wtorek, grudnia 16, 2014

Wieczorne luksusy

Spokojny wieczór choć smutny, bo choroba zabrała kolejną dobrą osobę z mojej młodości. Matka dwójki dzieci, nastolatki i dwudziestoparolatki. Nigdy nie ma dobrego czasu na stratę matki czy innej bliskiej osoby...nigdy...i poraz kolejny zastanawiam się czy uda mi się wychować dzieci i zobaczyć jak idą w świat ?
Będę walczyć o siebie, tylko to mi przychodzi do głowy...
Życie jest zbyt krótkie, żeby sie zamartwiać i kombinować trzeba je przyżyć pięknie, godnie i wesoło :)
Po to są właśnie takie chwile zadumy jak dziś, aby docenić to co sie ma.
Dziś doceniam i jestem wdzięczna za: kawę z przyjaciółką o poranku, za dobre rady szwagierki, za miłość moich dzieci i to że Kacper czyta bajki Natalce na dobranoc:), za to ze mam na kogo czekać z obiadem, za to ze znalazłam w pracowni czerwone kulki do wianka i już nie muszę jechać na giełdę bardzo rano:)

W sobotę byłam na warsztatach Projekt Egoistka. Tomasz i Dagmara Sklascy to ich pomysłodawcy i wspaniali ludzie, którzy zagrażają optymizmem i wiarą w piękno świata. Kilka godzin wykładów dr. Tomasza, jego cudowna gra na gitarze, warsztaty kulinarne z Monika Morozowską, na których robiłam pyszną sałatkę, uczyłam sie gotować kasze jaglaną, którą pokochałam w tym roku tak samo jak jarmuż, miła atmosfera i dobra zabawa, do tego wspaniałe towarzystwo mojej sąsiadki :)
Głowa pełna myśli, nadziei i planów na nowy rok:) pierwszy raz w życiu mam zamiar zrobić sobie plan na cały rok, zapisać to co chce zrobić i osiągnąć i trzymać sie tego planu!!!!

Wieczór przy nowym sercu naszego domu. W piątek zamontowalismy kozę w salonie!!! Mamy nowe hobby- dokladanie drzewa:) kiedyś chwyce jeszcze apart i porobie fotki:) kolejne dwa wianki zrobione można iść spać:)












