poniedziałek, października 31, 2011

dynia na halloween


Przyszedł czas zadumy. Nadchodzące święto czuję już od dwóch tygodni, od kiedy w mojej pracowni powstały pierwsze nagrobne kompozycje. Zawsze jest to dla mnie bardzo emocjonalny czas. Jednak wczoraj, a i zapewne dziś będziemy się cieszyć i śmiać halloweenowo!! miesiąc temu dostaliśmy od naszej kochanej sąsiadki wielką dynię, która czekała na halloween!! i wczoraj całą rodzinką działaliśmy!!! a oto efekty...







 a na koniec były placuszki dyniowe , a wszystko było okraszone śmiechem i radością ze wspólnej pracy!!
pozdrawiam uuuuuchhuuuu!!!!!!

sobota, października 22, 2011

czasoumilacz...

Dzisiejszy poranek zmrożony...i to wcale nie subtelnie ,tylko tak   -4 do 11 godziny, potem piękne słońce, ale pierwsze wrażenie średnie...po takim poranku i jeszcze paru innych wrażeniach ,kiedy to najmłodsza z rodziny odmówiła jakiejkolwiek współpracy, przyszło do mnie po raz pierwszy tej jesieni uczucie zmęczenia, żalu że to już, chwila smutku...ale że moje życie składa się tylko z chwil, zaraz wyszło słońce i zabrałam moją psiunie na spacer...

rośnie moje maleństwo, mądrzeje choć powoli...jest jak moje trzecie dziecko...ba czwarte choć kot Boczek jest niemal pełnoletni,bo totalnie samodzielny:))
a potem powstał czasomoumilacz, no kto by go nie chciał na biurko??u mnie stoi na blacie kuchennym umilając mi gotowanie:))






"Żal nam słonecznej swobody,
piasku i łódki , i wody,
żal wakacyjnej przygody
minął zielony czas.

Żal nam górskiego strumienia,
żal nam leśnego półcienia.
To już tylko wspomnienia,
jesień rozłącz nas."
Hanna Łachocka

a jeśli chodzi o rozłąkę, o melancholię powstają w moim pokoiku nad garażem na przykład takie kompozycje


powiem Wam , że na groby wolę takie chwilowe, zupełnie naturalne kompozycje...
miłego wieczoru Basia

czwartek, października 20, 2011

Są dziwy w niebie i na ziemi, o których ani się śniło waszym filozofom.

Dziady
CZĘŚĆ II

GUŚLARZ - STARZEC PIERWSZY z CHÓRU - CHÓR WIEŚNIAKÓW I WIEŚNIACZEK - KAPLICA, WIECZÓR



There are more things in Heaven and Earth
Than are dreamt of in your philosophy.
 
Shakespeare 

Są dziwy w niebie i na ziemi, o których
ani śniło się waszym filozofom.


CHÓR
Ciemno wszędzie, głucho wszędzie,
Co to będzie, co to będzie?


GUŚLARZ

Zamknijcie drzwi od kaplicy
I stańcie dokoła trumny;Żadnej lampy, żadnej świécy,W oknach zawieście całuny.Niech księżyca jasność blada. Szczelinami tu nie wpada.Tylko żwawo, tylko śmiało.

STARZEC
Jak kazałeś, tak się stało.
CHÓR
Ciemno wszędzie, głucho wszędzie,
Co to będzie, co to będzie?


GUŚLARZ

Czyścowe duszeczki!
W jakiejkolwiek świata stronie:Czyli która w smole płonie,Czyli marznie na dnie rzeczki,Czyli dla dotkliwszej kary W surowym wszczepiona drewnie,Gdy ją w piecu gryzą żary,I piszczy, i płacze rzewnie;Każda spieszcie do gromady!Gromada niech się tu zbierze!Oto obchodzimy Dziady!Zstępujcie w święty przybytek;Jest jałmużna, są pacierze,I jedzenie, i napitek.

CHÓR
Ciemno wszędzie, głucho wszędzie,
Co to będzie, co to będzie?


czy może być inny utwór, który bardziej dosadnie tworzy klimat zbliżających się świąt??
straciłam najbliższą osobę  kiedy byłam dzieckiem, te święta są dla mnie bardzo ważne...
w mojej pracowni powstają stroiki i dekoracje nagrobne, w które wkładam bardzo dużo serca:))

Już teraz przyjmuję zamówienia na kompozycje nagrobne na Wszystkich Świętych.

A oto jeden z pierwszych krzyży nagrobnych






moje prace są troszkę inne od tych ,które można zakupić w kwiaciarni czy przy cmentarzu,  są wyjątkowym  darem dla najbliższej osoby!! Zapraszam !!
 ps. dziękuje za wszystkie zostawione komentarze!!! każde dobre słowo jest jak miód na moje serce, a krytyka działa na mnie konstruktywnie:))
miłego dnia Basia

poniedziałek, października 17, 2011

w jesienny poniedziałek

Dookoła wszyscy się dziwią, że jesień jest już u nas na dobre, a i zima ma już pierwsze przedbiegi, bo jak inaczej nazwać te codzienne przymrozki?? U nas oznaką nadchodzącej zimy jest coroczny powrót saren. Wracają do lasku brzozowego, w którym w tym roku nie było grzybów...wracają by człowiek je codziennie dokarmiał...ja wyrzucam im jabłka, chleb, kupujemy sól- lizawkę, sąsiad w zeszłym roku kupił dwa worki kukurydzy.Każdego ranka widać ich tropy na śniegu ich białe lusterka pomykają przy pierwszym zmierzchu.Dziś już je rano widziałam i jak zwykle nie miałam przy sobie aparatu...ale wiem że synuś dostanie lornetkę od dziadka na urodziny, więc będziemy sobie je podglądać całą zimę. 
Weekend spędziliśmy w domu, tuląc się do siebie całe przedpołudnia, objadając się całe popołudnia, ja nadrabiałam prace w ogrodzie, dziś planuje dokończyć. Sobota minęła mi na tresurze mojego małego psiaka, pielęgnacji domu i opieką  mojej małej dziewczynki ,która ma za sobą pierwszą poważną chorobę. W niedzielne popołudnie wykonaliśmy wspólnie  różaniec na konkurs z religii, bo synuś wdał się ewidentnie w mamusie i zapisuje się na każdy możliwy konkurs!!! a oto wyniki naszej pracy:








a  w salonie zagościła Kapusta:)






