czwartek, lutego 21, 2013

Domowe przedszkole


Pamiętacie "domowe przedszkole"?  rok 1986, mam sześć lat, nie chodzę do przedszkola, wychowuje się w sklepie moich rodziców. Na tyłach sklepu znajduje się mały pokoik, w którym spędzam dzieciństwo oraz mały ogródek z czereśniami i kamieniami do wspinaczki...cudne miejsce, choć dosłownie za płotem jest przedszkole i dzieci. Mam je na wyciągniecie ręki, jednak nie bawię się z nimi, nikt nie zapisuje mnie do przedszkola, mama jest dla mnie całym światem, jedynym który znam i klienci ... W pokoiku na zapleczu stoi czarno-biały telewizor, a  nim codziennie rano oglądam "Domowe Przedszkole", moja namiastka przedszkola...Właśnie tam pierwszy raz w życiu zobaczyłam masę solną. Pani wraz z dziećmi robiły jedzenie z masy solnej. Mama również zrobiła je ze mną!! Pamiętam ten dzień!! Była chyba jesień albo zima, było szaro, mało ludzi przychodziło do sklepu, miałyśmy czas dla siebie. Powstały chlebki i bułeczki, mama pomalowała je tak farbami, że chciało się je jeść.  Natalka jest już prawie zdrowa, zostały tylko malutkie kropeczki, nudzi się w domu zwłaszcza, że brat wrócił do szkoły. Postanowiłam zrobić z nią troszkę bułeczek, ale mała Zosia Samosia, kazała mi się zająć Aniołami i sama wykonała tyle pyszności:)


wtorek, lutego 19, 2013

Chwile


Chwile są ... 


albo bywają ...


czasem 5 minut jest tą chwilą, która ratuje wieczność i przylatują anioły...


tylko po to by wieczność trwała w nieskończoność...


i tak mijają dni...

ćwiczę przesłonę i ekspozycję, czyli tryb manual w moim kochanym aparacie...
wiosny chcę, wiosny...

niedziela, lutego 17, 2013

Kocie akcenty

Leżenie można zawsze jakoś spożytkować :)
Dzień Kota, Boczek najadł się i powędrował świętować:)
Kiedy tak się leży i czyta, ogląda, rozmawia, gra i tak dalej robi się dziwne rzeczy:
tak powstał mój kot, ubranko na telefon:) z cyklu " Basiu, kochana żonko schowaj to!" i z cyklu "Mamo zrobisz mi takie samo?"






Boczek mój wierny towarzysz wieczorów w fotelu, pyrkający kot mądrzejszy od psa:)
tylko fotek nie lubi oj nie:)

Wszystkiego najlepszego Kocie:)

czwartek, lutego 14, 2013

Poradnik pozytywnego myślenia

Rehabilitacja ma to do siebie, że mogę wyjść z domu mimo choroby dzieci. Dzieci, bo teraz  dwa razy bardziej choruje Natalka. Kobiety zawsze mają gorzej, moje maleństwo jest trzy raz bardziej wysypane niż Kacper...dziś prawie w nocy nie spałyśmy...ale wczoraj miałam dzień dla siebie...
Dostałam wolny dzień i pozwolenie od dzieci, na późny powrót. 6 godzin tylko dla siebie, masaż, ćwiczenia, kino, kawa,przyjaciółka i sam na sam z myślami.

Dziś pragnę wam polecić piękny film, który idealnie wpasował się w dzisiejszy klimat.

"Poradnik pozytywnego myślenia", film Davida Russela.



