środa, listopada 30, 2011

 Adwent....chciałabym, aby był to czas dla dzieci, czas dla rodziny i hm... staram się tylko tyle mogę powiedzieć,ale nawet napisanie listu do Mikołaja mamy opóźnione. Natalia już napisała- moją ręką:)) a Kacper musi pisać sam, pomogłam mu tylko na brudno, teraz musi więc przepisać tylko:). Prezenty u nas na Mikołaja tradycyjnie edukacyjne. Książka i mała gra w wersji turystycznej jedna mała czekoladka. Od lat dzieci dostają na Mikołaja książki, to już u nas w domu taka tradycja, przeniesiona zresztą z mojego dzieciństwa. Wieczorem odbywa się wieczór czytelniczy objadanie się słodyczami. Zabawki zapominalski Mikołaj zawsze zostawia u babci:))
W niedzielne popołudnie  kiedy wróciliśmy z Jarmarku Bożonarodzeniowego zabrałam dzieci do pracowni i zrobiliśmy wspólnie wianek adwentowy, projekt w głównej mierze mojego synka, biała wstążka to pomysł córci. Ja trzymałam pistolet:)) a oto efekty:))








"mamo, a wiesz ,że o stare zabawki też trzeba dbać? ja dbam o swoje zabawki i wiesz od dziś będę oszczędzać wodę!!"
???
"bo Pani w szkole mówiła, że trzeba oszczędzać wodę, bo w Afryce......."
   a dlaczego jak ja mówiłam to .....fajnie się śpiewa pod prysznicem do mikrofonu:))


zbieram się za te zdjęcia z Jarmarku i jakoś mi nie wychodzi...wybieramy się jeszcze raz , bo syn u Kowala zamówi podkowę, a do kasztanów jadalnych była taka kolejka......


pozdrawiam i życzę Wam ,aby ten czas Adwentu przyniósł wiele dobrych dni...
a dzisiaj w końcu wróżby:)))

wtorek, listopada 29, 2011

co tam słychać u Fryderyka?:))

Ach, mamo kiedy znowu opowiesz nam coś o Fryderyku??no właśnie?
Dziś nie ma wianków, ale powrót do skrzata:))wczorajsza bajka spisana niemal na kolanie dla potomnych oczywiście i dla wprawek literackich:))



Rozdział trzeci Fryderyk i dwie różne historie...

