sobota, lutego 28, 2015

Czas pomyśleć o wiosennych dekoracjach:)

Już słychać wracające z daleka ptaki,  ludzie kupują bratki, prymulki, tulipany. Wszyscy zaklinamy Panią Wiosnę, żeby już do nas przyszła:)  Wiosna przyjedzie samolotem? Przyjdzie na piechotę? Czekamy i my, odliczamy dni i godziny, czekamy na upragnione słońce, na ciepły wiatr i deszczyk.
Ja już szykuję się do dekoracji domu, bo to czas kiedy nic już w domu nie pozostaje po Bożym Narodzeniu. Czas kiedy zaczyna się nowe...
Wianek na Przedwiośnie.

Do jego zrobienia wystarczy podkład słomiany, pistolet i klej do klejenia na gorąco, wydmuszki po jajkach przepiórczych, parę piórek, patyczków i mech. Ja osobiście mech kupuję na giełdzie kwiatowej, nigdy nie zabieram go z lasu. Jednak jeśli nie macie takiej możliwości to idźcie na spacer i poszukajcie mchu np. na murkach przy ogrodzeniach, lub starych budynkach.
W pierwszej kolejności obklejamy mchem podkład ( kto nie ma podkładu ze słomy może wykonać sobie taki po prostu z gazety), a potem w twórczy sposób dekorujemy wianek. Pamiętajcie, że może on dekorować stół, komody, że można go powiesić na drzwiach wejściowych oraz w wielu innych miejscach, które chcemy upiększyć:)

U mnie wygląda to tak:










W  głównej roli występuje mój nowy nabytek tzn, stół na taras , bo sezon tarasowy już rozpoczęłam tydzień temu:) okna na dole domu też już umyliśmy:)

Jutro niedziela mam oczywiście masę planów, choć najchętniej znowu wyruszyłabym na łowy w poszukiwaniu obrazów, które mogę mieć w pamięci i leczyć nimi swoją duszę:)

Buziaki Basia


czwartek, lutego 26, 2015

filozoficznie nad spłuczką...

Kiedy coś się zepsuje szukamy specjalisty, aby nam to naprawił. Szukamy kogoś sprawdzonego, z polecenia, kogoś kto się zna na rzeczy...ostatnio w domu psuje mi się dużo różnych sprzętów. Wezwałam specjalistę do naprawy, poleconego, miłego...mocował się godzinę z owym sprzętem...naprawił, działa, działa również dziś, tylko że zostały co najmniej trzy części, które wcześniej były hm...niezbędne?  Stoję i zastanawiam się o co chodzi...Pan ze stoickim spokojem odpowiada na moją konsternację ( minę musiałam mieć mega:) :kiedy coś się rozłoży na części i po złożeniu zostanie nam chociaż jedna część to dobrze, bo oznacza to, że przestała ona być w tym urządzeniu potrzebna...i popadłam w zadumę...
W swoim życiu nie raz, nie dwa płakałam za straconą przyjaciółką, koleżanką, znajomymi...drogi z różnymi osobami mi się rozchodziły, dziś  mogłabym powiedzieć, że po prostu te osoby nie były już potrzebne do mojego funkcjonowania. Ja dalej żyję, funkcjonuję, czuję i marzę, ale już bez nich.
Właśnie mija druga rocznica śmierci mojego męża. Kiedy odszedł myślałam, że nie przeżyję dnia bez niego, brakowało mi powietrza, strach mnie paraliżował...zostały dzieci, ja, niedokończone sprawy i kredyty...jak to ogarnąć? Jak nie dać się złemu, które wciągało mnie regularnie do ciemnicy... teraz po tych dwóch latach ja dalej żyję, dzieci mam wspaniałe, mądre i kochane, w firmie wszystko dobrze się układa, rozwijam się, moja druga bajka już jest w trakcie obróbki u grafika, pokochał mnie i dzieci dobry i normalny człowiek...jednak dalej czasem wchodzę do swojej ciemnicy...Pomyślałam sobie, że jego odejście to był taki właściwy czas dla niego. Miał kochającą rodzinę, odnosił same sukcesy zawodowe, spełnił wszystkie swoje marzenia...odszedł, bo wypełnił się jego czas, mimo to wiem, że nad nami czuwa, że jest, że przez sen głaszcze mnie po głowie...i że teraz to ja muszę wypełnić swoje przeznaczenie tak by kiedyś być tą zbędną częścią świata...to mój czas właśnie teraz...

