odeszła? nie jest w nas...

Żyjemy...oddychamy, pracujemy, myślimy, tworzymy, a potem nas nie ma. W niedzielę dotarła do nas wiadomość o śmierci Anny Przybylskiej. Była piękna, mądra, kochała życie i swoją rodzinę. Taką ją zapamiętajmy...
Kiedy ludzie odchodzą od nas mają cały świat z głowy, to my zostajemy bez nich, to my musimy sobie dać radę. Musimy pozamykać wszystkie ich niezakończone sprawy, dokończyć ich marzenia i plany, zebrać ich rzeczy osobiste...to my się zmieniamy. My musimy żyć dalej, my musimy przetrwać za nim Bóg zawoła nas do siebie.
Kiedy umarł mój mąż wszyscy byli wstrząśnięci, każdy potarzał mi, że musi zrobić porządek w swoim życiu, zmienić to co dawno powinno być zmienione...dostępy do kont, kredyty, ubezpieczenia, ja zostałam z niczym, zaczynałam od nowa...gdyby nie pomoc przyjaciół i rodziny pewnie nie wiedziałabym gdzie pójść, co mówić, co robić. Nie byliśmy przygotowani na jego odejście, nic nie zostało omówione, nie przekazał mi niczego. Byłam zła odnajdując niepopłacone rachunki, odnajdując kolejne niedomówienia, wyjaśniając kolejne sytuacje. Byłam przerażona odbierając telefony, wyjmując wezwania z poczty. Żyliśmy razem i zupełnie oddzielnie. Mija drugi rok, odwiedziłam już wszystkie możliwe instytucje, coraz lepiej czuję się w firmie, oswoiłam swoje nowe życie. Patrzę teraz na tych wszystkich, którzy mieli zmienić swoje życie...Śmierć mojego męża, nagła i bardzo bolesna niczego ich nie nauczyła, przeszła tak samo jak wszystkie inne w niepamięć, jak informacja w mediach, żyła kilka tygodni, ktoś zatrzymał się na chwilę, pomyślał i nic już z tym swoim życiem nie zrobił...wierzę że Anna żyła tak jak chciała, że nie parła na karierę, bo właśnie rodzina była najważniejsza, że w swoim życiu tu na Ziemi była szczęśliwa i spełniona. Dziś piszą antygwiazda, żyła tak jak chciała i tego potrzebowała.Żyła pięknie. Żadna śmierć nie powinna pozostać bez echa, mam na myśli to co w nas tkwi latami, to czego chcemy, o czym marzymy dla siebie czy bliskich, a co zawsze jest na ostatnim miejscu, bo praca, bo zobowiązania. Zapominamy o sobie i swoich potrzebach,  o spacerze, o gwiazdach, o godzinnej herbacie,o rozmowie, o dzieciach, w zamian za to kupujemy im zabawki, gry, wysyłamy esemesy, przekładamy spotkania, zapominamy o obietnicach byle szybko , byle do przodu. I tak kobiety tkwią w domach, usługując mężom i dzieciom, i tak mężowie nie spełniają swoich marzeń, nie spotykają się z kolegami, nie jeżdżą na koncerty, spotkania klasowe czy inne przyjemności. Stawiamy sobie sami ograniczenia i granice, wydaje nam się, że idziemy na kompromis, a tak naprawdę jesteśmy w martwym punkcie.
Śmierć mojego męża nauczyła mnie zdrowego egoizmu, choć w pierwszych miesiącach myślałam tylko o tym, żeby przetrwać dla dzieci i żyć dla dzieci. Szybko się jednak okazało, że jestem nieszczęśliwa i dzieci są nieszczęśliwe jeszcze bardziej, to była zła droga. Wyruszyłam na poszukiwanie własnego szczęścia...Dziś moje dzieci śmieją się w głos, a widzą to wszyscy, rodzina, przyjaciele, nauczyciele, ale najważniejsze że ja słyszę ich śmiech i śmieję się z nimi w głos. Mam nadzieje, że ukochany Pani Anny znajdzie właściwą ścieżkę w swojej żałobie, że uda mu się posklejać serce, rodzinę, a dzieci zobaczą go za jakiś czas uśmiechniętego i z właściwym miejscem w sercu dla swojej ukochanej.  A my?  Nie skupiajmy się tylko na tym, że Ani już nie ma wśród nas, ona jest i przekazała nam sporo mądrości, czerpmy z nich czy to będzie kawa z Bogiem, czy czas dla siebie tak jak lubimy z dziećmi i mężem czy książką, czy z przyjaciółmi, róbmy tak by żyć szczęśliwie i pięknie.
Aniu spoczywaj w pokoju....

Komentarze

Anonimowy pisze…
Basiu tak napisałaś mądrze iz całego serca że łza zakręciła mi sie w oku.Życzę Tobie i dla twoich pociech dużo uśmiechu i wytrwałościpozdrowienia Basia.
herbata pisze…
widać jak bardzo rozumiesz to co sie stało...nie wiedziałam, dlatego bardzo podziwiam i gratuluję tej determinacji i usmiechu:)

Popularne posty