środa, stycznia 30, 2013

Wianek zimowy

Przesłane od Was życzenia zdrowia zadziałały. Poczułam się na tyle dobrze, żeby spędzić trzy dniu u siostry z dziećmi. No nie są to narty, kawa na wynos, ale zapowiada się super:) no i zawsze mogę się położyć do łóżka wiedząc, że dzieci są pod dobrą opieką. Dziękuję Wam za tyle dobrych słów i życzenia powrotu do zdrowia:) 
Pragnę Wam pokazać dziś wianek, który co prawda powstał w Boże Narodzenie, dosłownie w wigilię, ale nie koniecznie jest to dekoracja tylko na święta. Wianek zimowy tak go nazwałam, spokojnie może gościć w naszym domu cały rok. Owoce bakuli, wybielane, kulki ratanowe, orzec włoski oraz szyszki modrzewiowe.  




Powstała jeszcze taka choineczka:) mała na stolik obok łóżka i żal się z nią rozstawać:)



Miłego dnia:)

niedziela, stycznia 27, 2013

Zima w moim oku

Obudził mnie głodny pies i jeszcze bardziej głodny kot. Śnieg pada jak szalony, mocna waniliowa kawa postawiła mnie na nogi, choć to w moim przypadku  tylko powiedzenie, bo chodzę zgięta w pół i sztywna. Noga boli mnie strasznie, choć ćwiczenia rehabilitacyjne wykonuje już prawie bez bólu. Niestety moja choroba strasznie pokrzyżuje nam ferie. Nie będzie wspólnych nart ani innych sportów zimowych...mama chora świat odwołany...dzieci opiekują się mną...najbardziej lubię przytulaski:) dzisiaj rano -11!! Z mojego fotela widać karmnik, ptaki w nim szaleją. Niestety mój obiektyw ich nie obejmuje:( za to pies siedzi w oknie i szczeka, bo albo ptaki, albo głodne sarny tuż pod jego nosem:) w tym roku stado powiększyło się o dwie sztuki, łącznie mamy 6 sarenek:) w tym dwa koziołki!! Na białym tle pól oraz ciemnych krzaków są niemal niewidoczne. Śpią w sosnach obok. Dwie sroki ciągle biją się, choć tak naprawdę bardzo się kochają!!Od czterech lat je widuję u nas na ogrodzie, zawsze jedzą sobie z dziubków. Wiosną skrzeczą i latają nad naszymi głowami.  
Cieszę się tą zimą, bo nie muszę wychodzić z domu:) oglądanie jej jest miłe z pozycji leżącego w łóżku:) Gorąca herbata, książki, filmy i gry planszowe:) czego chcieć więcej? Ja chcę- marzy mi się dobra kawa na wynos, kino, ciacho z przyjaciółką, spacer po Rynku, tańce do białego rana, zabawy śnieżkami, narty w Zieleńcu, niestety to wszystko mnie w tym roku ominie.
 Ciesząc się zimą uchwyciłam ją w kilku zdjęciach, podczas wizyty na Hali Stulecia podczas Targów. 












Świat mówi nam, że nas kocha, musimy to tylko dostrzec:)

Miłego dnia!! Poszukajcie własnych wiadomości od Świata:)