Zima zbliżała się nieuchronnie ,a do tego bardzo szybko. Dni były krótkie, noce coraz dłuższe,  a wieczory dłużyły się Fryderykowi w nieskończoność. Dlatego piekł ciasteczka, czytał książki ,które dostał od wuja Leona, kiedy odwiedził go w te wakacje i coraz częściej wyglądał przez okno czy czasem nie pada już pierwszy śnieg. Pewnego popołudnia kiedy już robiło się bardzo szaro na dworze, skrzat postanowił wybrać się na przechadzkę i odwiedzić rodzinę lisów, która miała norę nieopodal wielkiego dębu. Lisia rodzina  była liczna i wielopokoleniowa. W jednej norce mieszkała babcia lisica i jej córka wraz z mężem i ich trójką dzieci.Ta rodzina była bardzo wyjątkowa. Zaraz zapytacie dlaczego??otóż te lisy  nigdy nie jadały mięsa!!!żywiły się bardzo zdrowo, jadły rośliny i jagody czasem jakieś jajeczko, ale nigdy nie krzywdziły innych zwierząt. Było to związane ze starą historią ,kiedy to dziadek lis został ranny podczas corocznego polowania na lisy . Człowiek bowiem trzeciego  dnia listopada co roku obchodził święto patrona myśliwych  św. Huberta i  z tej okazji w lesie odbywało się wielkie polowanie na lisa. Tego dnia dziadek lis znalazł się na trasie myśliwych, pościg za lisem trwał parę godzin, a ranne zwierzę znalazło schronienie dzięki ptaszkom ,które zlitowały się nad nim i naskoczyły na psy czym zmyliły pościg.  Potem małe myszki ,wiewiórki i borsuki opiekowały się nim dopóki nie mógł chodzić. W tym czasie lis ,aby przeżyć jadł to co przynosiły mu zwierzaki czyli wszystko to co same jadły- jagody, ziarenka i roślinki. Stary lis był im bardzo wdzięczny za uratowanie życia dlatego obiecał, że jego rodzina już nigdy nie będzie jadła jego wybawców!! Tego dnia w norce u Lisów odbywało się coroczne przyjęcie na cześć  historii  starego lisa. Fryderyk został zaproszony do stołu i razem z lisimi dziećmi zajadał suszone owoce.  Małe lisy bardzo prosiły go o jakąś historię dlatego tego wieczoru skrzat opowiadał im różne rzeczy a między innymi  historię  zapominalskiej biedronki!!
Biedronka Ilonka latała całe dni po łące, z kwiatka na kwiatek, to tu to tam.  Na jednym z czerwonych maków spotkała swą przyjaciółkę, która aż krzyknęła ze zdziwienia –
O kochana , a gdzie Twoje kropeczki!!??? Gdzie się podziały kółka ,które Ciebie ozdabiały? Były takie piękne, czarne ,ozdobne…to do Ciebie nie podobne ,gdzieś zostawić swoje kropki…Bierdoneczko Iloneczko leć do nieba po kawałek chleba może znajdziesz swoje kropki, zostawione bibelotki…
Polatały, poszukały a wieczorem się rozstały… rankiem nasza Iloneczka wyruszyła do dzwoneczka ,ten zadzwonił, rosą łzy uronił i kropkami biedroneczkę przyozdobił ,morał taki z tej historii – nie na zawsze masz swe kropki, czasem same znikną z oczu by powrócić  i biedronkę pilnowania swoich rzeczy uczyć.


tu mieszka skrzat Fryderyk:))


a tu chodzi na spacery:))




Opowieść o biedronce powstała ku przestrodze dla mego syna:))który już trzy razy w tym roku zostawił w szkole swój strój na wf:))a o lisie jadającym roślinki hmm...chyba gdzieś kiedyś czytałam:))no cóż dziś miałam w domu lekcje tolerancji, bo dotarło do nas do domu słowo- murzyn, a ziarno  wiadomo ,aby dobrze rosło musi być zasiane:))
a i byliśmy w niedziele na Jarmarku na Rynku, mimo że planowałam iść tam w czwartek, ale jakoś tak wyszło:))było bardzooooo dużo ludzi, fotki może jutro:))
miłego dnia!!
Basia

poniedziałek, listopada 28, 2011

złoto, zieleń , czerń barwy królewskie i ścieżki ludzkie


W ten weekend moje dzieci utulały mnie niemal cały czas, jak cudownie przytulić się do małego ciałka, jak cudownie usłyszeć tęskniłem, tęskniłam...kocham Ciebie  i tylko Ciebie...bliscy dają mi ogromne wsparcie,ale bywa, że wysysają wszystkie soki życia. Jednak ostatnio dostaje od nich bardzo dużo miłości i wsparcia, a nawet pomocy...I w domu zagościł taki spokój, którego dawno nie było, wiecie taki czas kiedy nie chce się niczego ani nikogo ,bo w domu tak ciepło i bezpiecznie.  Nadchodząca pora roku ma to do siebie, że zbliża:))Nie wiem jak Wy ,ale ja mam tak, że albo kogoś lubię od pierwszej chwili, albo nie, a jeśli lubię jestem mu w stanie wszystko wybaczyć, choć potrafię się bardzo długo gniewać, aż zapominam o co się gniewałam...czasem ktoś nowo poznany daje taką moc i barwę, że zmienia Twój świat, czasem ktoś z dalekiej przeszłości wraca by dać najpiękniejszy podarunek "pewność siebie"...ja taki prezent niedawno dostałam i to od wielu osób- bliskich, dalekich, zupełnie obcych, ludzi z przeszłości  i przyszłości...teraz jedną nogą unoszę się nad ziemią,jedną tą ,która ma powiązania z rozsądkiem:)) twardo stąpam po ziemi...ale jest we mnie nadzieja i wiara w takie piękne dni....
Dzisiaj kolejny wianek ,jeden z moich ulubionych:))

złoto, zieleń i czerń modrzewiowych szyszek, barwy iście królewskie










życzę Wam wielu wspaniałych spotkań z ludźmi, którzy zmienią Wasz świat na lepszy:))
miłego dnia!!!
Basia

sobota, listopada 26, 2011

wianek z drewienkiem i szyszką-drewniany...

