czwartek, listopada 27, 2014

Plan B

Dla mnie jesień to barwy, szelest liści pod stopami, poranki we mgle i czas spędzony z rodziną. Chociaż tego czasu wolnego coraz mniej to i tak najprzyjemniejszym momentem jest wspólna kolacja i śmiech dzieci. Opowiadamy sobie całe dni, czasami sobie dogryzamy, żartujemy, dzieci maja swoje głupawki, czasami milczymy i zastanawiamy się co będziemy robić w weekend.  Zmienia się nasz wspólnie spędzony czas, bo Kacper chętniej goni do kolegów, Natka jest jeszcze taką moją przytulanką i sama siada na kolanka. Szkoła i nauka pochłania prawie całe wieczory, czasami sił brakuje na książkę czy dobry film. Pod nogami pałęta się pies, a na jesień wraca do domu kot. Ostatnio dzieci zapytały mnie o to dlaczego tak chętnie lubię wyjeżdżać z domu, skoro dużo jestem poza nim. Dlaczego nie wolę z nimi pograć cały dzień na xboksie albo oglądać telewizje. Odpowiedź była z mojej strony bardzo szczera, bo ja tworzę nowe wspomnienia, nowe zwyczaje, nowe szlaki...Generalnie mam już sercu spokój, jednak dopiero w miejscach nowych czuję się wolna i chce mi się żyć na 200 procent. Wracam potem do domu i karmię się tymi nowymi doznaniami, wyciągam kubki z Wieliczki i robię pyszną kawę z Jeleniej Góry, piję winko z Lwówka Śląskiego i oglądam ryciny ze Srebrnej Góry, myślę o serniku z Krakowa i oscypkach z Wąwozu Homole...i tak mam naładowane baterie na kolejne dni...zamykam oczy i jadę konno po Pieninach, siedzę przy palenisku w Jaworkach i marzę o przestrzeni, koniach, uśmiechach i sama się śmieję. Ktoś mądry kiedyś mi powiedział, że żeby uleczyć duszę trzeba kupować nowe wspomnienia, że nie kupno nowych spodni czy sukienki, ale właśnie obrazy mnie wyleczą i tak się dzieje...dlatego wszędzie gdzie jestem przytulam się do drzew, całuje chmury i staje się sobą...
Jesień oprócz pięknych barw jest też ciemna i dołująca, długie wieczory i ciemne poranki nie mają za sobą zbyt wiele optymizmu, jednak znalazłam swój plan B na życie, wdrażam go codziennie, poćwiczę jogę, pójdę na spacer, zjem owsiankę i spotkam się z przyjaciółmi, a gdy to nie pomaga planuje wyjazd poza Wrocław. Nasze życie nie zależy od nas, wiem to z własnego doświadczenia, wiem też że tragedie są w każdej rodzinie, wiem jednak też to, że jak przeżyję każdy kolejny dzień zależy ode mnie. Robię postępy, bo jeszcze rok temu na pytanie jaki będę miała dzień odpowiadałam, że pewnie trudny, stresujący, przykry dziś odpowiadam zobaczymy co się wydarzy na tą chwilę jest dobrze. Jeszcze rok temu planowałam najdalej dwa dni do przodu teraz mam już zaplanowany cały miesiąc z góry, za rok o tej porze mam zamiar być o wiele wiele dalej.

Jesienne prace w tym roku to przede wszystkim róże, często po prostu prezenty, czasem chęć pracy...kolory ostre i ciepłe, rozgrzewające na jesienne mgliste dni...















taka jest moja jesień, gorąca, czasem rozmyta, przebarwiona, ciepła, oswojona...

poniedziałek, listopada 24, 2014

Jeszcze jesień, czyli Dzień Jeża i plan na zimę:)

Dopinamy projekt, którym już się niedługo pochwalę:) tak naprawdę to już nie mogę wytrzymać:) jednak muszę jeszcze chwilę poczekać:) a potem wszystko Wam opowiem. Bynajmniej to spełnienie moich najskrytszych marzeń jeszcze z czasów liceum. Do tego wszystkiego projekt realizuje mój kolega z czasów szkoły średniej, spotkany po latach niesamowity człowiek:)
Tymczasem cały czas coś się dzieje, właściwie same dobre rzeczy, nie ma czasu na nudę, za to jest dobra zabawa i masę uczuć:)



Dotarło do mnie, że już bardzo dawno nie robiłam zdjęć, że mój aparat leży sobie gdzieś, nawet nie wiem gdzie...że jeszcze nie zabrałam się za ogród, że nie mam pomysłu na prezenty...czy to ważne w obliczu tego, że jestem szczęśliwa? że mogę leniwie rozłożyć się na kanapie i z dziećmi pooglądać bajki? pośmiać się i poprzytulać?