środa, grudnia 10, 2014

Szybka sesja świąteczna

6.30 pierwszy budzik...co jest? co się dzieje?...aha to już...nie jestem w stanie otworzyć oczu...
6.45 drugi budzik, dobra już wiem, że noc się skończyła i nic na to nie poradzę, pora wstać...wszystko mnie boli, nie wyspałam się...blee..
7.00 trzeci budzik ostateczny, budzę dzieci, nie jedno dziecko, bo starszy już wstał, Natka jest nieprzytomna...a chodzą spać najpóźniej o 21...
zaczyna się, buziak, łaskotanie, wesołe jest życie staruszka haha...mamo przestań to śpiewać!!!!!kiedy nie mogę, mój ojciec zawsze budził mnie w ten sposób i doprowadzał do szału...robię to samo, nawykowo, śmieszy mnie to i dodaje energii...
szybko, szybko, szybko, dzieci powoli się ubierają, szybko chrupki na mleku, szybko kanapki,picie, strój na wf...wszystko spakowane, dzieci myjcie się!!!czesanie, tego nie lubimy z Natalią najbardziej, bo zawsze ją boli, a im bardziej się staram tym bardziej boli...dzisiaj jeszcze wiązanie krawatów, białe koszulki, bo apel porządkowy, najgrzeczniejsi dostają dyplomy...szybko, zęby umyć i oczy...ubierajcie się!!!czapki, bluzy, szaliki, kurtki, buty, w biegu jeszcze rękawiczki...Natalia plecak, Kacper ma za krótki pasek do spodni...boli gardło-tabletka... 7.30- szybko, wyjazd!!! jestem jak poganiacz, kontroler jakości, dozorca, sprawdzam czy mają drugie śniadanie, poganiam, pośpieszam, czasami muszę się wydrzeć...7.35 jedziemy...7.45 do zobaczenia po szkole, uff...znowu się udało, odjeżdżam, a oni dźwigają swoją przyszłość na plecach...codziennie mam wyrzuty, codziennie czuję, że za szybko, budzić ich wcześniej? próbowałam czas wyszykowania ten sam...i na to moja kochana szwagierka oświeca mnie dziś,po nocy w naszym domu i poranku-Ja ich podziwiam!!! oni mają niesamowity czas, ja stara baba nigdy nie mogę się tak szybko zebrać...:) wyrzuty mam, ale też bunt, że musimy na tą 8 zdążyć, że przecież poświęcamy całe popołudnia na zadania domowe,  że przez to czasu na zabawę i przyjemności nie ma, że ta szkoła to nas rozdziela i w ogóle jakby miło nie pracować i nie chodzić do szkoły, ale te czasy już nie wrócą:) i dobrze, bo zaraz znajduję plusy!! czuję się świetnie, bo się realizuję, dzisiaj Natalia odbiera swoją pierwszą nagrodę z rąk Dyrektora i na apelu będzie przed całą szkołą, zajęła 3 miejsce w konkursie plastycznym na najładniejszą ozdobę świąteczną!!ze wszystkich klas 1-3 ( w tym 8 klas pierwszych!!) , że Kacper już sam rano wstaje z własnym budzikiem, że jeszcze bardziej czekamy na święta i wspólne chwile!!
Mamy na co czekać, bo wyjeżdżamy do pensjonatu do Szklarskiej Poręby na święta!!! Pierwszy raz od 13 lat nie będę stała przy garach, spełniam swoje marzenia o świętach w górach, czuję się bardzo szczęśliwa i odczuwam ogromną wdzięczność za to, że mogę sobie na to pozwolić:)
W prezencie dla rodziny zrobiliśmy sobie sesje świąteczną!! Będą mieli nas przy sobie na fotografiach, a my zajmiemy się z Tomaszem rekonstrukcją naszej rodziny!! My, dzieci i 4 dni wolnego:)












Tak to był mój pomysł:) wszyscy patrzyli na mnie jak na wariatkę, ale powiem Wam, że ta godzina, w której byliśmy tylko my, była wspaniała:) Znowu czuję, że żyję:)
a teraz szybko, szybko do pracy:)
Buziaki i Miłego dnia!!!!
Basia

czwartek, grudnia 04, 2014

czas oczekiwania

Nadszedł czas, który uwielbiam:) Nie lubię Bożego Narodzenia!!! Nie lubię i już...sama Wigilia jest dla mnie bardzo trudnym czasem, zawsze będzie...jednak uwielbiam grudzień za jego świąteczną magię. Święta w listopadzie mnie drażnią, ale w grudniu już nie! W grudniu mamy kalendarz adwentowy z zadaniami, w grudniu szykujemy się na święta...są ciasteczka, są ozdoby, kartki dla najbliższych, są spotkania z przyjaciółmi i czas kolęd. Co najważniejsze to prezenty i św. Mikołaj.  Kacper w Mikołaja już nie wierzy, została tylko dziecięca wiara Natalki i dzięki niej mamy w domu jeszcze tą Magię!
Młody zbuntowany nie napisał w tym roku nawet listu do Mikołaja. Za to Mikołaj napisał do niego i dzięki Poczcie Polskiej synuś dostanie list z Laponii. Może jeszcze choć na chwilę zasieję w nim ziarnko wiary.  Natalka jak mróweczka ciągle szykuje jakieś ozdoby, w domu, w szkole, w świetlicy. Wszystkie ozdoby wyprodukowane w świetlicy muszę wykupić na jarmarku świątecznym w szkole!! robi tak piękne rzeczy, że inaczej się nie da:) List do Mikołaja pisała razem z komputerem i wujkiem google - prezenty dla siedmiolatki...ehhh:)
W poniedziałek robiliśmy ciasteczka dla Świętego, niech ma grubasek:)