piątek, stycznia 25, 2013

Na ocieplenie klimatu-fotografia ślubna

Targi ślubne 2013 i fotograf...
Kiedy jeszcze czułam się jakoś w miarę, tzn. miałam już nóż w nodze wbijający się co chwilę samoczynnie, ale jeszcze się przemieszczałam zwyczajnie bagatelizując sprawę pojechaliśmy na małą wycieczkę.
13 stycznia we Wrocławiu odbyły się Targi Ślubne w jednym z najpiękniejszych miejsc w naszym mieście Hali Stulecia. Wybraliśmy się całą rodzinką, dzieci z tatusiem na sanki, a ja do środka na zwiedzanie. Nie robiłam fotek, bo i po co...wyszłam totalnie rozczarowana, z roku na rok coraz słabiej. Z branży florystycznej raptem jedno stoisko, z kwiatami o drugim życiu, owszem Pani posiadała dużo fotografii, ale słabo się dogadywałyśmy. Kwiaty owszem obecne na stołach hoteli i restauracji, w wazonach i kielichach tak znienawidzonych przez wiele Panien Młodych:)Teraz prawie każda restauracja ma swoje florystę i indywidualne strojenie całej sali to rzadkość. Liczą się koszty, a na dekoracjach można w ten sposób oszczędzić.  Wyszłam z ulotką, albo z wieloma ulotkami, zbierałam tylko te, które dotyczyły choć troszkę kwiatów i fotografii.. Nie wiem, ale wyszłam szybko i jakoś dziwnie rozczarowana. Wiem, że jest zima i zupełnie się nie opłaca kupować kwiatów na wystawę, wiem że wystawienie się na targach to koszty, które się nie zwracają, a mimo wszystko miałam nadzieje:) za to tancerze pięknie tańczyli, było pyszne darmowe jedzonko( zjadłam tylko kawałek ciasta:), wspaniałe samochody, przepiękne suknie i cała masa fotografów!!
W zeszłym roku ja też byłam fotografem na ślubie koleżanki. Bez żadnego kursu fotograficznego i jakiegokolwiek przygotowania robiłam młodym zdjęcia i świetnie się przy tym bawiłam:) Uznałam nawet, że jest to super praca, przy zakochanych można bowiem na nowo uwierzyć w miłość, naładować baterię na cały rok, wrócić do domu i ciszyć się z widoku męża nad talerzem zupy:)

Już dawno dostałam pozwolenie na pokazanie zdjęć na blogu, ale ciągle się nie schodziło. Jedno w tej pracy jest trudne, segregacja zdjęć. Byłam w takiej euforii, że nie potrafiłam wybrać najładniejszych zdjęć. Wszystkie mi się podobały, a oni się ciągle całowali i patrzyli sobie w oczy i jak ja miałam coś odrzucić i skasować?  Zobaczcie też jak pięknie prezentuje się Ogród Japoński na koniec czerwca. jest bajeczny i człowiek chciałby się w nim schować i nie wychodzić co najmniej przez tydzień!!











Nie robiłam bukietu dla Panny Młodej, bo ona nie wiedziała, że umiem:) Bukiet z najbardziej osławionego placu z kwiatami we Wrocławiu:)
Mam nadzieję, że ociepliłam Wam troszkę klimat:)
Basia

 Ps.
Bardzo dziękuję wszystkim, którzy do mnie zaglądają, piszą komentarze i pamiętają o mnie:)

czwartek, stycznia 24, 2013

Wersja robocza nr 6,7,8,9...

Wersja robocza nr 6,7,8,9..., bo jak zacząć kiedy ma się takie zaległości? więc zaczynam teraźniejszością...

