce klejem, wypróbowałam nowy pistolet. Czy taki wianek chciałam zrobić? Nie...absolutnie miało powstać coś innego. Miałam inne inne wyobrażenie o tym co chcę zrobić, ale potem okazało się, że moja wyobraźnia nie współgra z materiałem, który mam w zasięgu ręki.  Czy jestem rozczarowana? Nie:) wszystko może być terapeutyczne, pocieszające i zabawne!! tak trzeba czasami wyżyć się artystycznie, nie ważne czy będzie to dzieło sztuki czy nie:) zachęcam Was do pójścia na spacer, pozbierania z ogrodu tego co Wam jeszcze zostało i do dzieła!!!  U mnie wyszło to tak:)

Po pierwsze podkład!! Został mi tylko biały...no cóż czekał i się doczekał...




Po drugie klej i dobry pistolet:)



Materiały - wszystko co masz, a potem selekcja:) 



Kiedy już dobierzecie materiał przyklejamy. Uważajcie na paluchy:) Kasztany się ciężko przykleja, a suszone kwiatki sypią:)



Nie wszystko do siebie pasuje;)




Wianek jest:) Wisi na ścianie w kuchni i czeka na sesje:) taką ozdobną, ale że nie jestem z niego zadowolona to może  dostanie jeszcze nowe dodatki:) jednak nie to jest ważne, ważne jest to, że dobrze się poczułam!! Że mamy nową ozdobę, a moja chrześnica stwierdziła, że jest najładniejszy ze wszystkich, które zrobiłam:)

Jest jesień, czas melancholii i depresyjnych nastrojów- szukajcie własnych czasoumilaczy i antydepresantów:)

Buziaki
Basia


niedziela, października 11, 2015

Wielka Sowa:)

Kocham takie krajobrazy...

Dzisiaj byłam wdzięczna za to, że jest niedziela i że mogę ruszyć się z domu...
Byłam też wdzięczna za to, że zabrałam dużo ciepłej herbaty...

Wdzięczna za wygodne buty... i za to że mam już takie duże dzieci, co mimo zimna idą i aż nadto nie marudzą...

Za małą dłoń w rękawiczce...Natalia jest moim najcudowniejszym dziełem...

Byłam wdzięczna za to, że mogę doświadczać i że widzę świat...
Wdzięczna nadal jestem za moich dwóch facetów, na których czasami patrzę i nadziwić się nie mogę, że są do siebie tak bardzo podobni, a przecież dopiero się poznali...


Widoki z Wielkiej Sowy-Sudety
Sezon na czapki i wszelkie nakrycia wierzchnie uważam za rozpoczęty!!!
Mózg przed kolejnym tygodniem zresetowany!!
Buziaki!!

poniedziałek, października 05, 2015

Chwila, która karmi duszę

Jesienne, piątkowe popołudnie, ostatnie godziny pracy...cały tydzień siedzenia w biurze przy komputerze i szczerze mam dość...Krótka chwila i szybka decyzja dziś popołudnie będzie wyglądać inaczej! Dziś nikt nie będzie odrabiał lekcji, nie będzie spania o 21, szykowania ubrań do szkoły...dziś wyjdziemy z domu, chociaż na godzinę...15.30 wychodzimy ze szkoły, 40 minut w korkach i jesteśmy w domu...zrzucam biurowe ubranie, piję szybko kawę na tarasie skąpana w słońcu, wygrywam batalię z dziećmi- Kacper uparł się, że nie wyjdzie póki nie zrobi lekcji ( w niedzielę okazuje się, że to najlepsze co mógł zrobić:) Aparat jest, picie jest i ruszamy w korki piątkowe, tylko po to by pochodzić przez godzinę po lesie...Lasek Osobowicki tak blisko naszego domu, normalnie 15 minut drogi samochodem i jesteśmy w innym świecie. Zielono, żółto i pomarańczowo i już mrok, bo to późne popołudnie, ale załapujemy się jeszcze na zachód Słońca. Cisza? jaka cisza, dzieci gadają jak pokręcone, szurają liśćmi, rzucają patyki, śmiech i głupie żarty bez końca...przestrzeń, niebo...ptaki...Cudowna chwila...wracamy do domu kiedy jest już szaro, mrok nas opatula...wybiegani, pozytywnie nakręceni...
Mamo to luksus- komentuje Natalia, wcinając bułkę z serkiem i warzywami...
O kakao:) cieszy się Kacper...
Za co kocham jesień?

weź do ręki liść umierający
on przeżył swoje lato
widział więcej niżby chciał
więcej niż Ty dostrzegasz
usłysz szum trawy
dostrzeż ptaki co lecą do Afryki
popij herbatę z kocem na ramieniu
ogrzej się kubkiem od przyjaciela
przejdź przez jesienną mgłę
złap babie lato
skocz do góry 
sięgnij czerwoną jarzębinę
wszystko to zamyka dla Ciebie gorące lato
zatęsknij za zimą z książką w dłoni i pocałunkiem na ustach....
za co kocham jesień? 
zgadnij a może poczuj to co ja
idź tą samą drogą i maluj swój świat 
bądź ze mną tylko dla ogniska w którym płonie
moja mała miłość







i tak trwa pięć minut  w mojej wyobraźni, w biurze, w aucie, na zakupach...chwila, która karmi duszę:)