Przepis bardzo prosty:)
1,5 szklanki mąki orkiszowej
jedno jajko
2 łyki oleju
łyżeczka proszku do pieczenia
szklanka cukru trzcinowego
Zamieszać, wyrobić, rozwałkować, piec aż się zrumienią w 160 stopniach.
Posypać cukrem pudrem z cynamonem:)
Pyszne do kawy i herbaty:)

z naszych rozmów:
Mamo przecież nie ma Mikołaja, dlaczego nas oszukujesz?
Kacper wcale Was nie oszukuję, bo ja w niego wierzę! fakt nigdy go nie spotkałam, ale wierzę, że istnieje, w naszych sercach przecież jest. To Twój wybór czy chcesz w niego wierzyć, masz 10 lat i sam możesz wybrać, czy chcesz mieć piękne, magiczne święta, czy wolisz być smutnym i nieszczęśliwym dzieckiem, które nie czeka na prezenty i nie czuje magii świąt. To Twój wybór!!
To ja się zastanowię:) ok. synu:)

I tak Młody myśli podjadając ciasteczka dla Mikołaja:)



Powstają też nowe wianki:) jeszcze powoli, ale już są:) oto pierwszy, który już czeka na swoją właścicielkę i się stroi dumnie:)





Życzę Wam zatem jak najdłuższego czasu oczekiwania, dla mnie ten czas jest radosny o wiele bardziej niż same święta, czas dla bliskich i dla siebie, bo potem to tylko gonitwa i zmęczenie i żal, że to już a tak długo na te święta czekaliśmy...
Miłego dnia:)
Basia

czwartek, listopada 27, 2014

Plan B

Dla mnie jesień to barwy, szelest liści pod stopami, poranki we mgle i czas spędzony z rodziną. Chociaż tego czasu wolnego coraz mniej to i tak najprzyjemniejszym momentem jest wspólna kolacja i śmiech dzieci. Opowiadamy sobie całe dni, czasami sobie dogryzamy, żartujemy, dzieci maja swoje głupawki, czasami milczymy i zastanawiamy się co będziemy robić w weekend.  Zmienia się nasz wspólnie spędzony czas, bo Kacper chętniej goni do kolegów, Natka jest jeszcze taką moją przytulanką i sama siada na kolanka. Szkoła i nauka pochłania prawie całe wieczory, czasami sił brakuje na książkę czy dobry film. Pod nogami pałęta się pies, a na jesień wraca do domu kot. Ostatnio dzieci zapytały mnie o to dlaczego tak chętnie lubię wyjeżdżać z domu, skoro dużo jestem poza nim. Dlaczego nie wolę z nimi pograć cały dzień na xboksie albo oglądać telewizje. Odpowiedź była z mojej strony bardzo szczera, bo ja tworzę nowe wspomnienia, nowe zwyczaje, nowe szlaki...Generalnie mam już sercu spokój, jednak dopiero w miejscach nowych czuję się wolna i chce mi się żyć na 200 procent. Wracam potem do domu i karmię się tymi nowymi doznaniami, wyciągam kubki z Wieliczki i robię pyszną kawę z Jeleniej Góry, piję winko z Lwówka Śląskiego i oglądam ryciny ze Srebrnej Góry, myślę o serniku z Krakowa i oscypkach z Wąwozu Homole...i tak mam naładowane baterie na kolejne dni...zamykam oczy i jadę konno po Pieninach, siedzę przy palenisku w Jaworkach i marzę o przestrzeni, koniach, uśmiechach i sama się śmieję. Ktoś mądry kiedyś mi powiedział, że żeby uleczyć duszę trzeba kupować nowe wspomnienia, że nie kupno nowych spodni czy sukienki, ale właśnie obrazy mnie wyleczą i tak się dzieje...dlatego wszędzie gdzie jestem przytulam się do drzew, całuje chmury i staje się sobą...
Jesień oprócz pięknych barw jest też ciemna i dołująca, długie wieczory i ciemne poranki nie mają za sobą zbyt wiele optymizmu, jednak znalazłam swój plan B na życie, wdrażam go codziennie, poćwiczę jogę, pójdę na spacer, zjem owsiankę i spotkam się z przyjaciółmi, a gdy to nie pomaga planuje wyjazd poza Wrocław. Nasze życie nie zależy od nas, wiem to z własnego doświadczenia, wiem też że tragedie są w każdej rodzinie, wiem jednak też to, że jak przeżyję każdy kolejny dzień zależy ode mnie. Robię postępy, bo jeszcze rok temu na pytanie jaki będę miała dzień odpowiadałam, że pewnie trudny, stresujący, przykry dziś odpowiadam zobaczymy co się wydarzy na tą chwilę jest dobrze. Jeszcze rok temu planowałam najdalej dwa dni do przodu teraz mam już zaplanowany cały miesiąc z góry, za rok o tej porze mam zamiar być o wiele wiele dalej.