Wczoraj był dzień misia,więc moja mała córeczka malowała misia,czytała o misiach, tuliła każdego z 20 osobistych misiów,poszła spać z trzema wybranymi...a ten najstarszy , najbardziej ukochany dostał pampersa, aby mu było ciepło:))do tego był obiektem poezji mojej córki-

"misiu,misiu kocham Ciebie
misiu,misiu nie bądź zły,
kiedy wrócę z przedszkola ukocham Ciebie...
misiu ,misiu zjemy razem ciasteczka i pojedziemy do wesołego miasteczka:)..."


tak, ja nie mam osobistego misia z dzieciństwa, no cóż spałam z pieskiem , który zresztą do dziś jest pod moją poduszką:)ku zazdrości moich dzieci, bo każde chce go dostać w spadku!!najlepiej teraz;))


wczorajsze wróżby nie wypaliły ,doszliśmy do wniosku , że zrobimy prawdziwy wieczór w prawdziwe andrzejki i ruszyliśmy do sklepu po nowy pistolet do kleju i sam klej, bo bez niego nie ma żadnych wianków:))


Kolejny wianek jaki Wam przedstawiam, ma podobnie jak inne średnice 24 cm, jest na podkładzie słomianym i udekorowany jest - kawałkami korka, drewienek, szyszek z modrzewia i czerwonych gwiazdek:)  przypomina mi fakturą coś ,ale nie jestem w stanie tego określić, chyba runo leśne,ale po wyrębie:) jak macie jakieś propozycje to piszcie, fajnie byłoby go jakoś nazwać. zdjęcia obrabiam,ale nie poprawiam kolorów tylko ich podświetlenie i kontrast, dodaje ramkę i winietkę na brzegach. Zdjęcia robię na betonie, specjalnie posypanym igiełkami:)) ,aby nadać mu troszkę mniej surowy klimat. Wypróbowałam już masę różnych struktur do tła ,ale beton okazał się najwłaściwszy , bo nie dominuje nad dekoracją ,a ją podkreśla,przez  swoją surowość:))  miłego oglądania i dziękuje za odwiedziny  i  za to że podobają się Wam moje prace:))






pozdrawiam Basia



piątek, listopada 25, 2011

Jarmark Bożonarodzeniowy

Od dwóch tygodni szukam kogoś kto dałby mi troszkę wolnego czasu, a tu nici wszyscy cierpią na deficyt. Ostatnie dwa dni spędziłam w innym świecie, kto cierpi na migreny wie o czym mówię i bynajmniej nie jest to wymyślony globus. Wczoraj prawie traciłam przytomność, a to znak że nastąpi faktyczna zmiana pogody, zapewne na zimne!!
Dziś o godz. 17 rusza jarmark Bożonarodzeniowy we Wrocławiu!! Ja z dziećmi wybiorę się w przyszły czwartek lub piątek, kiedy wierni fani już troszkę ochłoną:))zjemy jadalne kasztany, ja będę degustować grzane winko:)) dzieci dosiądą kolejki, odwiedzimy las bajek, apotem zaliczymy szarlotkę na ciepło i gorącą czekoladę:)) taki mam plan:))oczywiście narobię fotek:))wstawię i pokażę nasz piękny Rynek:))Uwielbiam Wrocław:)) 
Jutro idziemy na zabawę andrzejkową, a dziś postanowiłam porobić wróżby dla dzieci:)) co z tego wyjdzie hm pokażę niebawem.
Bardzo się cieszę, że mój ostatni wianek bardzo się Wam podoba, dostałam dużo listów na pocztę, mam też parę dużych zamówień! więc kleje moje wianki do późna w nocy, aż mąż na mnie warczy:)wczoraj wyjaśniła się sprawa ,która spędzała mi sen z powiek i doprowadzała do obłędu, więc tym chętniej dziś zabieram się do pracy i uśmiech mnie dziś nie opuści!!! A to kolejny wianek właśnie taki jak jarmark Bożonarodzeniowy:))