Herbata z cytryną i miodem zdominowała nasze życie, piejmy ją teraz litrami...grzane wino próbuje wyjść na prowadzenie, ale zdrowy rozsądek tworzy barierę nie do przejścia:) Bynajmniej kto raz spróbuje mojego wina, wraca do mnie prosząc o jeszcze:)

Mój Grzaniec:
winko- ja kupuję najtańsze czerwone wytrawne lub półwytrawne, czasem też półsłodkie...
Do tego oczywiście pokrojona w małą kostkę pomarańcz, sok z cytryny wg. uznania, cynamon, goździki, imbir, szczypta kardamonu i miód:) doprowadzić to do wrzenia, ale nie gotować. Czasami dodaję jeszcze jabłko, ale w skórce. Owoce nadają się do wyjedzenia:) mniam
Najlepiej smakuje w miłym towarzystwie, w zimowe długie wieczory z muzyką w tle albo podczas rodzinnych gier np. w scrabble i jenge. Zawsze należy podać zbyt małą ilość, to niedosyt powoduje, że można pić grzane wino całą zimę:)


Od czterech lat mam w salonie przygotowane miejsce pod kominek...ale kominka nie będzie, kupiłam piec wolnostojący  potocznie zwany kozą:) czekamy aż producent zechce go nam przywieźć:) plan na zimę to nauczyć się rąbać drwa:)

Plan na zimę cieszyć się każdą chwilą:) Dobrze się bawić i wyciszać:)

Ja o zimie, ale przecież jeszcze mamy jesień:) a jak jesień to mamy Dzień Jeża!! Nasz już śpi, ale jeszcze na początku listopada Tuptuś tupał po ogrodzie i drażnił się z Rafii, zawsze około 22 pojawiał się przy nas. Bardzo mnie to ucieszyło, że zamieszkał z nami, teraz prawdopodobnie śpi pod tarasem, gdzie naleciało pełno liści  i nie wejdzie pies.  Wczoraj zabrałam całą rodzinkę na Dzień Jeża, gdzie Megi miała wykład o tym jak stworzyć bezpieczny ogród dla jeży. Były też atrakcje dla dzieci, tort w kształcie jeża i Jarmark Bożonarodzeniowy za oknem. Wcale nie czułam jeszcze nadchodzących świąt, mentalnie byłam jeszcze w ogrodach Gosi, która zabrała nas do lata pokazując piękne zdjęcia ogrodów. Kacper zabrał ulotki od Ekostraży i postanowił opowiedzieć dzieciom w klasie na godzinie wychowawczej o jeżach:) Natalka namiętnie przez cały czas malowała jeżyka i wcinała jeżową babeczkę. My zanurzyliśmy się w fotelach i daliśmy porwać Gosi:)  Potem obeszliśmy Rynek dookoła i uciekliśmy do domu, bo choć czekamy na święta to jeszcze chcemy na nie poczekać:)
Natka -fryzura jak zawsze genialna po czapce:) Zdjęcia z telefonu więc jakość słaba, ale są:)



 Miłego dnia:)