Jesienne prace w tym roku to przede wszystkim róże, często po prostu prezenty, czasem chęć pracy...kolory ostre i ciepłe, rozgrzewające na jesienne mgliste dni...















taka jest moja jesień, gorąca, czasem rozmyta, przebarwiona, ciepła, oswojona...

poniedziałek, listopada 24, 2014

Jeszcze jesień, czyli Dzień Jeża i plan na zimę:)

Dopinamy projekt, którym już się niedługo pochwalę:) tak naprawdę to już nie mogę wytrzymać:) jednak muszę jeszcze chwilę poczekać:) a potem wszystko Wam opowiem. Bynajmniej to spełnienie moich najskrytszych marzeń jeszcze z czasów liceum. Do tego wszystkiego projekt realizuje mój kolega z czasów szkoły średniej, spotkany po latach niesamowity człowiek:)
Tymczasem cały czas coś się dzieje, właściwie same dobre rzeczy, nie ma czasu na nudę, za to jest dobra zabawa i masę uczuć:)



Dotarło do mnie, że już bardzo dawno nie robiłam zdjęć, że mój aparat leży sobie gdzieś, nawet nie wiem gdzie...że jeszcze nie zabrałam się za ogród, że nie mam pomysłu na prezenty...czy to ważne w obliczu tego, że jestem szczęśliwa? że mogę leniwie rozłożyć się na kanapie i z dziećmi pooglądać bajki? pośmiać się i poprzytulać?

Herbata z cytryną i miodem zdominowała nasze życie, piejmy ją teraz litrami...grzane wino próbuje wyjść na prowadzenie, ale zdrowy rozsądek tworzy barierę nie do przejścia:) Bynajmniej kto raz spróbuje mojego wina, wraca do mnie prosząc o jeszcze:)

Mój Grzaniec:
winko- ja kupuję najtańsze czerwone wytrawne lub półwytrawne, czasem też półsłodkie...
Do tego oczywiście pokrojona w małą kostkę pomarańcz, sok z cytryny wg. uznania, cynamon, goździki, imbir, szczypta kardamonu i miód:) doprowadzić to do wrzenia, ale nie gotować. Czasami dodaję jeszcze jabłko, ale w skórce. Owoce nadają się do wyjedzenia:) mniam
Najlepiej smakuje w miłym towarzystwie, w zimowe długie wieczory z muzyką w tle albo podczas rodzinnych gier np. w scrabble i jenge. Zawsze należy podać zbyt małą ilość, to niedosyt powoduje, że można pić grzane wino całą zimę:)