Pragnę się Wam pochwalić moją uroczą chrześnicą i jej zdolnościami:)) jedna z jej jesiennych prac!!
Kochanie bardzo się cieszę, że masz w sobie taką wrażliwość na piękno i naturę!!



a teraz kawa dopita, południe się zbliża,  czas zabrać mojego psa myśliwskiego na spacer:))
udanego tygodnia!!! Basia

piątek, października 14, 2011

Witaj Szkoło!!

Aby tradycji stało się zadość dnia wczorajszego moje dziecko najstarsze miało pasowanie na ucznia!! Sama pamiętam swoje pasowanie i ten wielki ołówek na ramieniu:))i wielkie kokardy pod brodą, które nam wiązali rodzice, a które były wręcz znienawidzone przez dzieci...u mojego synka impreza miała charakter karnawałowy raczej, bo sala klasowa i gimnastyczna były przybrane balonami i bibułą tworząc kolorową i wesołą atmosferę, były birety, dyplomy, rożki obfitości i całą muzyczną otoczka, ale coby się dalej nie czepiać była  też ogromna radość i duma, lekka zaduma, potem miła atmosfera, a to się przecież liczy najbardziej!! Oby dzieci miały tak kolorowo w szkole przez całą edukacje!!





a u nas w domu dalej wielka miłość ,choć Rafiosa zyskała przewagę  fizyczną nad Panem Boczkiem:)


kiedy Boczek ma dosyć chowa sie do kartonu po mleku...

moja dziewczynka  dziala jesiennie ...

buziaki Basia



czwartek, października 06, 2011

latawce, dmuchawce, wiatr!!

Dziś zupełnie z innej beczki:))a to dlatego, że chciałam Wam opowiedzieć o latawcach, a zwłaszcza o jednym:)
Mój synek ma siedem lat ,już drugi rok chodzi na zajęcia do modelarni, które prowadzi w szkole cudowny Pan, taki nauczyciel starej daty, taki z powołania, ciepły , miły, szarmancki, wesoły , w dzisiejszych czasach wręcz nierealny i chyba dlatego od dyrekcji wciąż dostaje czerwone kartki za pracę charytatywną...dzieci go kochają, na modelarnie chodzą same z siebie również dziewczynki, ja  ciągle do niego zachodzą na pogawędkę, wożę syna na różne konkursy, wracamy z dyplomami i jesteśmy mega szczęśliwi!! Początek roku to zawsze ważne wydarzenie, my czekamy na konkurs latawców, który odbywa się na lotnisku w Szymanowie pod Wrocławiem.Przez dwa tygodnie synuś całe popołudnia spędzał na cięciu deseczek, na ich szlifowaniu, klejeniu skręcaniu, aż przyniósł do domu wielki latawiec...."Mamusiu musimy go pomalować!!to jest dom, nasz dom" i tak w piątkowy wieczór ,kiedy mąż z córcią robili w kuchni pizze, ja z synkiem malowaliśmy "nasz dom", a następnego dnia w sobotę ruszyliśmy na konkurs!!!W konkursie Kacper zdobył drugie miejsce w kategorii latawce płaskie, a cała nasza szkoła zdobyła pierwsze miejsce!!! Było ciepło, rodzinnie, wesoło i już czekamy na kolejny wrzesień:))






Dom nasz wymarzony już stoi, ale nie jest żółty i nie ma pelargonii:)
pozdrawiam:)) Basia

poniedziałek, października 03, 2011

wianek z kasztanów

"Szukamy,
żółty szelest rozgarniamy dłonią.
Kasztany, które w górze pięcioliście ronią,
Są złote,czasem gniade, o łatkach bułanych.
A potem układamy na trawie kasztany..."
Lilka Harasimowicz, "Jesień"


dwa dni przed weekendem zrobiliśmy sobie zupełnie nie zaplanowaną wycieczkę do parku po kasztany, parę chwil wystarczyło by nazbierać 5 kg kasztanów i by wspomnienia dzieciństwa wróciły, kiedy to walczyłam o każdego kasztana, kiedy ojciec zabierał nas na zbieranie żołędzi dla zwierząt leśnych by potem można je było zimą dokarmiać...pamiętam ten klimat, pełno dzieciaków , młodzieży ze szkół rolniczych i radość z każdego kilograma,potem grochówka i do domu...być może byli młodzi do tego zmuszani,ale ja jako dzieciak szczęśliwa byłam kiedy siostry zabierały mnie na takie zbiórki...i nawet w LO zazdrościłam siostrom tego klimatu, którego w mojej szkole nigdy nie było...tak więc przytachałam do domu kasztany  i powstał wianek dla Sylwii mama nadzieję, że sprostałam zadaniu i wianek się podobał:) a powstawał tak:








miłego dnia!!!

ps. zapraszam również na nowy kursik wianka z kasztanów