poniedziałek, listopada 17, 2014

Projekt Egoistka

Jesień dobiega końca. Na wrocławskim Rynku już rozkładają Jarmark Bożonarodzeniowy, który uwielbiam. Jednak chciałoby się jeszcze zatrzymać złote liście na drzewach...w tym roku jesień minęła bardzo szybko, zbyt szybko. Sposób na jesienną chandrę każdy ma inny. Jedni opychają się czekoladą:) też tak mam, inni wychodzą na spacer- czasami też tak mam, jeszcze inni czytają książki -bardzo często tak mam. Jednak chyba nic nie ma lepszego niż miłość:) moje dzieci dają mi jej czasami, aż nadto jednak równie często mi to uczucie kochania zabierają..Każdy 10 latek i 7-latka myślą  i czują już bardzo indywidualnie...to już nie zawsze są moje myśli, moje słowa, często już moje dzieci nie są moim odbiciem. Zaczynają myśleć po swojemu, a ja w tym wszystkim jestem już domieszką...Wymiana zdań ze starszym synem ostatnio jest dość intensywna, dochodzi bunt w stosunku niemal do każdej wartości...dlatego często te nasze jesienne wieczory są długie, często burzliwe, zawsze jednak przepełnione miłością. Złapałam się na tym, że kiedy zasną delektuje się ciszą, która jest gwarantem spokoju, godzina bez " mamusiu, a dlaczego? albo mamusiu pomożesz? albo mamo zapomniałem zrobić zadania...nie rozumiem, pani nam tego nie kazała, zaraz to zrobię, nie jestem jeszcze zmęczona..."i tak dalej, taka godzina ze świecami , spokojną muzyką w tle, dorosłym kompanem u boku, który wysłucha, podpowie, wyśmieje problem, taka godzina jest bezcenna...
Dzisiaj chciałabym opowiedzieć Wam o fantastycznej książce. Nigdy nie byłam fanką poradników. Jednak po śmierci męża namiętnie zaczęłam poszukiwać siebie i tak trafiłam na PROJEKT EGOISTKA.  Zakupiłam książkę i ona zmieniła moje życie. Niemal się z nią nie rozstaję.  Nauczyłam się dbać o siebie, wsłuchiwać się w swoje potrzeby, walczę ze strachem, zaczęłam ćwiczyć jogę regularnie, inaczej gotuję.  13 grudnia we Wrocławiu odbędą się warsztaty we Wrocławiu, na których oczywiście będę.
Zakupcie książkę, jeśli coś w Waszym życiu nie gra, szukajcie warsztatów w swoich miastach, dobrze z pełną świadomością zrobić coś dla siebie. Po warsztatach oczywiście napiszę Wam o swoich odczuciach! http://sklep.projektegoistka.pl/produkt/ksiazka/ dochód z zakupu książki autorzy przekazują na leczenie Tomasza Skalskiego.

W ramach tego projektu dziś zaczynam 30 dni z jogą. Każdego dnia 30 minut jogi, 30 minut medytacji- czyli godzina czasu tylko dla mnie:)
Buziaki Basia

poniedziałek, listopada 03, 2014

tożsamość

Minęły chyba najbardziej znienawidzone przeze mnie od lat święta...nie płakałam, cieszyłam się tymi co żyją, kochałam, tuliłam i śmiałam się...płakała Natalka, smucił się przez chwilę Kacper...te święta z premedytacją poświęciłam mojej mamie. 22 lata temu odeszła, długo chciałam wierzyć, że nas opuściła dla wspaniałych podróży albo przystojnego nowego faceta, śniłam o tym jak ma nową rodzinę, jak wraca po latach by z nami porozmawiać...to tylko sny...całe dzieciństwo niemal wyparłam...nie wiem o sobie nic...tato nie pamięta zbyt dużo, zresztą mało go było kiedy ja rosłam, był za to obecny po wszystkim i przez całe moje życie od  mojego 13 roku życia. Nie pamięta jednak jak jadłam i co lubiłam, kiedy zaczęłam chodzić, jakie było moje pierwsze słowo, nie pamięta mojej ulubionej sukienki ani przytulanki...ja też nie pamiętam, siostry również, a przecież to dla człowieka ważne, ja pamiętam wszystko z wczesnego dzieciństwa moich dzieci...o sobie nie wiem nic...tato za to pamięta mojego pierwszego chłopaka, pamięta mój upadek z konia, bo stał obok, moją maturę  i ślub ... to ja też pamiętam. Natalka rozpacza, że nie pamięta tatusia...a tak by chciała, żeby wrócił, ocierałam jej łezki i tuliłam tak jak mało kiedy ktoś po śmierci mamy tulił mnie. Tak bardzo wiem co czuje, tak bardzo chciałabym, żeby moje dzieci miały lepiej...pojechałam w sobotę do taty, zjedliśmy wspólnie obiad, ciasto, herbatkę, a potem zrobiłam coś czego nigdy jeszcze nie zrobiłam...z kredensu wyjęłam stare zdjęcia i szukałam mamy...trzy zdjęcia jak byłam malutka, trzy zdjęcia jak miałam 8 lat...kilkanaście jej zdjęć z młodości, ślubne rodziców. Siostra i dzieci, tato patrzyli na mnie ze strachem, wśród nich były również moje zdjęcia  z malutkimi dziećmi, zdjęcia z mojego ślubu...nie zawiesiłam się na nich, bo je mam w głowie, szukałam mamy, dzieciństwa, swojego śmiechu, zapachu pieczonego ciasta, kompotu z rabarbaru, grzybobrania, potwierdzenia tych paru wspomnień w mojej głowie...po co piszesz bloga, po co tak intymnie? dzieci...niech one chociaż mają potwierdzenie jak bardzo je kocham...