a wczoraj w nocy popsuł mi się pistolet do kleju, teraz muszę się namęczyć ,aby równo przyklejać ...czekam na nowy:)
miłego dnia!!!

czwartek, listopada 24, 2011

sernikowe wspomnienia

Witajcie!!
U nas dziś mroźny poranek i piękne słońce,- 5 i szron na trawie, ziemia skrzy się pięknie. Kot walczy o miejsce w salonie, pies najchętniej poprosiłby o prywatną toytoy- kę na podwórzu,aby nie musieć wychodzić na mróz. Zima tuż, tuż...
Każdy ma swój ideał człowieka, partnera,przyjaciela, ideał na styl życia, bycia , często go też naśladujemy. Dla mnie zawsze autorytetem w prowadzeniu domu i gotowania, wychowywania dzieci i pieczenia ciast jest moja siostra:)) Kasiu:)) Pewnego dnia, na jakieś urodziny czy imieniny siostra szukała przepisu na ciasto, wiecie taka burza mózgu co by tu upiec...i ja zdrowo pokręcona studentka, nie mająca wtedy zielonego pojęcia o pieczeniu, gotowaniu, dzieciach...no po prostu o życiu... zaproponowałam-" wiesz Ty robisz taki sernik z brzoskwiniami...jest pycha." Kasia stwierdziła, że nie ma przecież brzoskwiń- "To zrób sernik z brzoskwiniami bez brzoskwiń."-powiedziałam to całkiem, całkiem poważnie tym samym przechodząc do historii  :)) i teraz jak ma być coś podobne do czegoś, ale bez czegoś mówimy o serniku z brzoskwiniami bez brzoskwiń...i nawet reklama żywca nie pobiła tego naszego stwierdzenia:))właśnie Kety po proszę o sernik:))






a naszło mnie na ten sernik, bo w mojej pracowni powstał taki oto wianek troszkę sernikowy:))









i tak mi się domowo zrobiło :))
buziaki dla Was biegnę na kawę:))
miłego dnia!! Basia


poniedziałek, listopada 21, 2011

Pralinkowy zawrót głowy



Tegoroczny kalendarzyk Twojego Stylu to psikus drukarzy ,w nim tydzień zaczyna się od wtorku!! Zlikwidowano zupełnie poniedziałki!! Zapewne ku uciesze większości czytelników, jednakże teraz wydawnictwo musi wydać kolejny kalendarzyk i ponieść wszystkie koszty raz jeszcze:) o ile rozbawił mnie ten drukarski numer, o tyle w życiu codziennym ja lubię poniedziałki:) po weekendzie w końcu odzyskuję kawałek mojej prywatnej ciszy...dzieci idą do instytucji,a ja mam chwilę dla siebie. Dlatego chętnie siadam do kawy celebrując ją dopiero po wyjściu rodzinki. Wczoraj po raz kolejny zrobiłam dla nas pralinki -przepis znajdziecie Tu . W moim domu zagościły na zawsze, ale nie byłabym sobą, gdybym za drugim razem nie zmieniła czegoś:))i tak zamiast moreli dodałam śliwkę suszoną. Uzyskałam dzięki temu kwaśną słodycz hmmm...mało się ostało...




dzisiejszy poranek umilam sobie pralinkami Ady, synek dostał do szkoły dwie sztuki ,córa dokończyła swoją w samochodzie:)) 


Wczorajszą leniwą niedzielę spędziłam w domu z rodzinką, rozpieszczając ich troszkę:)a rano powstał ten wianek hmmm w kolorze pralinki:))