Mówi Wam coś tytuł  "Kac Vegas" słynna już komedia o wieczorze kawalerskim, właśnie tam pierwszy raz zobaczyłam aktora, który w "Poradniku "gra główną rolę, Bradley Cooper, bo o nim mówię tym razem skradł moje serce!! Bardzo trudna rola człowieka po załamaniu nerwowym, który niemal całkowicie stracił swoje życie. Film ukazuje nam  codzienną walkę Pata- o siebie, o swoją wolność, osobowość, żonę, rodzinę...i jak to w życiu bywa pojawia się obok niego podobnie okaleczona i poturbowana przez życie Tiffany, grana przez Jenifer Lawrence.
Normalni ludzie, którzy boją się wariatów, nie rozumieją ich, nie chcą i Ci co w nich wierzą, najbliżsi, mamy, tatusiowie z błędami. Kryzys ludzi bez pracy, kasy, kryzysy małżeńskie...skąd my to znamy? Z życia wzięte. Każdy z nas ma bowiem w sobie coś z wariata. Czy przyznam się do słabości, jeśli powiem, że łzy mi ciekły na koniec? Stara prawda, ale jaka aktualna? Najbardziej kocha Cię Twoja rodzina, Twoi bliscy i co najważniejsze dobrze dobrana druga połowa i do tego nikt nie jest idealny!
Zapomniałam dodać, że gra jeszcze absolutnie cudowny Robert de Niro, jest też muzyka i codzienna szarość...zastanawiam się czy jak zacznę biegać w worku po ulicach ktoś będzie się za mnie po tym filmie śmiał? Idźcie!! Excelsior!!


Wczoraj bawiłam się również w amora:) Musiałam jechać do szkoły Kacperka i wrzucić jego walentynkę do skrzyneczki!! Mój synek od dwóch lat kocha się w koleżance w klasie, jest stały w uczuciach;) Wczoraj też mój mały mężczyzna skończył pierwszy tom Narnii!! przeczytał ją zupełnie sam i jestem z niego mega dumna!!

Kocham książki!!
Kocham kawę!!
Kocham dobre wino, las, kwiaty!! 
Kocham moją rodzinę i moją drugą połowę, nawet zimę kocham, choć wiosnę chyba bardziej:))
Udanych Walentynek!!

Basia



poniedziałek, lutego 11, 2013

Nowy mieszkaniec naszego domu!!

Nie tak znowu dawno temu i w dodatku nie bardzo daleko, żyła Wróżka. Nie była dobra. Nie była zła. Ot! zwyczajna wróżka. Robiła co w jej mocy, by dobrze czarować i ogólnie się starała. Rzadko jej coś wychodziło.
Pewnego dnia znalazła kłębek puchu i strzępki materiałów. Na oko nic szczególnego-jednak szmatki te szczególnie przykuły uwagę Wróżki. Odnalazła, więc swoje magiczne nożyczki i szpilki. z najbardziej odległego kąta swojej pracowni wyciągnęła nawet magiczną maszynę do szycia. Kiedy wszystko było przygotowane zabrała się do pracy. Potrzebowała oczywiście szczyptę magicznego pyłu. Najpierw spod nożyczek, a później spod igły sypały się złociste iskierki.  
Po kilku godzinach okazało się dlaczego te strzępki wydały się Wróżce szczególne. Wyłonił się z nich leśny skrzat, który nie tylko ożył, ale natychmiast  opowiedział Wróżce jak to się stało, że został zaklęty. To zły czarownik rzucił na niego urok i sprawił, że Fryderyk- bo takie nosił imię-był uwięziony w filcu i puchu. Na całe szczęście Wróżka poradziła sobie z tymi czarami.
Wprawdzie opowieść Fryderyka tak wzruszyła Wróżkę, że aż uszyła mu dwa lewe buty, ale skrzat zapewnił ją, iż wcale mu to nie przeszkadza. Był tak szczęśliwy, że znów może chodzić i mówić, że nawet nie przejął się tym zbytnio, że troszkę się zmienił.

tekst Barbara Palewicz-Ryży

Taki piękny list otrzymałam jakiś czas temu wraz z paczką, w której przybył do mnie mój wymarzony Fryderyk!!
Basia była tak miła, wręcz kochana, iż zrobiła dla mnie i moich dzieci naszego własnego Fryderyka. Od tego czasu skrzat zamieszkał w kuchni i towarzyszy nam każdego dnia. My wracamy do zapisanych opowieści i dobrze się przy tym bawimy. 