Od czterech lat mam w salonie przygotowane miejsce pod kominek...ale kominka nie będzie, kupiłam piec wolnostojący  potocznie zwany kozą:) czekamy aż producent zechce go nam przywieźć:) plan na zimę to nauczyć się rąbać drwa:)

Plan na zimę cieszyć się każdą chwilą:) Dobrze się bawić i wyciszać:)

Ja o zimie, ale przecież jeszcze mamy jesień:) a jak jesień to mamy Dzień Jeża!! Nasz już śpi, ale jeszcze na początku listopada Tuptuś tupał po ogrodzie i drażnił się z Rafii, zawsze około 22 pojawiał się przy nas. Bardzo mnie to ucieszyło, że zamieszkał z nami, teraz prawdopodobnie śpi pod tarasem, gdzie naleciało pełno liści  i nie wejdzie pies.  Wczoraj zabrałam całą rodzinkę na Dzień Jeża, gdzie Megi miała wykład o tym jak stworzyć bezpieczny ogród dla jeży. Były też atrakcje dla dzieci, tort w kształcie jeża i Jarmark Bożonarodzeniowy za oknem. Wcale nie czułam jeszcze nadchodzących świąt, mentalnie byłam jeszcze w ogrodach Gosi, która zabrała nas do lata pokazując piękne zdjęcia ogrodów. Kacper zabrał ulotki od Ekostraży i postanowił opowiedzieć dzieciom w klasie na godzinie wychowawczej o jeżach:) Natalka namiętnie przez cały czas malowała jeżyka i wcinała jeżową babeczkę. My zanurzyliśmy się w fotelach i daliśmy porwać Gosi:)  Potem obeszliśmy Rynek dookoła i uciekliśmy do domu, bo choć czekamy na święta to jeszcze chcemy na nie poczekać:)
Natka -fryzura jak zawsze genialna po czapce:) Zdjęcia z telefonu więc jakość słaba, ale są:)



 Miłego dnia:)

poniedziałek, listopada 17, 2014

Projekt Egoistka

Jesień dobiega końca. Na wrocławskim Rynku już rozkładają Jarmark Bożonarodzeniowy, który uwielbiam. Jednak chciałoby się jeszcze zatrzymać złote liście na drzewach...w tym roku jesień minęła bardzo szybko, zbyt szybko. Sposób na jesienną chandrę każdy ma inny. Jedni opychają się czekoladą:) też tak mam, inni wychodzą na spacer- czasami też tak mam, jeszcze inni czytają książki -bardzo często tak mam. Jednak chyba nic nie ma lepszego niż miłość:) moje dzieci dają mi jej czasami, aż nadto jednak równie często mi to uczucie kochania zabierają..Każdy 10 latek i 7-latka myślą  i czują już bardzo indywidualnie...to już nie zawsze są moje myśli, moje słowa, często już moje dzieci nie są moim odbiciem. Zaczynają myśleć po swojemu, a ja w tym wszystkim jestem już domieszką...Wymiana zdań ze starszym synem ostatnio jest dość intensywna, dochodzi bunt w stosunku niemal do każdej wartości...dlatego często te nasze jesienne wieczory są długie, często burzliwe, zawsze jednak przepełnione miłością. Złapałam się na tym, że kiedy zasną delektuje się ciszą, która jest gwarantem spokoju, godzina bez " mamusiu, a dlaczego? albo mamusiu pomożesz? albo mamo zapomniałem zrobić zadania...nie rozumiem, pani nam tego nie kazała, zaraz to zrobię, nie jestem jeszcze zmęczona..."i tak dalej, taka godzina ze świecami , spokojną muzyką w tle, dorosłym kompanem u boku, który wysłucha, podpowie, wyśmieje problem, taka godzina jest bezcenna...
Dzisiaj chciałabym opowiedzieć Wam o fantastycznej książce. Nigdy nie byłam fanką poradników. Jednak po śmierci męża namiętnie zaczęłam poszukiwać siebie i tak trafiłam na PROJEKT EGOISTKA.  Zakupiłam książkę i ona zmieniła moje życie. Niemal się z nią nie rozstaję.  Nauczyłam się dbać o siebie, wsłuchiwać się w swoje potrzeby, walczę ze strachem, zaczęłam ćwiczyć jogę regularnie, inaczej gotuję.  13 grudnia we Wrocławiu odbędą się warsztaty we Wrocławiu, na których oczywiście będę.
Zakupcie książkę, jeśli coś w Waszym życiu nie gra, szukajcie warsztatów w swoich miastach, dobrze z pełną świadomością zrobić coś dla siebie. Po warsztatach oczywiście napiszę Wam o swoich odczuciach! http://sklep.projektegoistka.pl/produkt/ksiazka/ dochód z zakupu książki autorzy przekazują na leczenie Tomasza Skalskiego.