Jak to możliwe, że uwielbiam poniedziałki, a stycznia wręcz nie znoszę?
"Wczoraj odbierając Kacpra ze szkoły tak zmarzłam, że po powrocie przez godzinę nie mogłam dojść do siebie, a przecież byłam ciepło ubrana..."-"Bo ty zmarzluch jesteś, przesadzasz troszkę, bo ja też wczoraj byłam na spacerze i wczoraj było cieplej niż dzisiaj"-podsumowała mnie najlepsza z najlepszych psiółek. Ja zmarzluch, tak właśnie zmarzluch jestem...uwielbiam jak jest ciepło i nienawidzę, kiedy mój mąż wchodzi do sypialni i pierwsze kroki kieruje wprost do kaloryfera, żeby go zakręcić. Wypadł mi dysk lub stawiając inną diagnozę przytyłam i odezwała się przepuklina, więc leżę. Kolejny tydzień, nawet spacer z psem ( dodajmy niereformowalnym spanielem, który uwielbia ciągnąć...) jest niemożliwy, bo boli. Boli bardzo, wszędzie i ciągle, a najbardziej w nodze... Jednak ma to też dobre plusy, bo ciągle ćwiczę- leżąc, specjalne ćwiczenia, mniej się objadam, choć dziwne do lodówki zawsze mam siłę się doczłapać:)leżę i czytam, gram z dziećmi w gry, przytulam się i wstaje tylko, żeby ugotować obiad, zrobić pranie, poodkurzać, zrobić lekcje, poprasować, wypuścić psa i wpuścić kota, dać Natalii syrop, a tak ciągle leżę...na podłodze i na materacu , który bez zgody męża kupiłam za zbyt duże pieniądze i bez konsultacji...tydzień się gniewał...potem zaczął kupować różne artykuły spożywcze bez zasięgnięcia opinii czy się nada...,a teraz materac z merynosów jak znalazł...jednak już nie robimy żadnych pokazów dla znajomych:) reasumując zatem nie znoszę stycznia, bo zimny, szary lecz kocham zimę właśnie taką zaśnieżoną...uwielbiam Narnię i chciałabym poznać Fauna. Zaraziłam tym Kacpra, zaczęło się niewinnie od filmów, ale w ten wtorek zabrałam go go do biblioteki, gdzie wypożyczyliśmy książkę...mały, ośmioletni chłopczyk, z ryzykiem dysleksji, z totalną niechęcią do książek i czytania na głos, przeczytał w dwa dni 40 stron!! Czyta wszędzie w bibliotece, w samochodzie, w toalecie, w łóżku i powiem Wam, że wiem teraz co czuła moja mama zdejmując ze mnie książki kiedy zasypiałam, co czuje mój mąż kiedy kładzie się obok mnie i dzieli nas okładka...mam nadzieje, że czuła to samo, bo ja czuję nieopisaną dumę. Łapie te chwilę w butelkę i modlę się po cichu, żeby to powtarzało się codziennie, codziennie, codziennie...
"Podwiń rękawki, a teraz wymieszaj składniki, dobrze Ci idzie"- "Bo ja będę kucharką"- " I co będziesz gotować?"-"mamo ble, mogłam nie chcieć tego wymieszać, mam brudne rączki...Będziesz kucharką?-Nie kelnerką.-OK." Ciasteczka wyszły pyszne, w sumie tak bardzo, że kompletnie nie liczył się ich wygląd, a rozmyły się ciut...mam już nie kupować ciastek i zostałam przegłosowana. Jak chcesz coś słodkiego to sobie to zrób, ugotuj i upiecz...czy to nie najlepszy sposób na łasucha?
Lubisz z mamusia zostawać w domu? TAK!! Dlaczego? Bo jak mi się nudzi to zaraz mówisz " może upieczemy ciasteczka?"-  dietetyk dziecięca, zapewne by mnie zjechała z góry na dół...nudzisz się -ciasteczka, smucisz się- ciasteczka, udało ci się w nagrodę- ciasteczka...wychowuję sobie kompana niedoli, w przyszłości łączyć nas w bólu będzie nie tylko zakup nowego ciucha, ale również dieta odchudzająca:) teraz Natka jest najśliczniejsza i ma cudną figurę, bo jeśli można mieć talie osy w wieku 5 lat , to ona ja ma:)
Wracając do stycznia, tkwię w tym samym miejscu co w listopadzie, bo grudzień to w ogóle wypadł mi z kalendarza, ale jest super i właśnie dziś to sobie w bardzo dziwnych okolicznościach  uświadomiłam, a zupełnie się o tym przekonałam, kiedy przy moim fotelu stał duży kubek ciepłej herbaty z miodem i cytryną, podany przez kogoś dla mnie bardzo ważnego...
ciepłej nocy i cudownego, magicznego dnia
Basi