Wianek ten powstał na sprzedaż jeśli jesteś zainteresowana moją pracą napisz:))






a i miłego poniedziałku!!!
Basia

niedziela, listopada 20, 2011

tradycja

Wczorajszy dzień spędziłam z dziećmi w Operze ( dziękuje jeszcze raz Agnieszce:))- na IV Festiwalu Tradycji Dolnego Śląska. Nie wiedziałam do końca czy moje dzieci będą się tym interesować, czy wytrzymają ,czy im się spodoba...ale o dziwo podobało się !!
 Śpiewy i tańce ludowe, kolory, tony i zapachy od kuchni oraz sama Opera- złotem się mieniąca,obrazy, marmury, lustra, piękne panie, eleganccy panowie...Syn marudził  i nudził się dopóki na scenie nie zobaczył pięknych tancerek w strojach krakowskich:)) oj dziewczyny tańcowały!! nad nami na balkonie siedziały same ośmiolatki -zaloczkowane dziewczynki w sukienkach, młody zerkał co chwila na scenę i w górę!!  Choć człowiek nie przyzwyczajony do takiej dawki folkloru z przyjemnością oglądałam w większości familijne i wielopokoleniowe zespoły. Podziwiałam kolorowe, błyszczące stroje, fantastyczne buty, korale, chusty i żałowałam , że nie zabrałam aparatu.  Dopiero po wyjściu ,choć wyszłam wcześniej, zarówno ja jak i dzieci doceniliśmy piękno tradycji i sam pomysł jej przekazu. Samo miejsce Opery dla mnie magiczne. Dzieci zwłaszcza moja córa ,która przetańczyła większość festiwalu, były zachwycone:)) nawet syn wychowany w czasach Gwiezdnych wojen i bakuganów, po czasie w domu babci opowiadał zachwycony co widział:)) Sama uległam refleksji,  że dzieci są nieobliczalne, bo nigdy nie jesteśmy w stanie ocenić podejścia do tematu, myślałam za małe, zanudzą się , a tu proszę dobra zabawa:)) i co my przekażemy naszym dzieciom...
do poczytania
http://www.umwd.dolnyslask.pl/obszarywiejskie/aktualnosci/single-view/artykul/iv-festiwalu-tradycji-dolnego-slaska/


a ja dziś pokazuje Wam kolejny wianek i zapraszam wszystkie osoby do wpisywania się pod poprzednim postem:))



Miłej rodzinnej niedzieli!!!
Basia

piątek, listopada 18, 2011

Podarunek

Ostatnio liczba oglądających mojego bloga wzrosła dlatego postanowiłam pierwszy świąteczny wianuszek podarować Wam!!!  


Zasady takie same jak u większości- 
- zostawić komentarz pod tym postem,
-osoby nie mające bloga proszę o emeila  na mój adres florysztuka@gmail.com
-miło by było być dodanym do obserwowanych:))


losowanie odbędzie się w dniu moich imienin 
tj.4 grudnia!!!! 






miłego dnia!! 
Basia


podarunek

czwartek, listopada 17, 2011

Jeżyk:))

Chociaż obiecałam sobie ,nie dekorować domu żadnymi ozdobami świątecznymi do grudnia- uległam i wygrzebałam kartony z dekoracjami świątecznymi:))dziś będę również kroić jabłka i suszyć na grzejnikach do kompotu i jako dodatki do wianków świątecznych, suszone jabłka i pomarańcze:))cynamon, anyżek,pierniczki, a potem choinka, kolędy,opłatek....tadam jestem wciągnięta:))szybki przegląd kartonów, długa lista zakupów na giełdzie:))lampki choinkowe znowu przyczynią się do zwiększenia kosztów energetycznych...ale wrażenia jakie dają-bezcenne:))!! kiedy ma się w domu małe dzieci czuje się inaczej święta, ja sama przez lata po śmierci mamy ich nie obchodziłam, na studiach przerwa świąteczna była dla mnie karą...wszystko się zmieniło kiedy odnalazłam swoje miejsce przy boku mego Św. Mikołaja:))on podarował mi nowe życie i lepszą jakość tego życia( wiem, że tego nie czyta więc mogę troszkę polukrować:)), ale dzieci sprawiły , że mi się chce!!i choć nie jestem mamą idealną, bo naturę mam krzykliwą:)) jestem bardzo konsekwentna w wychowaniu i nie znam odcieni szarości, to lubię pracować z moimi maluchami i zaskakiwać je różnymi pomysłami:))a oni??za to mnie uwielbiają, za to że nie ma czasu na nudę:)) i zaczynają powoli  mnie zadziwiać tak jak na przykład wczoraj. Natalka w przedszkolu robiła jeżyka:))