Dziś jest  Ogólnopolski Dzień Dokarmiania Zwierzyny Leśnej

Jest to dobra okazja by wybrać się do leśniczówki albo 

poczytać dzieciom bajkę o skrzacie Fryderyku 

 a tak prezentuje się nasz Fryderyk-osobisty!




Został też przyjęty uroczyście przez jedną z lalek Natalii, która tu występuje w kreacji wykonanej przeze mnie:)



Pragnę bardzo podziękować Basi za taki cudowny prezent. To niesamowite uczucie dostać do ręki własny wytwór wyobraźni!! 
Wiem, że Basia wykona Wasze każde zamówienie od cudownych kolczyków na szydełku po chustkę, czapkę, sweter, aż po skrzata leśnego. Zapraszam zatem do niej na www.druterele.blogspot.com
a do poczytania zapraszam na http://www.trelemorele-bajkicichograjki.blogspot.com/2012/01/rozdzia-piaty-fryderyk-i-pierwszy-snieg.html

Miłego dnia!!
Basia

sobota, lutego 09, 2013

Serduszko

Dwa miesiące  temu kupiłam w sklepie z suszem egzotycznym te suszone kwiatostany... Myślę, że to suszone kwiatostany, bo  opakowanie nie nosiło żadnego opisu i tylko można gdybać co to takiego...leżała ta paczuszka i czekała. Koncepcje miałam w głowie, coś tam sobie naszkicowałam i zaczęłam pracę. Kilka podejść do pracy w pierwszym zadaniu nadać słomianej bazie kształt serca. Koło rozcinamy i formujemy serducho, związujemy porządnie, aby się nie rozpadło. Należy przygotować sobie kilka lasek kleju na gorąco i pistolet. Czerwone serduszka do przełamania szarości i brązów. Należy mieć też około 3 godzin wolnego czasu:)










Pozdrawiam wszystkich kochających i kochanych:)

piątek, lutego 08, 2013

Gabinet wróżb i kawa, bez fusów...

Kiedy dopada Cię taki dół, że lej po bombie atomowej to mały pikuś...przychodzi odsiecz!!!
Siostra!! Jaka jest prawdziwa definicja rodzeństwa? mnie siostra wychowała, chodziła na moje wywiadówki, kupiła pierwszą szminkę, trzymała kciuki za moją maturę, radziła zawsze kiedy jej potrzebowałam i pomagała mi tysiące razy wyjść z opresji...
Przyjechała i dlatego wyszłam dziś z domu i dlatego piłam pyszną kawę i dlatego wróciłam do domu uśmiechnięta i gotowa na kolejny tydzień z ospą:) 
Kiedy patrzę na moje dzieci marzy mi się, aby zawsze tak jak my mogli na sobie polegać, aby kochali się i mówili sobie zawsze to co myślą, aby nic i nikt ich nigdy nie rozdzielił...
Jaka jest Wasza definicja rodzeństwa? dla mnie siostra jest kimś więcej niż tylko krewną, to przyjaciółka i opoka w trudnych chwilach od dzieciństwa, aż po dziś dzień:) choć czasem bywa upierdliwa:)))) bardzo ją kocham:)
Dzięki za kawę:)
A w Galerii Dominikańskiej wiosna!!:)

Od dziś bardzo ciekawa w formie wystawa : Tajemnice zodiakalnych żywiołów, niestety zdjęcia z telefonu(bo oczywiście nie zabrałam aparatu:( ), ale może warto się wybrać? Mnie oczarowały obrazy i tworzące dywany piękne kwiaty. Galeria o 9 rano nie była wcale pusta, ale tylko ja tym damom cykałam fotki:)




Widok tych kolorowych postacie mocno kontrastował z szarą rzeczywistością wrocławskich ulic...