W ramach tego projektu dziś zaczynam 30 dni z jogą. Każdego dnia 30 minut jogi, 30 minut medytacji- czyli godzina czasu tylko dla mnie:)
Buziaki Basia

poniedziałek, listopada 03, 2014

tożsamość

Minęły chyba najbardziej znienawidzone przeze mnie od lat święta...nie płakałam, cieszyłam się tymi co żyją, kochałam, tuliłam i śmiałam się...płakała Natalka, smucił się przez chwilę Kacper...te święta z premedytacją poświęciłam mojej mamie. 22 lata temu odeszła, długo chciałam wierzyć, że nas opuściła dla wspaniałych podróży albo przystojnego nowego faceta, śniłam o tym jak ma nową rodzinę, jak wraca po latach by z nami porozmawiać...to tylko sny...całe dzieciństwo niemal wyparłam...nie wiem o sobie nic...tato nie pamięta zbyt dużo, zresztą mało go było kiedy ja rosłam, był za to obecny po wszystkim i przez całe moje życie od  mojego 13 roku życia. Nie pamięta jednak jak jadłam i co lubiłam, kiedy zaczęłam chodzić, jakie było moje pierwsze słowo, nie pamięta mojej ulubionej sukienki ani przytulanki...ja też nie pamiętam, siostry również, a przecież to dla człowieka ważne, ja pamiętam wszystko z wczesnego dzieciństwa moich dzieci...o sobie nie wiem nic...tato za to pamięta mojego pierwszego chłopaka, pamięta mój upadek z konia, bo stał obok, moją maturę  i ślub ... to ja też pamiętam. Natalka rozpacza, że nie pamięta tatusia...a tak by chciała, żeby wrócił, ocierałam jej łezki i tuliłam tak jak mało kiedy ktoś po śmierci mamy tulił mnie. Tak bardzo wiem co czuje, tak bardzo chciałabym, żeby moje dzieci miały lepiej...pojechałam w sobotę do taty, zjedliśmy wspólnie obiad, ciasto, herbatkę, a potem zrobiłam coś czego nigdy jeszcze nie zrobiłam...z kredensu wyjęłam stare zdjęcia i szukałam mamy...trzy zdjęcia jak byłam malutka, trzy zdjęcia jak miałam 8 lat...kilkanaście jej zdjęć z młodości, ślubne rodziców. Siostra i dzieci, tato patrzyli na mnie ze strachem, wśród nich były również moje zdjęcia  z malutkimi dziećmi, zdjęcia z mojego ślubu...nie zawiesiłam się na nich, bo je mam w głowie, szukałam mamy, dzieciństwa, swojego śmiechu, zapachu pieczonego ciasta, kompotu z rabarbaru, grzybobrania, potwierdzenia tych paru wspomnień w mojej głowie...po co piszesz bloga, po co tak intymnie? dzieci...niech one chociaż mają potwierdzenie jak bardzo je kocham...

poniedziałek, października 13, 2014

Jesienna Panna Młoda

Ostatnio zawitałam u Joli Supel na warsztatach pt. Jesienna Panna Młoda.  U Joli jak zawsze cudowna atmosfera i fajne dziewczyny. Jola ma fantastyczne pomysły. Robiłyśmy jesienny bukiet dla Pani Młodej, butonierkę dla Pana Młodego oraz grzebyk do włosów dla Młodej. Moje barwy, moje ulubione kolory i nowe pomysły:)  te bukiety, które stworzyłyśmy są potwierdzeniem, że nie zawsze musi być kulka z róż :), choć i te bardzo lubię:)








buziaki :)

piątek, października 10, 2014

Filiżanka...

