Znowu czuję, że żyje:)

Ja już tak mam...no mam i nic na to nie poradzę. Pisać kiedy mam głowę pełną problemów nie umiem. Pół roku zajęło mi wyprostowanie się psychicznie, walka z wiatrakami okazała się wygraną i teraz latam pod niebem i cieszę się, bo jednak okazało się, że wszyscy mieli rację i jest bardzo dobrze. Psychika jednak płata figle i uwierzcie mi ja miałam w głowie przepracowane wszystkie najgorsze scenariusze. Tym bardziej cieszę się, że jednak żaden się nie sprawdził. Życie znowu okazało się piękne, barwne i cieszy. Niby pół roku żyłam normalnie, ale jakby cały czas w zawieszeniu, radość z tych wszystkich małych i dużych spraw była, ale jakby płaska. Kamień z serca spadł i teraz znowu uśmiecham się szczerze i ciągle. Właśnie dlatego od tygodnia czuję się młodsza, lepsza, pełna i bardzo szczęśliwa. Ostatnie tygodnie to czas jakby kumulacji wszystkich problemów od szpitala, operacji, po wszechmocne instytucje. Dopiero teraz mam głowę wolną, a duszę lekką.
Mama wróciła, śmieją się dzieci kiedy tańczę rano i wieczorem. Kiedy śpiewam przy śniadaniu albo sprzątam w pośpiechu wyrzucając wszystko bez sentymentów. Długotrwały stres w moim przypadku niszczy, wiszący problem od miesięcy bez rozwiązania napawa apatią. Ja jestem typem, który problemy rozwiązuje szybko i sprawnie, a tu trzeba było swoje odczekać. Dziś jednak o wiele intensywniej dostrzegam barwy, zapachy i smaki życia. Delektuję się każdym szczegółem.
Lato minęło nam bardzo szybko, zbyt szybko...Od lipca łaziliśmy po górach. Zabrałam dzieci do Międzygórza, gdzie zdobyliśmy Marię Śnieżną i Ogród Bajek. Okazało się, że dzieci uwielbiają chodzić szlakami, które są trudne, to dopiero jest frajda iść szlakiem nie dla dzieci. Czasem się zgubić i umyć twarz w strumyku, poleżeć na górskiej łące, zbierać kartki ze schronisk, a na koniec zjeść porcję obiadu dla drwala:)  Tydzień później pojechaliśmy do Spalonej tam zdobyliśmy Jagodną i spaliśmy w cudownym schronisku Jagodna, gdzie podają najlepsze placki z jagodami jakie jadłam, do tego lody z jagodami, a porcja obiadowa nakarmiła by mnie i dwoje moich dzieci, gdzie ludzie są cudowni, młodzi i jeszcze im się chce. Pierwszy raz w życiu spałam w schronisku i było to wspaniałe doświadczenie, zwłaszcza gdy rozbolała mnie głowa i wszyscy przyjezdni się ze mną solidaryzowali, choć na ponad dwadzieścia osób tylko jedna miała tabletki na ból głowy:) Pomogło:) a wieczorem siedzieliśmy sobie przed schroniskiem i oplataliśmy tak jakbyśmy znali się od zawsze. Następnego dnia ruszyliśmy do Pstrążnej, by zwiedzić skansen  i zjeść najlepszego pstrąga. Jeszcze Muzeum Zabawek w Kudowej i spacer po Parku Zdrojowym. Znowu wróciliśmy z masą pamiątek, wspomnień, z magnesami na lodówkę i kartkami ze schronisk. Tak rozchodzeni jak tylko Kacper wrócił z kolonii  w Łebie, gdzie przez dwa tygodnie jeździł konno i raz kąpał się w morzu wyruszyliśmy do Zakopanego. To był cudowny czas:) zasługuje na indywidualny wpis!














To tylko parę zdjęć, ale cała masa pozytywnych wspomnień:)

Dziękuję tym, które jeszcze do mnie zaglądają:) buziaki 

Komentarze

Ewa pisze…
Fajnie jest gdy się śpiewa rano Tylko tak TRZYMAĆ- widzę że w Ogrodzie Bajek przybyło trochę figur !

Popularne posty