Drugie życie...

Musiałam stracić swoje życie, by zacząć żyć tak jak zawsze chciałam... Każdy związek zmienia osobowość, ustala nowe priorytety, wartości, relacje...mój związek z byłym mężem i dziećmi sprawił, że wszystko co do urodzenia pierwszego dziecka było dla mnie ważne przestało mieć znaczenie. Liczyły się tylko dzieci i mąż, rodzina, której nigdy wcześniej nie miałam i relacje między nami, które nie zawsze były łatwe.  Na dobrych kilka lat zapomniałam o sobie i o tym co lubię i jak chciałam żyć. Przykładów na to jak łatwo zapominałam o sobie jest, aż nadto żeby je wymieniać, a i wymieniać nie ma po co. Mąż odszedł, zostawiając mnie z całym bagażem, ze sprawami o których nie miałam pojęcia, z kredytami, dziećmi, jego zrozpaczoną rodziną...tak jak terapią na nieudane dzieciństwo były dla mnie dzieci, tak terapią na stratę po mężu i żałobę byłam dla siebie ja sama. Ktoś może powiedzieć, że uratowały mnie dzieci, bo przecież tak było, żyłam tylko dla nich, ktoś inny może powiedzieć, że praca dała mi oderwanie od problemów i poczucie bezpieczeństwa...zgadza się to są czynniki, bez których nie wstałabym z kolan i nie czuła się innym człowiekiem. Dodam jeszcze do tego dobrego psychoterapeutę, rodzinę , przyjaciół i czynnik bez którego nie byłoby mnie wśród żywych...chęć życia. Paradoksalnie w obliczu śmierci mojego męża, ja zachciałam żyć. Nie wegetować z dnia na dzień, nie rozpaczać, nie epatować żałobą, nie zmieniać świata ani przyjaciół przez to co przeżyłam. Paradoksalnie chciałam znowu zacząć się śmiać, budzić się z chęcią do życia, robić rzeczy których wcześniej nie robiłam, bo nie wypada, bo nie mam na nie czasu, bo nie ma na nie pieniędzy, bo po prostu nie były akceptowane przez mojego męża. Paradoksalnie do całej sytuacji w której się znalazłam ja bardzo chciałam znowu zacząć oddychać pełną piersią, cieszyć się z wiosny, lata, jesieni i zimy, chciałam znowu zacząć czuć, znowu widzieć kolory. Chciałam i o ile w pierwszej fazie chciałam dla dzieci, żeby uchronić je przed zgorzkniałą mamą o tyle później chciałam już dla siebie. Musiałam się urodzić na nowo. Nauczyć żyć w nowym świecie, z nowymi obowiązkami, nowymi okolicznościami, z moją nową osobą również. Do dziś mam momenty, że nie lubię nowej siebie, że wolałam tamtą Basię...zaraz po tym dzieje się coś co pozwala mi cieszyć się sobą i swoja nową postawą życiową.  Tak więc zaczęło się od sprawiania sobie przyjemności, wycieczki, płyty, ubrania, książki, potem szkolenia, coachingi, spotkania, szkolenia, warsztaty, inwestowanie w siebie, wróciłam na konie, zaczęłam ćwiczyć jogę, wyciszać się , medytować, wszystko po to by odnaleźć równowagę, spokój i miłość. Miłość sama przyszła, zaskoczyła i odkryła nowe pokłady mojej osobowości. Kończę terapię u psychoterapeuty, zmierzyłam się z dzieciństwem, utratą mamy, kobietami ojca,  narodzinami dzieci, śmiercią męża, moją nową osobowością, przygotowuję się do podsumowania, do kolejnych niewygodnych pytań i trudnych odpowiedzi. Nadal uczę się żyć ze sobą, uczę się chcieć być i żyć tu i teraz w teraźniejszości, a z przeszłości wyciągać wnioski i naukę. Dzieci rosną i kiedy jest się autorytetem dla świadomego dziesięciolatka to zobowiązuje, kiedy córeczka chce być taka jak mama to daje siłę do kolejnych zmagań, by wychować ją na kobietę, którą sama nigdy nie byłam, zaszczepić jej wiarę w siebie, odwagę i chęć życia, czyli dać im obojgu to czego ja nauczyłam się zaraz po moich kolejnych narodzinach.
Bardzo prywatny wpis dzisiaj poczyniłam, ale tego potrzebowałam, powiedzieć Wam iż znowu jestem szczęśliwa, powiedzieć to też sobie i usłyszeć to z własnych ust, bo słowa niewypowiedziane nie istnieją ...
W życiu tak jak w Jeleniej Górze chwyciłam byka za rogi i jestem z siebie dumna:)

buziaki:)


Komentarze

Ewa pisze…
Basiu - dobrze że dałaś sobie z wszystkim radę i się podniosłaś , miło Cię znowu widzieć !
Megi Moher pisze…
:***
;__
ja już jestem o ciebie spokojna. Ze wszystkim sobie poradzisz.
Tyle o sobie wiemy, ile nas sprawdzono...
Madeleine pisze…
Kochana witaj, i tak jak ostatnio napisałam, kiedy coś się kończy wtedy dopiero się zaczyna...no czy jakoś tak :)
florysztuka pisze…
Dziękuję:) i całuję:)
Anonimowy pisze…
Basiu cieszę się że się odezwałaś trzymaj się dasz radę pozdrawiam Cię i dzieciaczki Basia tylko dużo starsza.Też z dużym bagażem dałam rade to Tobie się musi udac buziaki.
An Ja pisze…
Zaglądałam kilka razy czy czegoś nie napisałaś, dziś też tak właśnie zajrzałam i znalazłam nowy wpis :)
Nieśmiało napiszę, szczęścia na nowej drodze :)
Magda pisze…
Czytając to co napisałaś serce rośnie:) Wszystkiego dobrego!
florysztuka pisze…
Dziękuję:)jeszcze raz i wiele razy dziękuję:)
Lola in Heaven pisze…
Jesteś młodą kobietą, a piszesz bardzo dojrzale. To piękne, że się nie poddałaś i walczysz o swoje nowe życie.

Popularne posty