Choć znalazłam coś jeszcze:

Sam portal jest oczywiście piękną ozdobą drzwi wejściowych, ale lampa- reklama gabinetu wrób jest fantastyczna!! ile dajecie jej lat? Świat się zmienia, choć pewne rzeczy nadal pozostają w tym samym miejscu:) Pytanie chyba retoryczne, czy gabinet jeszcze w tym miejscu istnieje? czy telefon jest aktualny?

Buziaki:) Basia

ps. Kacper czuję się lepiej, ja też choć ostatnie dwa dni tylko leżałam, dziś czuję się dobrze:)

środa, lutego 06, 2013

Smaki i wspomnienia z dzieciństwa...

Smaki i wspomnienia z  dzieciństwa...
 Miały  być ferie i odliczanie na kalendarzu miało nam je przyspieszyć. Kiedy mój kręgosłup kategorycznie odmówił posłuszeństwa wydawało mi się, że to koniec świata:) jak mylny potrafi być w swych osądach człowiek dowiadujemy się zawsze kiedy na horyzoncie pojawiają się kolejne czarne chmury:)  Ospa wietrzna, dopadła nas franca jedna:) Kacper jak biedronka, drapiąca się i smuta niesamowicie...Jak w takich sytuacjach wypada, wybraliśmy się do lekarza, a tam zupełnie nowe zalecenia: żadnego smarowania pudrowym preparatem, pryskamy tylko octeniseptem, wietrzymy i nie drapiemy.  Wychodząc od młodego lekarza usłyszałam, żebym tylko nie dała się namówić w aptece na puder. Zdziwiłam się, bo co jak co, ale od farmaceuty zawsze oczekiwałam nowości...W aptece dostałam wykład od farmaceutki... poczułam się jak mała dziewczynka, pani za mną i jeszcze pani kolejna, również wyraziły swoją krytykę nowych metod lekarskich... wszystko fajnie moje Panie, ale to ja jestem matką, ja decyduję i ja powędruję z synem w piątek na kontrole. Poza tym kto kogo pytał o zdanie? Wyszłam zdezorientowana, lekarz musiał się już spotkać z tymi zarzutami  ( apteka obok przychodni), a do tego moje zaufanie do młodego, bardzo miłego lekarza, którego mój raczej nieufny syn polubił, zostało zachwiane...okazuje się niepotrzebnie, bo po dwóch dniach smarowania przepisanym preparatem ranki przysychają, a te małe nowe nie rosną!! Do tego syn już dziś prawie nie narzeka a swędzenie. Nowe- złe z założenia? Nasze schematy i ograniczanie się tylko do tego co znane czasem mnie irytują. O ile wolę tradycyjne jedzenie, naturalne nawozy, naturalne leczenie przy przeziębieniu o tyle przy takich chorobach szukam najlepszego rozwiązania, szybkiego uleczenia, nadziei na lepszy dzień...I jeszcze jedno zanim wypowiemy się jako kolejna osoba w kolejce:) zastanówmy się czy ktoś nas chce słuchać:)

Czytając dzisiaj ostatnie strony TS, doszłam do artykułu kulinarnego TESSY CAPPOni BORAWSKiej o kaszach i bardzo się rozmarzyłam. Przypomniałam sobie, jak siostra robiła mi kaszę manną z sokiem malinowym. Na moment przeniosłam się w czasy dzieciństwa, potem szybko pobiegłam do garnków i na deser zaserwowałam rodzinie zimną kaszę manną z syropem malinowym. Była tak pyszna, że nie zdążyłam zrobić cudnej fotki:) ale nadrobię:) bo jutro mam zamówienie na kaszę na ciepło!! 