autor wiersza: Jan Brzechwa

Idzie jeż, idzie jeż,
Może ciebie pokłuć też!
Pyta wróbel: "Panie jeżu, Co to pan ma na kołnierzu?" 
"Mam ja igły, ostre igły, Bo mnie wróble nie ostrzygły!" 
Idzie jeż, idzie jeż, Może ciebie pokłuć też! 
Zobaczył jeża młody szczygieł:
"Po co panu tyle igieł?"  
"Mam ja igły, ostre igły, Żeby kłuć niegrzeczne szczygły!"
Sroka też ma kłopot świeży...(fragment utworu)

a kiedy ja pracowałam na górze w naszej jadalni powstała cała rodzinka jeży!!! w ruch poszły pomidory, ziemniaki, plastelina i wykałaczki , a był nawet jeżyk cebulowy no ale ten nie spotkał się z moją przychylnością i zginął w zupie:))


"zrobiliśmy jeżyki dla mamusi:)) same Tuptusie:)!!!"
tak!! wyobraźcie sobie moje zdziwienie kiedy zeszłam na dół do jadalni:)) i nawet udało nam się posprzątać plastelinę zanim nasza Rafii ją pożarła!! ziarno posiane kiełkuje?:))
miłego dnia!! Basia

wtorek, listopada 15, 2011

serce dla bliskich


Wszystkich Świętych mamy już dawno za nami, ale ja jeszcze parę dni temu pracowałam nad zimową poświąteczną dekoracją. Miała być według mojego uznania, a jedyną prośbą , było by posiadała jasny punkt. W tym wypadku są to żywe róże, ale z doświadczenia wiem , że zamarzają na mrozie i wyglądają jak szklane.



odchodząc zostawiają puste kubki
pachnące ubrania
niedoczytane książki
piszą list na chusteczce
że kocham
a jednak muszę odejść...


dobranoc Basia

poniedziałek, listopada 14, 2011

jesienne warsztaty!!


Ach te niedzielne popołudnia!! Jeszcze wolne, a człowiek czuje oddech poniedziałku...dlatego zaprosiłam do mojej pracowni dzieci i ich koleżanki. Warsztaty domowe-jesienne dekoracje:))wspominam je czule, zresztą jak i dzieci, zwłaszcza moje, bo to przecież niezła zabawa- ziarno zasiane kiełkuje!!!



 przeglądając prasę florystyczną i blogi natknęłam się na taką propozycje układania bukietów w dyniach ozdobnych, zaglądnijcie również do http://florentyna-groszkiire.blogspot.com/ właśnie tam upewniłam się , że moje dzieci poradzą sobie z pestkami z dyni:)) choć mąż miał małe problemy by pościnać nam dyńkowe głowy:))




kiedy dzieci weszły do pracowni tylko było słychać  "och.ach" i co robimy??? co robimy?? jakie zaskoczenie było kiedy łyżeczkami miały wyciągać pestki z dyni!!potem nazywaliśmy sobie liście, kwiaty i największe emocje budziły fasolki i poszukiwanie fioletowej w śród czarnych fasolek!!i klej co wszystko klei i biedronki i gąsieniczki!! i ciasteczka:)))






dziękuje moim koleżankom za odwiedziny i wsparcie!!

na kolejne warsztaty zapraszam już 11 grudnia!!
spotkanie pt "Zimowe gwiazdki"

a Wam życzę miłego dnia!!!
Basia