niedziela, lutego 22, 2015

Leczenie obrazami

Ostatnio poznałam człowieka, który ma ogromne problemy finansowe, mimo to trzyma się bardzo dobrze. Na pierwszy rzut oka nikt by nie stwierdził, że żyje w głębokim, ciągłym stresie. Z podziwem zapytałam go jak to robi, że tak dobrze to znosi? On popatrzył się na mnie i zapytał: Basia, a jak Ty to zniosłaś? To wszystko co Ciebie to spotkało położyłoby niejednego człowieka, a Ty? ty się uśmiechasz, działasz, żyjesz pomimo wszystko...Konsternacja...To pytanie przez ostatnie dwa lata słyszałam wielokrotnie, chyba nigdy nikomu na nie nie udzieliłam konkretnej odpowiedzi...Do dzisiaj. Odpowiedziałam sobie bardzo szczegółowo, punkt, po punkcie...
Wytrzymałam dzięki...wymieniać mogłabym przez kolejny rok...
Jednak pewne dla mnie jest, że jedną z metod było oswajanie lęku za pomocą obrazów dla mnie terapeutycznych. Każdy spacer w lesie, konie, góry, natura w każdej postaci sprawiało mi ulgę. Leczenie obrazami. Leczenie kontaktem z naturą...drzewami, kwiatami, zwierzętami...
Dzisiaj wybraliśmy się na spacer do lasu. Dzieci po tygodniowej grypie, osłabione, bez apatytu, markotne. Wyjście z domu poprzedzone było podaniem co najmniej  10 argumentów przeciw...zimno, buro, filmy w tv itp. Pojechaliśmy na cały dzień, a w lesie spędziliśmy godzinkę. Jednak humory dopisywały, zaczęły się żarty, śmiech, piosenki w aucie, podjadanie, przekomarzanie...dzieci wróciły!! Uśmiech dziecka jest bezcenny!! Obiad został wciągnięty w tempie ekspresowym, a my nie wierzyliśmy w to co widzimy.
Podczas spaceru zrobiłam takie zdjęcia i mam te obrazy w sobie. Mech i kolor zielony to temat przewodni naszego spaceru...Natalka szukała cały czas domku Skrzata Fryderyka:)














Sposób na leczenie duszy skuteczny:) buziaki

poniedziałek, lutego 09, 2015

Życie po xboksie..

Ferie minęły tak szybko, że nawet nie wiem kiedy. Okazało się bowiem, że życie po xboksie istnieje. Dwa tygodnie szlabanu na wszelkie gry dały moim dzieciom szansę na rozwój, komunikację, radość i zabawę. Mój 10 letni syn poczuł się szczęśliwy, córka stwierdziła, że już wie, że rodzina jest najważniejsza. Ja miałam z kim rozmawiać i dobrze się bawić. Jak to jest, że przez pięć dni w tygodniu dzieci nie grają, nie oglądają tv, są z nami, z kolegami, psem i kotem, a kiedy przychodzi weekend albo ferie nic więcej się nie liczy? Bez ograniczeń się nie da. Dlatego wprowadziłam kolejną złotą zasadę w weekendy tyle grasz ile czytasz.  I sprawdziło się np. wczoraj Kacper czytał od 9 rano do 12!!! a grał tylko godzinę:), bo potem obiad, lekcje i np. przytulaski, Natka postanowiła posprzątać swój pokój zajęło jej to ponad 6 godzin, a i tak nie jedna pedantka by się przyczepiła, ale moja córeczka była bardzo z siebie dumna, bo odgruzowała pokój i znalazła przy tym sporo fajnych zabawek. Kacper opowiadał za to o Pinokio, a ja przypomniałam sobie ponownie, że to jednak okrutna baśń. Pierwsza niedziela od Nowego Roku kiedy to nigdzie nie wyjechaliśmy i na spokojnie siedzieliśmy w domu. Powolne śniadanie, kawa, śnieg za oknem, upiekłam muffiny czekoladowe, zdrowy obiad i czytanie książek. Wykonaliśmy też plan, aby w tym tygodniu chodzić spać przed 22.
Moim prywatnym założeniem na luty jest polubić znowu poniedziałki, dlatego dzisiaj poranek był mega wyjątkowy. Ciepłe śniadanie, kiedy za oknem pada śnieg to podstawa, w miłym towarzystwie to luksus. Kot przyklejony do szyby, pies w nogach... i jak tu wyjść do pracy kiedy jest tak bajkowo?
Można wyjść pod warunkiem, że mamy na co czekać, ja po powrocie z pracy zamierzam się rozpieszczać:) domowe spa, książka i rozpalona koza to mój priorytet, zapewne jeszcze sprawdzian z przyrody, ale i to da się przeżyć:)





Dostępna jest już też wersja angielska bajki o kotce Tusia i tu Tusia


Udanego tygodnia!!
Basia