 Ospa przeniosła mnie do dzieciństwa, pamiętam jak chorowałam wraz z siostrami na wakacjach. Mój syn choć choruje na feriach ma lepiej, może chodzić w długich rękawkach i nie umiera z gorąc!! Czekamy na kolejny wysyp tym razem u Natalii... Jutro kolejny dzień, który zacznę wraz dziećmi usiłując znaleźć odpowiedź na pytanie: Co dzisiaj mamy mamusiu w planach?  To nie takie proste co odpowiem...

poniedziałek, lutego 04, 2013

Trafny wybór




                              Jedynym prezentem,  dla mnie zawsze trafionym jest książka. Uwielbiam książki, choć miałam z nimi na pieńku:) Czytam od 6 roku życia, pierwszą książką jaką przeczytałam i którą pamiętam była "Dorotka w krainie OZ". Potem czytałam wszystko od Kubusia Puchatka po Pana Samochodzika, Bogurodzicę i Krainę Chichów, na książkach Daniele Stele.  Zrobiłam sobie prawie 4 letnia przerwę kiedy zaszłam w ciążę z Kacprem, by wrócić do czytania jak narkoman do uzależnienia. Teraz książki pożyczam od koleżanek, kupuję w księgarniach i wypożyczam w bibliotece. Jestem niewybredna, ale książka musi spełniać jeden warunek, czytanie jej musi mi sprawiać przyjemność, nie mogę się męczyć, nie może mnie boleć jak otwarta rana, co nie znaczy że książka ma być łatwa i wesoła czy ogłupiająca. Każda książka musi mnie pielęgnować, wygładzać jak krem oraz uzupełniać jak kartki w segregatorze...może dziwne porównania, ale tak właśnie traktuje książki.  Moi bliscy wiedzą, że kocham książki, lecz często o tym zapominają:) większa miłość ( jeśli chodzi o rzeczy materialne) dopada mnie tylko w stosunku do kolczyków:) albo robią dziwne miny kiedy mówię-książkę...no dobra jeszcze perfumy...Mikołaj jednak w tym roku pamiętał, bo podarował mi książkę taką jaką chciałam:)

"Trafny wybór" J. Rowling
 Harry'ego Pottera  poznałam i polubiłam  jeszcze na studiach, na zajęciach z literatury dziecięcej. Motyw przyjaźni w tej powieści wystarczył mi do napisania mojej pracy licencjackiej. 
Przeczytałam wszystkie części przeżywając przygody wraz młodym czarodziejem i jego przyjaciółmi, czekając na kolejne i rozgoryczenie przy następnych opasłych częściach... Dlatego też z ogromną ciekawością czekałam na nową powieść dla dorosłych Pani Rowling. Nie zawiodłam się, o nie. Jedni twierdzą, że to również odbicie naszej szarej rzeczywistości. Małe miasteczko Pagford, pomieszane ludzkie losy. Miłość, nienawiść, obłuda, znudzenie, rywalizacja, nadzieja, i wybory...ciężka książka, czasem za bardzo, czasem tak odpychające opisy, że trzeba odłożyć książkę...wspaniały prosty styl, postacie tak różne i tak bogate w przeróżne cechy, że na zawsze wpadają w pamięć. Ta książka nie kończy się z ostatnią stroną, jeszcze długo, długo pozostaje w naszej pamięci. Czytałam trzy dni i noce z przerwami na życie...przypaliłam dwa obiady. Rozpłakałam się przy ostatnich dwudziestu stronach. Utrzymało mnie to w przekonaniu, że warto było sięgnąć po tę książkę.  Choć nigdy nie miałam do czynienia z taką skrajnością jeśli chodzi o stan ludzi i to nie tylko jeśli chodzi o posiadanie i majętność, ale stan ducha i moralność, dzięki autorce weszłam głęboko w psychikę tych postaci. Wyjątkowo na początku roku 2013 pierwsza książka nie była balsamem na duszę, była dla mnie jak okulary, które pozwolą zobaczyć myśli  i pragnienia ludzkie. Była jak brakująca kartka do segregatora, wypełniła pewną lukę. Emocje, emocje...kto potrafi rozbudzić emocje jest wyjątkowym autorem... zatem polecam
"Trafny wybór" J.K.Rowling

                        Trafny wybór
ps. ferie u siostry dobiegły końca, od dziś siedzimy w domu, Kacper ma wietrzną ospę...