Chciałabym znowu kiedyś usiąść z kubkiem herbaty i nie wpadać w zadumę...skoro jednak kubek wprawia mnie w zadumę ( można zwalić na coś, prawda?) zakupiłam filiżankę. W sumie dwie, bo przecież picie herbaty czy kawy z kimś to czysta przyjemność...Filiżanka biała, czysta, znanej firmy,wygodna i daje poczucie wyjątkowości. Dawno nie piłam herbaty z filiżanki. Teraz kubek został odstawiony na właściwe sobie miejsce na półce pełnej kubków. Nie jest samotny, ale odpoczywa, wie że kiedyś będzie mógł mnie jeszcze nie raz wprowadzić w zadumę.
Drugie życie, które już prawie oswoiłam dało mi coś fantastycznego, wymuszoną zmianę nawyków. Zmieniłam chleb, wodę, zmieniłam myślenie, ton głosu, styl ubierania, paznokcie...zamieniłam kubek na filiżankę. Tym samym tworząc nową tradycje picia herbaty o każdej porze dnia i nocy, często piją ją własnie w nocy. Jesienią o noc nie trudno, zatem zaczynam dość wcześnie.  Zmiana nawyków wyszła mi bardzo na zdrowie, zarówno psychiczne jak i fizyczne. Do czego właściwie piję? bo przecież nie samą herbatę i jej właściwości mi chodzi. Sama przed sobą i Wami:) pragnę stwierdzić, że teza o której wszyscy mówią, że starych drzew się nie przesadza jest mylna.  Czas na zmianę jest zawsze dobry bez względu na wiek, czasem tylko nasza sytuacja jest niesprzyjająca. Daleko szukać nie muszę, miałam ten przykład koło siebie od 10 lat, jednak byłam jak inni schematyczna i oceniałam go źle. Mój tata po ponad 40 latach pracy, stwierdził iż ma dość. 10 lat temu pozamykał biznesy i przeszedł na emeryturę. Od rana do nocy według nas oddawał się błogiemu lenistwu. Finansowo mógł sobie na to pozwolić, bo się zabezpieczył. Tyle, że my czyli córeczki, rodzinka, przyjaciele nie mogliśmy tego zrozumieć. Facet 59 lat i siedzi w domu. Nawet ja mimo wielu lat w domu z dziećmi nie byłam w stanie spojrzeć na to inaczej. Postanowił jednak i tak się stało. Nie muszę Wam mówić jakie oburzenie to wywołało. Dziś widzę, że on jest szczęśliwy. Ma trzy psiaki, ma kota, gołąbki, kurki, ule z pszczołami i teraz sam buduje stajnie dla konia. Jest szczęśliwy hodując swoje pomidorki i ogórki, a przecież już nie musi wstawać co rano do pracy, bo jak powiedział swoje wypracował. Jadę do niego po tych 10 latach i widzę 69 letniego dziadka z psami i kotem, z moimi dziećmi, rozgrzebaną stajnią i mówię mu taka chcę być jak Ty!! Umieć zmienić swoje życie na lepsze, spokojne,powolne, może troszkę nudne, ale dające siłę. Nie nie marzy  mi się emerytura, marzy mi się tylko to bym jak mój tata potrafiła postawić na siebie kiedy tego moje ja potrzebuje. Mam nadzieje, że nie daleko spadło jabłko od jabłoni.











Miłego dnia:))